Autor: Grzegorz Wróbel      


Moje doświadczenie jest takie: wiele się nasłuchałem konferencji o tym jak powinno być, ale wiem przecież jak jest. Zabrakło mi narzędzi, żeby przepaść między tym co jest a co powinno być pokonać. Co z tego, że się dowiedziałem na konferencji o dialogu małżeńskim, że powinienem ze swoją żoną rozmawiać? Wiem o tym, ale nie umiem tego robić, nie wiem jak z moją żoną rozmawiać. Co z tego, że dowiedziałem się, że nie powinno się zwracać uwagi w obecności dzieci sobie wzajemnie, jak nie wiedziałem jak to robić? Przychodzę z pracy, zastaję sytuację określoną i włączam od razu działanie. I zabrakło znowu narzędzi, jak konkretnie eliminować z życia takie niepożądane sytuacje. Te myśli zainspirowały mnie do poszukiwań. Takim skutecznym narzędziem,  które odkryłem są warsztaty, na których  otrzymuję konkretną umiejętność realizowania tego, co chcę.

Najpierw zrobię takie wprowadzenie, tło, tego co mamy robić. Potem będzie część warsztatowa, którą wykonacie wy sami, a potem będzie podsumowanie, jak powinno być.

 Zacznijmy od tekstów biblijnych. Pierwszy z nich: Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem (Rdz 2, 24). Tu jest kilka ważnych elementów: to on opuszcza ojca i matkę, i więzi łączące go z wybranką są ważniejsze i większe niż więzi rodzicielskie – to jest jedna rzecz. Druga rzecz, która tu jest ważna to to, że stają się jednym ciałem – nie „stali się jednym ciałem” tylko „stają się”. To jest rzeczywistość dynamiczna a nie statyczna. Też tu jest ważne to,  gdzie został stworzony Adam, a gdzie została stworzona Ewa? Otóż Adam został stworzony poza rzeczywistością stworzoną jeszcze, poza rajem, i umieszczony w raju. Kobieta zaś została stworzona już w raju. I to określa pewną przestrzeń, w której się poruszamy jako kobieta i jako mężczyzna. Stąd sformułowanie, że sercem kobiety są sprawy domu, a sercem mężczyzny są sprawy świata ma dużo odniesienia do tego obrazu biblijnego.

Druga sprawa, też ważna w kontekście stworzenia, to ta, kiedy Ewa zrywa owoc zakazany. Bóg wie, kto zerwał ten owoc zakazany, ale kogo czyni odpowiedzialnym za to? Nie Ewę, tylko Adama! „Gdzie byłeś... kiedy ona ten owoc z drzewa poznania dobra i zła zrywała?  Nie byłeś z nią wtedy! Gdzie ty byłeś, gdzie się wałęsałeś? Nie dopilnowałeś tego, co jest powierzone tobie!” Bóg nakłada na mężczyznę, męża i ojca ten ciężar odpowiedzialności. Jeżeli coś się zaczyna dziać w małżeństwie nie tak, to on powinien być pierwszy, który „dostanie po głowie” a nie ona.

Drugi tekst, bardzo ważny do dzisiejszego wprowadzenia, to tekst z Nowego Testamentu, z Listu do Efezjan, szczególnie pierwsze słowa: Bądźcie poddani sobie wzajemnie w bojaźni Chrystusowej. Tego, niestety, wielu nie słyszy w ogóle, tylko słyszy ten ciąg dalszy: Żony, bądźcie poddane swoim mężom, jak Panu. Przyznam szczerze, że ja też tak insynuowałem, przekonywałem żonę, że ma być mi poddana, jak panu. Ja jestem władcą tej rzeczywistości i masz mnie słuchać. Zupełnie pomijałem ten pierwszy werset, że to jest wzajemne poddanie. Tylko inny jest porządek poddania żony mężowi, a inny porządek męża żonie. Jest porządek zaufania w miłości wzajemnej: mąż żonie, a żona mężowi. Ufam ci we wszystkim, bo tam jest napisane „duże” słowo: bądźcie poddane we wszystkim. A więc zaufanie ma dotyczyć wszystkich dziedzin życia. To nakłada odpowiedzialność na mężczyznę, męża i ojca, , za te miłość wzajemną, na podobieństwo relacji Chrystusa i Kościoła, aż do oddania życia.

I teraz tekst, który obrazuje, co będziecie teraz robić.: Według łaski danej mi, łaski Bożej, jako roztropny budowniczy położyłem fundament, ktoś inny zaś wznosi budynek. Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje. Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. I tak, jak ktoś na tym fundamencie buduje ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drzewa, z trawy lub ze słomy, tak też jawne się stanie dzieło każdego, odsłoni je Dzień Pański. Okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę. Ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę. Sam wprawdzie ocaleje, lecz tak, jakby przez ogień. Czyż nie wiecie żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście (1 Kor 3, 10-17).

