Autor: ks. Krzysztof Grzejszczyk      

„Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” Pytanie to kierował Jezus do nas, do każdego ojca, do każdej matki, do każdego męża, żony i także dzieci. Dziś Pan Jezus mówi o sobie samym: Ja jestem Mesjaszem – jest to Jego wyznanie. I mamy tu, jakby w tej klamrze prostą syntezę: Przymierze. A małżeństwo, jak wiecie, jest przymierzem, przymierzem świętym, wyjątkowym. Przymierze zakłada układ dwóch stron. W przymierzu między nami a Bogiem układ jest równy ..

 

W Starym Testamencie zawierano przymierze. Zrozumiemy, dlaczego przymierze jest łaską świętości. Wiecie, że w Starym Testamencie przymierze zawierano w sposób krwawy, dosłownie – przyprowadzano zwierzę, to zwierzę zabijano, rozcinano na połowy i te dwie połowy oddalano od siebie. Wyobraźmy sobie, że tutaj jest jakieś zwierzę przed nami położone, rozłożone jest na dwie połowy. Najważniejsza rzecz w Przymierzu polegała na tym, że te dwie osoby, dwie strony, które zawierały przymierze, musiały przejść między tymi połowami. Dwie strony zawierające układ, a układy, przymierza zawierano w rzeczach ważnych, musiały przejść między owymi połowami martwego, rozdzielonego na pół zwierzęcia. Dlaczego? Jeśli ja nie dotrzymam słowa, to mój koniec taki sam, jak tego zwierzęcia – to ja sam czynię się trupem, to ja sam będę martwym, koniec ze mną, koniec z trudnością, koniec z życiem moim. My dzisiaj, współcześnie, troszkę lekceważymy sobie te słowa, prawda? Przymierze, nierozerwalność, wierność – dziś jest, jutro nie ma. Natomiast, zobaczcie, w Starym Testamencie, taka była idea, ale pójdźmy dalej. Czy ludzie ze swej strony dorastali do tego przymierza, czy nie? Mimo, że znali tak wielkie uzasadnienie. [...] Ten ołtarz i ołtarz we wszystkich parafiach, jest uosobieniem przymierza dwóch stron, gdzie składa się ofiarę, ale pamiętajmy, przymierza – nie tylko ofiary – p r z y m i e r z a. To jest punkt pierwszy: Jeśli chcecie trwać w przymierzu, dzieci bardziej kochać rodziców, rodzice między sobą się kochać, to potrzeba ofiary... czego? Przymierza, czyli tej świadomości: „Zaraz, zaraz. Przechodzę między jedną częścią, a drugą częścią... i tu już musimy sobie powiedzieć – Chrystusa – nie tylko ofiary jakiejś zwierzęcej, ale między Chrystusem, który dla nas otworzył szeroko ręce i mówi mi: „Zobacz, bezgranicznie Cię miłuję.” I mądry tata, mądra mama mówi w tym momencie: „Ja także mam iść za Chrystusem”, który bezgranicznie mnie umiłował.

