Autor: o. Grzegorz Ginter SJ      

26.02.2005r.

 Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie...( Mt 26, 41 )

                         Wiara jest drogą. Kiedy czytamy Pismo Święte i sięgamy do Abrahama, Mojżesza i proroków, widzimy ich dojrzewanie do wiary. Słysząc wezwanie Boże idą oni za nim, doświadczając po drodze różnych przeżyć. Historia Abrahama jest pod tym względem znamienna. Słyszy on Słowo Boże. Kiedy Pan Bóg mówi do niego: wyjdź, on wychodzi. Zostawia wszystkie zabezpieczenia i idzie, ufając Słowu Bożemu. Ufa Bogu nawet wtedy, kiedy On milczy. Takim wielkim zaufaniem do Boga jest wyjście z Egiptu. Izrael, który wychodzi z Egiptu, nie od razu dociera do Ziemi Obiecanej, choć mógłby tam dojść w trzy dni. Pismo mówi o 40 – tu latach pielgrzymowania przez pustynię.

W życiu zarówno narodu, jak i jednostki następuje moment radykalnego nawrócenia, totalnego zwrócenia się w stronę Pana Boga. Totalne nie oznacza jednak natychmiastowe. Oznacza konsekwentne życie tym, w co wierzę. Takie nawrócenie jest niewątpliwie czasem pozytywnym. Wszystko wydaje nam się łatwiejsze. Nie zdajemy sobie sprawy, podobnie jak Abraham, Mojżesz, naród wybrany, Eliasz czy Prorocy że nadchodzi czas pustyni. Jest to czas, w którym idziemy za Panem Bogiem, ale odzywają się w nas jeszcze stare bożki. Przypomnijmy tu narzekania Izraelitów na pustyni i rodzącą się w nich pokusę powrotu do dawnego życia. Takie pokusy pojawiają się, by nęcić i kusić do niewoli egipskiej.

Na początek spróbuję przedstawić reguły rozeznawania duchów św. Ignacego, by one pomogły nam odnaleźć się w tej rzeczywistości w jakiej jesteśmy. Potem powiem o trzech iluzjach, które mogą nas spotkać w życiu, które spotykają nie tylko neofitów, nie tylko tych, którzy są nowo nawróceni, ale w pewnych okresach życia mogą spotkać także każdego z nas.

Walka duchowa dzieje się w nas. Skąd się ona bierze? Dlaczego jest to walka? Temat ten pomoże nam zrozumieć niniejszy schemat.

Mamy dwie osie, z których jedna symbolizuje ziemię a druga niebo. Ludzie ustawieni na nich zwróceni są podstawą trójkąta ku ziemi lub ku niebu. Jedni przywiązani do rzeczywistości ziemskich czubkiem tylko dotykają nieba. Drudzy odwrotnie, w pogardzie mając rzeczy ziemskie prawie cali są w niebie i tylko czubkiem palców dotykają ziemi. Natomiast św. Ignacy nauczał, że we wszystkim musi być równowaga. W życiu duchowym także. Idziemy drogą, nie chodzimy po rowach, czyli eliminujemy z naszego życia skrajności! Według niego najbardziej optymalną postawą bycia jest postawa równowagi między ziemią a niebem. Sprawy ziemskie są tak samo ważne jak niebiańskie. Człowiek potrzebuje zjeść, potrzebuje wyspać się, potrzebuje wypocząć. Jako osoba psycho-fizyczno-duchowa ma wiele potrzeb ziemskich. Są ludzie całkowicie uzależnieni od ziemi. Nie dla nich są więc reguły rozeznawania duchów, bo oni nie mają co rozeznawać.

Oprócz tego że ciągnie nas do ziemi, jesteśmy także wychyleni ku niebu. Pierwszą rzeczą w rozeznawaniu jest nawrócenie. Żeby uczyć się rozeznawać, w pewnym okresie czasu potrzebujemy być w pierwszym lub w drugim trójkącie powyższego schematu. Jest to etap przejściowy. Ważne jest iść w stronę równowagi. Ideałem staje się tu łączenie natury z łaską. Święty Ignacy głęboko wierzył, że serce człowieka może ulec nawróceniu. Pozostawił nam skuteczne narzędzie czyli ćwiczenia duchowe, znane jako rekolekcje ignacjańskie.