Nasze życie małżeńskie jest budowaniem świątyni , rodzina jest Domowym Kościołem, jest taką świątynią. Jak ta więź dzisiaj między nami jako małżonkami wygląda? Na poszczególnych etapach budujemy nasze małżeństwo w różny sposób:  na początku może budujemy na emocjach, na tym zakochaniu potężnym, które, wydaje nam się, pokona na pewno wszystkie trudności. Taka iluzja po jakimś czasie zostaje mocno podważona. Ważne jest tutaj to, co mówi św. Paweł – fundament. Jeśli fundament jest, a Nim jest Chrystus, to można wszystko pokonać. Mogę powiedzieć o sobie, o moim życiu małżeńskim, że gdyby nie Jezus Chrystus, to naszego małżeństwa by już na pewno nie było. Teraz zapraszam was do pracy. Pierwszy jej etap polega na takiej diagnozie mocne i słabe strony naszego małżeństwa. I proszę teraz, abyście każdy oddzielnie napisali, co jest mocną, a co słabą stroną naszego małżeństwa – nie rodziny, tylko małżeństwa. Dzisiaj zatrzymujemy się nad więzią naszą małżeńską, jak ona wygląda. Potem będzie czas na to, żeby to sobie nawzajem pokazać.

I trochę chwilkę o tym porozmawiajcie. Zobaczcie, gdzie się zgadzacie z sobą, gdzie są rozbieżności, zaznaczcie szczególnie te elementy, gdzie się na pewno nie zgadzacie. Rozdzielcie to: niezgoda – jedna rzeczywistość; tam, gdzie się zgadzacie – druga rzeczywistość; kwestie sporne – trzecia rzeczywistość.  Macie na to 7 minut, na porozmawianie.

...Pierwszą rundę mamy za sobą. Druga runda polega na tym, żebyście oprócz mocnych i słabych stron napisali  szanse i zagrożenia. Szansą i zagrożeniem są takie czynniki, na które my bezpośrednio nie mamy wpływu. Na przykład taką szansą może być to, że się pojawi na rynku lokalnym taka praca dla męża, że mąż będzie wracał o normalnej porze do domu, a nie takiej, z której powodu jest w dużej mierze nieobecny w domu. Zagrożeniem i szansą są wszelkie ustawy. Podam przykład takiej ustawy, która ostatnio w Irlandii weszła, bardzo pro-rodzinna: jeżeli mężczyzna zarabia do 6-ciu tysięcy EURO, a żona jego pozostaje w domu opiekując się chociażby jednym dzieckiem , jest zwolniony z podatku. Coraz większa przecież ilość krajów, szczególnie Skandynawii i też Europy Zachodniej zaczyna iść w kierunku takim, żeby docenić w końcu pracę kobiet w domu. Zaczynają traktować obecność żony i matki w domu jako swoistą pracę, bo widzą tego wymierny efekt dla swojej społeczności. To są szanse i zagrożenia – rzeczy, które nie zależą ode mnie, które globalnie wpływają i które w mikro regionie też wpływają na to, jak funkcjonujemy.

Czy pojęcie METAPLAN jest wam znane? METAPLAN odpowiada na takie cztery pytania: jak jest, jak powinno być, dlaczego tak jest jak jest;  co zrobić, aby było tak, jak być powinno?

My jesteśmy w tej chwili na etapie pierwszym. Daliśmy narzędzie, które diagnozuje naszą rzeczywistość, słabe, mocne strony, osadzenie tego naszego życia wewnętrznego w szerszej rzeczywistości. I tu każdy temat w ten sposób możecie sobie rozebrać na czynniki pierwsze: więź małżeńska, więź rodzicielska, rozwiązywanie konfliktów w małżeństwie, dialog. Każde, nawet mniejsze takie rzeczy można tu przeanalizować.