Popatrzmy na samą strukturę Mszy świętej: zaczynamy Mszę św. znakiem Krzyża. – A gdzie się zaczyna Msza św.? – Msza św. zaczyna się w d o m u. Nawet dnia poprzedniego, czyli w sobotę, kiedy klękasz do modlitwy i już trzeba zrobić przygotowanie do niedzielnej Mszy św. – przynoszę swoje życie Bogu. Mąż przynosi życie rodziny, żony także. Życie Bogu mam swoje, wspólne, przynieść i powiedzieć: „Boże, co ja z życiem mojej rodziny czynię?” I pomyśleć wtedy, dlatego od modlitwy się zaczyna, co ty chciałeś czynić w tym tygodniu, co było twoją wolą, co miało się dokonać w moim życiu przez ten tydzień? Msza św. zaczyna się w domu. I potem, kiedy przychodzimy do kościoła... – Na ostatnią chwilę przychodzimy? Dzwonek dzwoni i my wchodzimy wtedy, czy nie? Po dzwonku przychodzimy? Kto przychodzi po dzwonku, uwaga, to niech zapamięta – ja daję zawsze taki przykład – jak by ktoś chciał jechać do Poznania i pociąg do Poznania odchodzi o 10-tej, a przyjdzie na dworzec 10:02, to pojedzie czy nie? Nie pojedzie, na pewno nie! I tak samo jest z Mszą św. – mimo, że jest ktoś na Mszy św., ale spóźniony o te dwie minuty – „już nie pojedzie”, bo jest spóźniony, coś się zaczęło. Popatrzmy dalej – Ksiądz mówi: W Imię Ojca i Syna... a potem wprowadzenie daje, a wreszcie wzywa oficjalnie do aktu pokuty. Jest to, jak wiemy, droga do świętości, bo wtedy ksiądz mówi: Teraz czas poprawić swoje życie, teraz czas, żeby miłości sprostać. Więc pierwsza czynność, jaką czynimy, to z wiary i miłości wzbudzamy w swoim sercu skruchę. Ten, kto kocha, uwaga, umie przepraszać czy nie? Czy ludzie się zawsze przepraszają, kiedy powinni? I zobaczcie: Ten, kto chce kochać, musi żyć w szczerości. I dlatego tu, choćby punkt pierwszy, już jest wielkim wyzwaniem – „obudź się, bo twoja droga ma być drogą w miłości.” Więc trzeba się „obudzić”. Najpierw wyznaj swoje grzechy, a teraz, jak już jesteś oczyszczony, jak przyznałeś się, że byłeś grzesznikiem, to teraz wyznaj co – swoim życiem – „Chwała na wysokości Bogu...” I Bóg mówi: Jeśli umiesz życiem oddawać chwałę Bogu, to na ziemi tobie, człowiekowi będzie dział się pokój. Czyli w twojej rodzinie owocem oddawanej chwały Bogu, będzie pokój w twoim domu. Pokój, czyli miłość prawdziwa. Hebrajskie szalom znaczy: Bóg wypełni wnętrze twoje. Bóg ciebie nasyci. I dalej Bóg nas prowadzi – trzeci punkt we Mszy św., bardzo ważny – do ambony. Czy w domu waszym jest ambona? W każdym domu powinna być ambona. Amboną jest autorytet ojca i matki, którzy mówią – na ambonie waży się słowa. Na ambonie mówi się inne słowa niż ot tak normalnie na ulicy – tu każde słowo musi być wyważone, bo tu padają Boże Słowa. A dzieci powinny wiedzieć, że rodzice zastępują... – tak, jak papież zastępuje nam na ziemi Pana Jezusa, tak rodzice zastępują w domu Pana Jezusa. Więc, jak mówi tatuś czy mamusia słowo, a do siebie też mają ważyć słowa, żeby mieli pewność, że mówi przeze mnie Pan Jezus. A skoro Pan Jezus mówi, to są to słowa, które doradzą mi jak postępować, jak żyć, albo mnie ostrzegą, albo mnie obudzą i powiedzą: Tak nie dobrze, to nie jest zgodne z Moimi Słowami, czyli z Moją Wolą. I kiedy już rozumiemy – uwaga, nauczmy się najprostszej sztuki – człowiek ile ma uszu? A ust? – Więc jaka z tego konkluzja? Że powinien więcej mówić niż słuchać czy więcej słuchać niż mówić? Zobaczcie, Pan Bóg w mądrości dał nam, nie tylko żebyśmy stereo słyszeli, ale Pan Bóg w mądrości dał nam parę uszu, abyśmy więcej słuchali, a mniej mówili. Jeśli ktoś usłyszy jednym i drugim uchem, a u niektórych jest tak, że w kościele słuchają i potem ktoś wychodzi z kościoła, i rodzice mądrzy czasami pytają: „A pamiętasz o czym Pan Jezus mówił dzisiaj do nas? – Nie, nie pamiętam. – A o czym myślałeś? – O lodach.” Od liturgii słowa prowadzi nas Kościół do wyznania wiary: „Teraz wyznajmy naszą wiarę.” Bo nas kusi, żeby nie wierzyć, żeby żyć tak zwyczajnie, żeby się nie wysilać. Kościół mówi: Teraz wstajemy i bardzo jasno mamy wyznać swoją wiarę – powiedzieć, że ja mimo pokus, mimo wad będę wyznawał wiarę, z wiarą będę żył.

A teraz czas na wspólną modlitwę – nie tylko taką, że z mszału ksiądz coś odczyta, ale wspólna modlitwa. I w takich parafiach żywych, to ksiądz zostawia czas i wtedy z kościoła słychać – ludzie się modlą – podają intencję i jest to czas wielkiego wołania, ale z wiary. Byłem raz w jednym domu i jest godzina dziewiąta, pozwolono dzieciom dłużej wytrwać, rozrabiały do godziny dziewiątej, ale o dziewiątej rodzice mówią: „Teraz czas na modlitwę.” Wszyscy wspólnie klękli i rodzice poprowadzili krótką modlitwę, a potem zostawili czas dzieciom. I ja słuchałem z wielkim przejęciem, jak dzieci, dwójka chłopaków wypowiadali swoje modlitwy, a było tam i dziękczynienie i prośba. Jeden chłopiec, to mi utkwiło, mówi: „Dziękuję Ci, Panie Jezu, za ten piękny dzień i za to, że z rodzicami byliśmy na rowerach. Ale potem mówi z pokorą, byłem zdumiony, że tak może głośno przy księdzu powiedzieć: „Przepraszam Cię za to, że się dzisiaj nie słuchałem.” Rozumiecie? To jest modlitwa wiary, czyli człowiek w szczerości przed Bogiem staje i Bogu mówi, że jeszcze daleko przed nim do prawdziwej świętości.