Warto dotrzeć do źródła i przyjrzeć się jak św. Ignacy doszedł do rozeznawania duchów. Po wypadku w Pampelunie, kiedy kula armatnia roztrzaskała mu nogi, długi czas leżał na rekonwalescencji. Ponieważ bardzo mu się nudziło, poprosił bratową, osobę bardzo pobożną, o przyniesienie czegoś do czytania. Był rycerzem, lubował się w bijatykach i turniejach rycerskich. Rozczytywał się w romansach rycerskich. Ponieważ bratowa była pobożna, nie miała  książek o tematyce rycerskiej, przyniosła mu więc Vita Christi i Żywoty Świętych. Ignacy zaczął je czytać. Stare przyzwyczajenia jednak siedziały w nim bardzo głęboko. Rozmyślał o romantycznych, rycerskich przygodach i tego typu myślami karmił się. Angażował się w te przygody głęboko, aż do wewnętrznego rozpalenia, ale kiedy przestawał o tym myśleć, wówczas dobry nastrój pryskał. Kiedy zaś czytał książki: Vita Christi czy Żywoty Świętych, także czuł wewnętrzne rozpalenie. Pragnął podobnie jak św. Dominik, czy św. Franciszek przysłużyć się Matce Bożej. Lektura rozpalała go wewnętrznie. Przestał czytać, a to rozpalenie w nim pozostawało. Na początku nie zwracał na to uwagi, ale po pewnym czasie zaczął się zastanawiać nad tym. Kiedy myślał o księżniczkach i zdobywaniu zamków, był radosny. Ale kiedy przestawał o tym myśleć na powrót stawał się smętny i przygnębiony. Kiedy zaś czytał o Dominiku i Franciszku jego dusza rozpalała się wewnętrznie i trwała w tym rozpaleniu dalej. Rozmyślając, doszedł do wniosku, że działają w nim dwa duchy: dobry i zły. Poznał ponadto, że prawdę, realizm i duchowe rozpalenie, które trwa, może dać tylko duch dobry. Stany te nazwie potem pocieszeniem i strapieniem duchowym. Gdy czytał romanse i o nich rozmyślał także trwał w pocieszeniu, ale w pocieszeniu psychicznym, ludzkim, pocieszeniu, które szybko mija. Stwierdził zatem, że takie pocieszenie jest tylko fantazją i nie jest realne. Można je nazwać zasadą przyjemności, życiem tylko dla siebie samego, naturalną skłonnością ku przyjemności.

Jak to odnieść do naszego życia? Jeśli ktoś ogląda telewizję, zupełnie bezrefleksyjnie przerzucając kanały, to można powiedzieć, że jest to fantazja. Kiedy zaś Ignacy myśli o Dominiku i o Franciszku, to zastanawia się czym by mógł się przysłużyć dla innych, podobnie jak czynili to święci. I to jest realizm. Jeśli uczucia, które rodziły się w nim podczas czytania trwały dalej, to znaczy, że to coś musi być realne, musi być prawdą. Taki stan można nazwać zasadą szczęścia, żyję dla innych.

Ćwiczenia duchowne (szerokie pojęcie) służą temu, by uczucia nieuporządkowane uporządkować – twierdził św. Ignacy. Uczucia skłaniają nas do czegoś. Nie są one ani dobre, ani złe, są obojętne, ale mogą prowadzić nas albo do dobrego, albo do złego. Są impulsami. Dlatego rozeznawanie duchów odbywa się w uczuciowości człowieka. Jeśliby ktoś stwierdził, że szatan na niego nie działa, to oznacza, że jest z nim bardzo źle. W naszym sercu toczy się nieustanna walka pomiędzy Jezusem a złym duchem. Każdy z nich ma swój cel. Celem Jezusa jest pokój, dobro, wiara, miłość i wolność. Jezus daje życie. Celem złego ducha jest zniewolenie człowieka pychą, pragnieniem bogactw oraz próżną chwałą. Są to rzeczy, które Ignacy nazywa źródłem wszelkich innych grzechów. Cel Boga i cel złego ducha to dwie przeciwności. Prawdziwa wolność nie polega na tym, że mogę robić wszystko. Wolność jest wtedy, kiedy wybieram dobro.

Prawdziwa wolność jest wtedy, kiedy wybieram Boga jako Stwórcę i Twórcę dobra. Mam potencjalną możliwość robienia wszystkiego. Ważne jest jednak to, żeby umieć nazwać swój wybór. Kiedy wybieram zło nie jestem wolny, zaczynam popadać w zniewolenie.