Teraz przejdziemy do etapu: Jak powinno być z ta więzią małżeńską. Zacznę od tego zdania fundamentalnego :  Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą (Ps 127, 1). Czyli wszystkie techniki, wszystkie warsztaty bez osadzenia w Panu Bogu, są nic nie warte. Bo jeśli w tym Pana Boga nie będzie, to się tylko pokaleczymy. Podam przykład z mojego życia małżeńskiego: Zdarzały nam się sytuacje patowe: żona tak, ja tak i koniec, nie ma wyjścia. Ja się upierałem przy swoim, żona przy swoim rozwiązaniu. I dla mnie odkrywcza była taka propozycja w stosunku do żony: „pomódlmy się razem i spytajmy Pana Boga”. Razem stajemy w wolności. No, bo jak tu ustąpić kobicie? Raz, że to męska duma jest urażona, a dwa – jak raz ustąpię, to potem będę musiał za każdym razem ustępować. Autorytet Boga, na który oboje się zgadzamy staje się tą płaszczyzną porozumienia.Rozwiązanie, które Pan Bóg proponuje, jest do przyjęcia dla jednej i dla drugiej strony. Stąd, jeżeli Bóg jest fundamentem, to jest to do pokonania, jeśli nie, to nawet kompromisy nic nie załatwią tutaj specjalnie. Bo kompromis pod przymusem, że ja robię ofiarę z siebie i potem wypominam: a pamięęętasz... ja ci tam kieeedyś...” I to wraca takim refrenem..

Teraz drugi etap. Gdzie możemy odnaleźć, nazwać rzeczywistość, jakiś wzorzec małżeństwa, który byłby takim pytaniem, jak powinno być? Wiem, jak jest, a teraz jak powinno być? Jako pierwsze, to należałoby przyjąć największy wzorzec, to Bóg sam w sobie, Bóg jako jedność Trzech Osób. Więc to jest taki najwspanialszy obraz tej jedności tego, o co tu chodzi – miłości bezwarunkowej, ale bez pomieszania Osób – każda Osoba integralna. I teologia mówi, że Ojcu się przypisuje działanie stwórcze, Duchowi Świętemu uświęcenie, Synowi Bożemu zbawienie, ale każde to działanie jest działaniem trzech Osób. I to jest kapitalna informacja! Też, że jedną z płaszczyzn wiodących w naszym życiu małżeńskim będzie współdziałanie i to w wymiarze, że razem coś robimy, ale też w układzie, kiedy ja coś robię oddzielnie, ale żona mówi na to: „tak, ja to potwierdzam, ja się na to zgadzam, chcę, żebyś to robił.” Czyli warto byłoby rozpatrzyć pod kątem tego, co robimy w swoich małżeństwach my jako razem, czy my to robimy razem w sensie takiego przekonania największego, że to jest odpowiedź na Boże wezwanie, a także z tego, co robimy oddzielnie, gdzie jest wyraźna akceptacja, zgoda współmałżonka na to, a gdzie jest to moje, nawet wbrew żonie. Jeśli wbrew, to już to godzi w jedność więzi małżeńskiej.

Drugim takim obrazem miłości małżeńskiej jest Święta Rodzina. Teraz trzecią rzeczywistością, na którą warto spojrzeć, to jest to sformułowanie z Księgi Rodzaju: jedno ciało – czyli my. Kiedyś, jak ktoś mi proponował jakieś zaangażowanie,  to mówiłem: tak, biorę się za to. A dzisiaj czasami udaje mi się powiedzieć: muszę to uzgodnić z moją małżonką, muszę z nią o tym porozmawiać, ponieważ to ma wpływ na moją nieobecność w domu. Trzeba przełamać wstyd z jednej strony, bo przyznaję się  oficjalnie , że jestem zależny od mojej żony, ale taka jest rzeczywistość. Już nie jestem ja, tylko jesteśmy my.

Ważna jest też definicja małżeńska, zawarta w kodeksie Prawa Kanonicznego, gdzie małżeństwo jest zdefiniowane jako przymierze – nie jako związek, ale jako przymierze, na wzór Przymierza, jakie zawiera Bóg z człowiekiem.  I to przymierze ma dwa cele: dobro małżonków oraz zrodzenie i wychowanie potomstwa. I takim też obrazem, który bardzo ważnym jest w kontekście rozważań dzisiejszych, to jest ten obraz z Listu do Efezjan: obraz miłości Chrystusa do Kościoła i odpowiedzi na tę miłość – Kościoła do Chrystusa. Taka wzajemna miłość: powierzenie się sobie, wzajemne oddanie sobie, wzajemne służenie sobie. I tu będzie ważne też wrócić się pamięcią do czasów narzeczeńskich. Przypomnijcie sobie ten czas narzeczeński: czego oczekiwałem od swojego współmałżonka? Już podejmując decyzję, że chcę z nią być na całe życie, czego oczekiwałem? Tak dwie minutki pomyślcie nad tym. Zatrzymajcie się nad tym, wróćcie pamięcią do tych chwil, niedawnych czy trochę późniejszych. Jeśli udało wam się odtworzyć oczekiwania swoje względem swego współmałżonka , to zapiszcie je sobie teraz. Jak to wyglądało, czego ja oczekiwałem? Jakie były moje życzenia,  pragnienia związane z życiem małżeńskim z moim współmałżonkiem?