Dalej rozpoczyna się liturgia ofiary.


Dzieciaki, uwaga! Jak wam się wydaje, jak jest rano świeży chleb, mleko czy jakieś smakołyki, jeśli rano to coś takiego jest, to samo się to znalazło? To kto to przyniósł, może najstarsze z was, tak? A zwykle kto biegnie po zakupy rano, kiedy wy śpicie? Powiedzcie mi, czy to wymaga od rodziców ofiary, czy nie? Czy to wymaga od rodziców trudu, że muszą wstać piętnaście minut wcześniej, przyjść? – Od rodziców, którzy kochają – to nie – bo mówi sobie taka mama: „Ja dla swoich ukochanych dzieci to robię.” – „Ja – myśli sobie tatuś – ja dla moich najlepszych synów i córek to robię.” Ale jak dziecko jakieś się nie słucha, jest niegrzeczne, to co wtedy się dzieje? Tatuś mówi: „No, muszę iść, ale mój syn jest niewdzięczny, niedobry, ale ja jego i tak kocham i przyniosę. Czy on doceni? No, nie wiem.” Kto z was choć raz podziękował rodzicom za świeże bułki rano na śniadanie? – Raz. A kto codziennie dziękuje? A, widzicie? A kto z was widział, że wasz tatuś, o ile mama gotuje, codziennie umie dziękować mamie za obiady? Codziennie, nie w niedzielę. O, proszę! Codziennie, słuchajcie, to jest prawdziwe wzrastanie we wdzięczności. Tam, gdzie miłość, tam rośnie wdzięczność. Wdzięczność, jak niektórzy z was wiedzą, to jest tytuł także Mszy świętej, tak? E u c h a r y s t i a – to znaczy dziękczynienie. Dziękować nie tylko Bogu – najpierw tak – ale potem mamy dziękować tym wszystkim, którzy miłość nam okazują.

I wreszcie, uwaga, najświętszy taki moment, kiedy wszyscy klękają i ksiądz mówi: „To jest Ciało Moje”. Wyobraźcie sobie, że z taką miłością, z jaką ksiądz trzyma Ciało Pana Jezusa, wasz tatuś trzyma dłoń swojej mamy. I w dodatku jeszcze myśli, że „moje ciało, moje życie ma być ofiarowane, złożone w ofierze dla tych, których ja kocham” – to jest Moje ciało za was wydane. I Pan Jezus mówi – uwaga, bardzo ważne zdanie – to czyńcie na moją pamiątkę. Czyli każdej mamie, każdemu tatusiowi, każdemu dziecku mówi: - Masz, tak jak ja – złożyłem cię w ofierze i ty składasz się w ofierze, masz w ofierze ofiarować siebie, swój czas, swój wysiłek, swoje życie także, także swoje zdrowie ofiarować najbliższym, składać siebie w ofierze najbliższym. I ksiądz potem bierze do ręki kielich i mówi: To jest krew Nowego Przymierza. A krew, to jest na pewno trud, to jest na pewno wielki wysiłek. I wtedy tatuś, który stoi w kościele, myśli: „W tygodniu były takie to, a takie moje wielkie wysiłki. Bardzo się wysilałem, żeby moja miłość była prawdziwa, czyli żeby moja ofiara była czyściutka, żebym nie robił czegoś dlatego, że muszę, bo mi potem mamusia awanturę zrobi, że kiepski ze mnie mąż, ale dlatego, że kocham.”

I wreszcie kiedy przyjmujemy Komunię św., to Pan Jezus mówi: „Teraz czas razem iść.” Razem iść! I tak, jak byłoby fatalnie, gdyby ktoś na początku bił się w swoją pierś, ale na dobrą sprawę, jeśli w kościele jest mąż i żona, to mąż myśli: „To ona bardziej zgrzeszyła”. Albo żona mówi: „Nieee! To jego wina. W ogóle ten cały tydzień, to wszystko, to wina jego.” Byłoby fatalnie, gdyby do Komunii Św. rodzice by szli oddzielnie, nawet w kościele, nawet fizycznie – to uwaga do rodziców – jest rzeczą piękną, chyba, że przy wózku trzeba zostać – to jest oczywiste – kiedy rodzice razem i mąż tak, jak w dniu ślubu – zapamiętać to – prowadzi swoją żonę, bo w dniu ślubu powiedział: „Przez całe życie chcę ciebie i swoją rodzinę prowadzić – tak, jak teraz w tym momencie uroczystym – bo mi zaufałaś.” I kiedy przyjmują Pana Jezusa, to wtedy Pan Jezus w nich razem staje się jedno, bo Jezus jest jeden, więc jednoczy nas razem.