W ramach przygotowania do małżeństwa mówimy o takich trzech blokach. Pierwszy blok, to chłopak, dziewczyna, narzeczeni, mąż i żona są zaproszeni do odpowiedzialnego budowania więzi, na etapie chłopak-dziewczyna – narzeczeni; mąż-żona – tatuś i mamusia potem w przyszłości.

Druga sfera, to dojrzała więź z Bogiem. Osobista przyjaźń z Bogiem jest fundamentem życia małżeńskiego. Ja przyznam szczerze, że głównym moim oczekiwaniem do wejścia w małżeństwo z moją małżonką, Anią, było to, że była po chrzcie w Duchu Świętym, była w grupie modlitewnej i tak sobie marzyłem, że będziemy razem dla tych dzieł Bożych życie swoje przeżywać. Czułem się bezpieczny w jakiś sposób, że rozstrzygać będziemy w oparciu o Pana Boga nasze różne jakieś tam niedociągnięcia.

I trzecia rzeczywistość, trzeci obszar, to troska o dobre więzi z rodzicami. Nie do końca jest prawdą, że skoro żenię się z Anną, to już nie z jej matką, to nie jest taka oczywista sprawa, ponieważ ona wychodzi z tej rzeczywistości i ma wobec mnie konkretne zobowiązania, nawet prawne, o czym nie wolno zapominać i o te więzi trzeba dbać. Dbać, żeby były właściwe te więzi – nie przegięte ani w jedną ani w drugą stronę.

I teraz tak, jak to się przekłada na takie tak zwane trzy ołtarze życia małżeńskiego, trzy główne nitki życia małżeńskiego, więzi małżeńskiej. Pierwszy ołtarz, to jest ołtarz eucharystyczny – to jest ten fundament – ołtarz eucharystyczny, ołtarz przyjaźni z Bogiem, ołtarz więzi z Bogiem, tego, że razem stajemy wobec Boga i mówimy Ojcze Nasz... i odpuść nam nasz winy. Drugi ołtarz, to ołtarz łoża małżeńskiego. W szkole, gdzie uczę, parę lat temu jedna z uczennic mnie pytała czy kiedy małżonkowie współżyją z sobą seksualnie, czy należy odkręcać święte obrazy w drugą stronę? Bo u niej w domu tak było i w ten sposób ona wiedziała, kiedy rodzice współżyją. Bo kiedy rodzice odwracali obrazy, to oznaczało, że tego dnia będą współżyć. Więc to jest jak najbardziej ołtarz, to jest dar Boga, to nie jest nic nie tak – to jest jak najbardziej tak. Więc mamy ołtarz eucharystyczny, ołtarz łoża małżeńskiego, tylko i wyłącznie małżeńskiego łoża i trzeci ołtarz, to ołtarz stołu. I w tym ołtarzu stołu mieścimy takie rzeczywistości jak wspólne posiłki, wspólne rozmowy, dialog właśnie ten – to, co tworzy przestrzeń spotkania wspólnego – to jest ten ołtarz stołu, to jest symbolika ołtarza stołu. Stąd na przykład w Sawietskom Sajuzje onegdaj, żeby zlikwidować rodzinę, tworzono takie domy, gdzie była wspólna kuchnia, gdzie rodziny mieszkały w układzie pokoi, natomiast kuchnia była do wspólnego użytku – wychodziło się, gotowało, wracało do swego pokoju, żeby tam zjeść. A kuchnia jest sercem domu, tam kobieta najwięcej czasu przebywa, stąd warto o to zadbać. Gdybym mógł, to bym te wszystkie stołówki polikwidował – one są antyrodzinne. Znaczy, ja sobie zdaję sprawę z tego, że nie zawsze jest to możliwe, ponieważ praca jest tak ustawiona w społeczeństwie, że generalnie ta polityka pro rodzinna deklarowana jest... tylko deklarowaną. Oczywiście rzeczywistość trochę jest inna. Więc mamy te trzy ołtarze życia małżeńskiego. Tu ważna jest też treść przymierza małżeńskiego, jakie zawieramy, treść przysięgi małżeńskiej. I tutaj się nie będę już dłużej nad tym rozwodził, bo odsyłam do zeszytu waszego, tego pierwszego. Ojciec Jacek Salij kapitalnie to rozbiera na części pierwsze, to znaczy na poszczególne aklamenty: miłość, wierność, uczciwość małżeńska i że aż do śmierci.

I teraz tak: przestrzenie budowania więzi, jeszcze takie inne, takie przełożone na codzienność: Codzienna modlitwa małżonków. Jeśli są dzieci, to też codzienna modlitwa z dziećmi. I pamiętać, że modlitwa rodzinna nie zastępuje modlitwy małżonków – to są zupełnie inne rzeczywistości. To, że się razem pomodli z dziećmi nie znaczy, że mamy za sobą już modlitwę małżeńską – nie, to są zupełnie inne rzeczy.

Drugi, to dialog. I teraz parę słów o tym dialogu, o takich trzech formach możliwych, które potem poleciłbym. Jeżeli chodzi o załatwianie takich bieżących spraw, takich delikatnych, które trzeba rozwiązywać, to najlepiej to przy posiłkach się odbywa – siadamy do obiadu i sobie na bieżąco takie kwestie rodzinne mówimy sobie, żeby uczyć tego, że rozmawiamy z sobą o tym. Natomiast takie sprawy strategiczne, to na comiesięcznym zasiadaniu przed Panem Bogiem razem. My z żoną robimy to w ten sposób, że u nas mieszka zawsze ktoś w domu, w sensie lokatorów, to kiedy uśpimy dzieci, jedziemy na kolację do restauracji, potem wracamy, mamy wcześniej uzgodniony temat, o czym należałoby pogadać, ponieważ wynikły takie i takie rzeczywistości – umawiamy się, że rozmawiamy o tym i o tym – i wracamy, jest wspólna modlitwa, porozmawianie sobie o tym, co jest i podejmujemy rozwiązanie.

I trzecia forma, pewnie częściej znana wam – pięciominutówka. Znana? Pięciominutówka, to jest taki czas przed zaśnięciem. Ja mówię o tym jak przeżywałem żonę w ciągu dnia, o na mówi do mnie jak ona mnie przeżywała w ciągu dnia. I tu nie dyskutujemy, tylko słuchamy. I mówię o tym do żony nie warunkując zmiany, tylko ją informuję jak ja ten dzień dzisiaj z tobą przeżywałem. Na przykład: Cały dzień męża nie było ponieważ pracował. – „Brakowało mi ciebie.” Prosty sygnał, nazwać, że brakowało mi ciebie. Albo przyszli goście – to, co często ja słyszę, jestem taki, mam sporo jeszcze do zrobienia – „Przyszli goście, no i znowu zostawiłeś mnie samą ze zrobieniem herbaty, kawy. Ty siądziesz na strategicznym miejscu i się stamtąd nie ruszasz.” Mam taką wadę, że siadam sobie w takim miejscu, żeby nie wychodzić i potem żona „gania”, a ja sobie siedzę i zabawiam gości. I czasami mi się przypomni, że trzeba to inaczej rozwiązywać, ale jeszcze w większości nie. Ale widzę, że jest z tym problem. Znaczy, chodzi o usłyszenie takiego czegoś, tam nie mówi, że masz to zmienić, a jak nie zmienisz, to ja się wyprowadzę, tylko informacja i tak to przeżywam. I tu nie nastają napięcia jakieś takie. Te pięciominutówki mają cel taki, żeby na bieżąco te jakieś takie napięcia mogły mieć ujście. Bo czasami jest tak, że nie wiemy, że jakieś nasze zachowanie, nasze słowo kogoś uraziło, kogoś dotknęło, komuś coś dało, a tak to jest tylko informacja zwrotna.

I trzecia rzeczywistość, to współdziałanie. Ja już o nim mówiłem wcześniej przy okazji tego działania Osób Boskich, że jest to współ- nawet jeżeli to wykonuje jedna osoba, ale w tym ja czuję błogosławieństwo swojej żony, swojego męża. Aha, tu jeszcze odsyłam was do dwóch dokumentów papieskich: Adhortacji Apostolskiej Christefidelis Laici i Encyklili Familiaris Consorcio. To są takie dwa dokumenty bardzo ważne, jeżeli chodzi o nauczanie i Boży zamysł, jeżeli chodzi o obraz małżeństwa i rodziny. Tam dużo można znaleźć tego tła, o które chodzi, o ten obraz jak to kształtować. I dalej trzeba by podjąć to pytanie „dlaczego jest tak, jak jest?” Natomiast jeżeli chodzi o to za co się potem brać, z tego, co tam jest, to zasada jest taka: Bierzemy się tylko za te rzeczy, gdzie mamy oboje gotowość ich podjęcia. Jeśli nie ma gotowości – zajmijcie się jakimś tematem przez drugiego współmałżonka, a tego nie ruszamy, bo to nie wyjdzie. Ta gotowość musi być dwustronna, że zajmujemy się tylko rzeczami, które naprawdę przeszkadzają, gdzie stwierdzamy, że tak dalej być nie może. Jeżeli to już tak doskwiera, że naprawdę nie da się wytrzymać, to już trzeba by się tym tak naprawdę zająć. Potrzeba jak gdyby tutaj takiej wolności w dojrzewaniu do zajmowania się, bo możecie zobaczyć wiele rzeczy, które wymagają poukładania inaczej, ale do poukładania w pewnym porządku potrzeba trochę czasu. Więc kolejność jest taka, że zajmujemy się tymi, na które się oboje zgadzamy, że trzeba się nimi zająć, trzeba tę kwestię rozwiązać. I stąd teraz zanim pytanie dlaczego podkreślcie w tych słabych stronach rzeczy, które wam doskwierają, które chcielibyście zmienić, które wymagają w waszym rozumieniu, że tak dalej być nie może i coś trzeba z tym zrobić. Musimy sobie uświadomić, że mamy ukształtować siebie na obraz Bożego zamysłu małżeństwa i rodziny – to jest świętość małżeństwa – jako rzeczywistość dynamiczna, a nie statyczna, jako coś, co się staje, a nie co się dokonało, a tylko staje się i będzie się stawało, bo tak trzeba przyjąć taką opcję, perspektywę i to jest cel główny. Cel główny : „chcemy być świętym małżeństwem” i tylko taka opcja nas interesuje – chcemy być świętym małżeństwem. Aby ten cel główny osiągnąć, musimy wyznaczyć też cele szczegółowe. W oparciu na przykład o te trzy ołtarze. A więc cel pierwszy (w kontekście tego celu głównego) – ołtarz eucharystyczny. Czyli chcemy takiego stanu, gdzie jako cała rodzina idziemy na niedzielną Eucharystię, gdzie razem idziemy na Eucharystię – nie oddzielnie, ale razem, gdzie razem słuchamy Słowa Bożego, razem przystępujemy do Stołu Pańskiego. Jak jest, to wiecie wy sami. Jak to poukładać, to za chwilkę.

Drugi ołtarz, to ołtarz łoża. Pytanie o waszą więź seksualną. Jak powinno być? – Powinno być tak, żeby oboje byli usatysfakcjonowani, gdzie nastawiamy się na to, aby „jemu ze mną było dobrze” – nie na siebie, żeby mi było dobrze, tylko jemu dobrze. A czasami jest tak, że żyjemy w iluzji. Wydaje nam się, że jemu jest dobrze, a tak naprawdę nie jest, bo w tej delikatności nie chce mnie urazić i udaje, że jest dobrze, podczas gdy dobrze nie jest. I najczęściej tutaj to jest jeden z takich bardziej trudnych tematów, do wzięcia go za rogi. Tutaj bez uczciwej, rzetelnej rozmowy na ten temat nie pójdzie się daleko. Tu jest konieczny dialog małżeński – powiedzieć szczerze jak jest, jak jest naprawdę? Czego oczekuję, czego mi brakuje? I potem uzgodnisz rozwiązanie.

I trzeci ołtarz, trzeci cel, to ten dialog, to to spotkanie, te wspólne posiłki, czyli to co tworzy wspólną przestrzeń spotkania – troska o te wspólne przestrzenie, o wspólne posiłki, o rozmowy z sobą, uczciwe, prawdziwe, szczere, żeby nie obok siebie, a żyć razem – my. I tu mamy tak: Cel główny i te trzy cele szczegółowe. I teraz aby cel szczegółowy na przykład osiągnąć... chcę z żoną rozmawiać, ale nie wiem jak to robić? W związku z tym zadanie które trzeba wykonać, jest takie: Musimy pojechać na „Dialog Małżeński”, dowiedzieć się na czym polega dialog małżeński, albo wysłuchać konferencji i najpierw warsztatów, żeby to przerobić na sobie, jak to praktycznie robić. Więc są warsztaty, jest na rynku i dialog małżeński i warsztaty o dialogu małżeńskim, można i to... I teraz tak, mamy zadanie: Jedziemy nauczyć się tego i do tego zadania są potrzebne działania podjęcie. Czyli tak: Zadanie, a potem działanie, pierwsze. On mówi: „Ja przedzwonię tu i tu, zaklepię nasz wyjazd”. Ty w tym czasie dostaniesz urlop, czy tam coś innego. Czyli do każdego zadania wpisujemy działania jakie są potrzebne do podjęcia, aby to zrealizować. Jeśli tego nie zrobicie, to jest duże prawdopodobieństwo tego, że za jakiś czas zapomnicie o tym. I to trzeba zrobić. Ale pamiętajcie zawsze: Najpierw cel. Nie robimy działania dla działania, nie jedziemy na „Dialog” dla samego dialogu, tylko tym celem ma być budowanie więzi małżeńskich. Chcemy aby między nami było coraz lepiej. Więc zawsze taka jest drabinka i tą drabinkę zrobicie już sobie w domu, bo to dzisiaj już tego nie zdążymy, a łatwiej to będzie wam w domu zrobić. Ważne, że mamy te trzy cele. Teraz do tych celów zadanie, albo zadania czasami, bo niestety czasami nie starczy tylko jedno zadanie wykonać, żeby ten cel został osiągnięty i do każdego zadania wpisujemy działanie, jakie trzeba podjąć, żeby to zadanie zrealizować. Aby móc pojechać na przykład do Glotowa na weekend, to potrzeba... (nie mamy samochodu), no to trzeba wypożyczyć samochód. Jeśli mamy określone już wtedy zadanie i działania, to potem rozpisujemy kto i co robi. Kto załatwia samochód – transport – kto telefonuje i zamawia termin, żeby to sobie już tak między siebie rozłożyć. I uwaga, ta metodyka, ta metodyka, którą dzisiaj robiliśmy, ona jest aktualna do każdego tematu. Każdy jeden temat, do każdej jednej sprawy możemy w ten sposób do tego podchodzić. Rozebrać na czynniki pierwsze zaczynając od diagnozy jak jest, potem pytać jak powinno być – szukać materiałów, szukać ekspertów, którzy powiedzą nam, wyjaśnią jak powinno być, potem określić dlaczego, co jest powodem tego, że tak u nas się nie dzieje i czwarte – tą drabinkę celów, zadań i działań i kto a co odpowiada – zrobić.

I jeszcze na koniec ważna uwaga: Tego typu analizy robi się w firmach, w strukturach organizacyjnych różnych i ta metodologia nie uwzględnia innego czynnika ważnego, nie uwzględnia czynnika słabości ludzkich. Jeżeli pracownik, jak ja wyznaczam zadanie, nie wpisuje się w te klimaty, to go odsuwam od zadania. Tutaj małżonka za powiedzenie „nie” ani dziecka się z domu nie wyrzuci. Tak, że bardzo proszę, aby konstruując to wszystko, uwzględnić to, że małżonek powie na pewnym etapie „nie, ja nie chcę w to wchodzić” i trzeba to uszanować. Mamy prawo do swoich słabości i to trzeba w tym wszystkim, takim rozpisywaniu na czynniki pierwsze uwzględnić, że ja w swojej słabości mogę nie wytrzymać, bo nie są to proste rzeczy. To wygląda tak, jak widzicie, dosyć prosto, jeżeli chodzi o takie nazwanie mechaniczne, metodyczne wszystkiego, a jeżeli chodzi o prace i niedopracowane emocje – stare dawne rzeczy odżywają – to tak prosto nie jest i wtedy rzeczy oczywiste nie stają się oczywiste. Są tak zamglone, są tak przepojone emocjami, że zobaczyć prawdę jest... a jeszcze w nią wejść, to już w ogóle...

Tak, że praca domowa przed wami, to te „schodki” poukładać. A przede wszystkim z tego też, ze słabych stron, co żeście napisali, wybierzcie sobie jedną, nad którą chcecie popracować, ale tą jedną, na którą się oboje zgadzacie, że jesteście gotowi to zmienić.

Czy są jakieś może pytania? Czy trzeba coś dopowiedzieć, może coś jest niejasnego jeszcze?

Czy z tych trzech etapów to mamy sobie wybrać jeden i go przerabiamy?

 - Można iść po takiej linii, którą bym bardziej proponował, że zrobiliście słabe strony. Teraz wybieracie sobie ze słabych stron to, co niewłaściwie funkcjonuje i teraz pytanie jest takie: Pytacie jak powinno być (z tych słabych stron) i potem układacie tą drabinkę, jaki etap was satysfakcjonuje? Osiągnięcie jakiej rzeczywistości was satysfakcjonuje? Bo tutaj bardzo ważne jest określenie celu, który oboje satysfakcjonuje. Ja na przykład, myśmy taki błąd z żoną popełnili... Co znaczy popełnili? Podjęliśmy takie wobec siebie zobowiązanie, bo żona mówiła tak: „A ciebie wiecznie nie ma w domu. Tu, tam, jako radny gdzieś wyskakujesz, potem tam wyskakujesz jako... i ciebie nie ma.” A ja mówię: „No,  nie mów tak, bo w mojej ocenie to jestem więcej niż przeciętny ojciec w domu, bo uczę w szkole, to kończę po czterech godzinach zajęcia i jestem przynajmniej sześć godzin dziennie.” No, więc takie już zdanie przyjęliśmy na warsztatach, że ja zaproponowałem takie rozwiązanie, że „7 godzin tygodniowo aktywnie z dziećmi. Czy to cię satysfakcjonuje? Od poniedziałku do piątku, w tych dniach – czy ten układ cię satysfakcjonuje?” – Ona mówi – tak. No, więc ja sobie zapisywałem półtorej godziny dziennie. A jak trzy godziny wyskoczyło mi we wtorek, to już mogę sobie odpuścić na przykład środę. I po takim etapie próbowania wprowadzania tego okazało się, że ja w tym momencie zaczynam się robić taki buchalteryjny. Zamiast nastawić się na maksimum, a te 7 jest minimum, to ja te 7 zrobiłem sobie jako maksimum i mówię żonie: „Teraz zobacz... O co masz pretensje? – 7 godzin robiłem.” Więc można jak gdyby... Też ważna jest ewaluacja rozwiązań, że przyjmujemy rozwiązanie jakieś i patrzymy jak ono pracuje. Jeśli sprawdza się, no to Bogu niech będą dzięki i zabieramy się za kolejne „do poukładania klocki”, a jeżeli się nie sprawdziło, to szukamy innych rozwiązań.

Też jako owoc warsztatów: Ja miałem z tym problem taki: Wchodzę do domu i widzę, że Wojtek tam siostrę swoją okłada. I wchodząc w tą sytuację od razu reaguję – tego Wojtka za fraki i go tam odciągam, a żona będąc cały czas z nimi wiedziała, że wcześniej Agata go tam sprowokowała i Wojtek wcale nie jest tutaj bez winy – on tylko sprawiedliwość siostrze próbuje wymierzyć. I wcześniej tu było tak, że ona mi zwracała uwagę, jakoś tam przy dzieciach, zobaczyliśmy, że to jest nie tak i się umówiliśmy na taki sygnał, że kiedy ja wchodzę i coś nie tak reaguję, to żona podchodzi do mnie z tyłu i kładzie rękę na ramię i dla mnie to jest sygnał, że podjąłeś nie właściwy moment, no więc to nie działa. Wycofaj się, bo w tej chwili nie jesteś... I w tym momencie nie ma informacji takiej werbalnej, którą dzieci odczytują – „mama jest po naszej stronie, tatuś jest „be”, tylko my wiemy z żoną, że ja coś tu robię nie tak, albo kiedy żona robi nie tak, to ja do niej podchodzę i kładę jej rękę na ramieniu i potem sobie wieczorkiem gadamy o tym, jak powinno być. Są to proste rzeczy, które można... Albo dajmy na to inny taki przykład: Coś się wydarzyło – muszę z żoną pogadać, ale emocje są u mnie tak silne, że żeby jej o tym powiedzieć, że muszę z nią pogadać, że jak jej powiem, to jej się od razu odechce ze mną rozmowy. W związku z tym ustaliliśmy, że jeżeli wykładam określony serwis na stół, to jest sygnał, że mamy wieczorem do pogadania – ja cię zapraszam dzisiaj wieczorem do rozmowy, ponieważ potrzebuję z tobą na pewien temat pogadać. Zastępuję jak gdyby symbolem pewnym informację, której nie jestem w stanie przekazać, bo takie są we mnie emocje... (mówi bardzo niskim, groźnym tonem): „Musimy pogadać, bo jak nie...” W tym momencie żona już się boi sama, o czym będziemy w ogóle gadać, już nastawiona do mnie, cały dzień przeżywa, co to będzie, itd. A tak jest to prosty sygnał, gdzie ja swoje powiedziałem w tym sygnale, w tym symbolu. Tak, że takich rozwiązań w trakcie warsztatu, bo to jest układ tego typu – jeżeli chodzi o warsztaty generalnie – że to nie są gotowe rozwiązania – to wy macie ustalić jakie chcecie rozwiązania dla siebie przyjąć. Bo to nie chodzi o to, żeby podać na talerzu gotowe rozwiązania: – Wybierajcie sobie co wam pasuje, tylko wy macie nad tym popracować. I ta forma dlatego dzisiaj między innymi, żeby coś zostało, bo ja się nasłuchałem mnóstwo rzeczy już i ja wiem jak powinno się układać pewne rzeczy. I mówiłem tak: „Fajnie mówił, no naprawdę widać, że facet czuje o co chodzi. Ten ksiądz, naprawdę, mimo że nie jest mężem ani ojcem, to naprawdę jest rewelacyjny. No, szkoda, że inni nie słyszeli.” I potem powiedziałem żonie: – „Jak fajnie mówił...” No, ale co z tego? Za dwa dni po konferencji już tylko zostają szczątki, że fajnie było – wrażenie zostaje – natomiast nie ma przełożenia tego na życie. Stąd kompilacja i konferencja plus warsztaty daje to o co chodzi. Bo konferencja otwiera we mnie pewne „klapki”, że coś tu jest nie tak, bo dowiaduję się jak powinno być, a wiem jak jest, a warsztaty dają narzędzia, żeby tą przestrzeń móc pokonać, czego wam i sobie serdecznie życzę.