Rozeznawanie duchowe odbywa się u ludzi wolnych. Człowiek zniewolony nie może rozeznawać duchowo. Musi się najpierw uwolnić od zniewolenia. Jeśli ktoś chce rozeznać swoje powołanie życiowe, to musi być człowiekiem wolnym, bo tylko taki człowiek może wybierać to, co jest dla niego lepsze. Jeśli jest uwikłany i spętany, rozeznawanie duchowe nie dokona się.

            Walka duchowa trwa w nas przez całe życia. Rozeznawanie duchowe jednak odbywa się tylko i wyłącznie w sferze dobra. Rozeznawanie zaś między dobrem a złem jest rozeznawaniem moralnym. Jest to podstawowy wybór: albo za Jezusem, albo przeciw, albo za Bogiem, albo przeciw Niemu, dobro, albo zło. Duchowo nie ma tu co rozeznawać – idę bowiem za jednym, albo za drugim. Rozeznawanie duchowe zaczyna się wówczas, kiedy wybieram pomiędzy jednym a drugim dobrem. Jest wtedy, kiedy wybieram drogę powołania. Nieistotne, czy będę w małżeństwie, czy też nie, czy będę księdzem, czy kimś innym. Jest to obojętne moralnie. Wybieram to co jest lepsze dla mnie. W takich wyborach człowiek bardzo często poddawany jest pokusom. Mogą one dotyczyć także rekolekcji. Częstą pokusą pierwszych dni rekolekcji utrzymanych w całkowitym milczeniu jest pytanie: co ja tu robię? Dokonuje się w ten sposób rozeznawanie duchowe. Ponieważ rekolekcje same w sobie są obojętne ( mogę na nich być, nie muszę ), w związku z tym duchowo rozeznaję, co mam zrobić. Czy większym dobrem jest pozostanie na nich? Czy to, że z nich wyjadę stanowi pokusę? A może te rekolekcje nie są dla mnie? Pokazuje nam to, że ludzi duchowych szatan nie będzie kusił od razu do wielkiego zła. Ludzie duchowi to tacy, którzy żyją na co dzień Bogiem, którzy upadają, ale wiedzą, że trzeba wstać, gdy się upadnie i iść dalej. Wierzą w Boga i konsekwentnie to w życiu realizują. Dzieje Apostolskie nazywają takich ludzi świętymi: pozdrówcie świętych..( por. Hbr 13,24 ) - pisze św. Paweł. Takich ludzi szatan nie będzie kusił od razu do wielkiego zła. Nikogo z was zły duch nie namówi do zabójstwa czy kradzieży. Ale może konsekwentnie was urabiać. Może powodować, że wasze relacje z Panem Bogiem ulegną osłabieniu. Słuchaj, pół godziny dziennie modlitwy, kiedy jesteś zmęczony to dużo - potrafi szeptać. Trzy minuty możesz sobie, spokojnie odjąć. Następnego dnia znów słyszysz jego podszept:, trzy minuty to mało, może jeszcze minutę skróć, bo wieczór jest późny itp. Po dwóch tygodniach robi się z tego piętnaście minut. I tak zły duch spokojnie działa, powolutku, nie pali mu się wcale.

Człowiek, który mówi, że nie jest grzesznikiem, nie może toczyć walki duchowej. Nie dostrzega bowiem działania złego ducha. Natomiast grzesznik, który mówi, że ostatnio nie grzeszył potrafi być wiarygodny jako osoba, która zwycięża wewnętrzne, duchowe rozterki. Grzesznik nie jest osobą, która grzeszy, grzesznik jest osobą, która potencjalnie może zgrzeszyć, ale nie musi. Gdybyśmy mieli przymus grzeszenia ( wszyscy mówimy, że jesteśmy grzesznikami ), to ofiara Jezusa byłaby daremna, byłaby niepotrzebna. Nie mamy takiego przymusu, a mimo to jesteśmy grzesznikami.

            Chciałbym przejść teraz do reguł rozeznawania duchów. Stanowią one sposób na unikanie pułapek w życiu duchowym. Reguły rozeznawania duchów rozpoczynał św. Ignacy od postawienia się w sytuacji osób idących w dwóch odmiennych kierunkach: od dobrego do lepszego i od złego do gorszego. Ignacy mówił tak: Jeśli ktoś idzie od dobrego do lepszego, to dobry duch – Bóg – będzie mu sprzyjał. To jest właściwy kierunek – dobry duch będzie mu sprzyjał, a więc będzie usuwał przeszkody z jego życia, będzie mu pomagał, będzie go zachęcał do wytrwania, bo to jest kierunek ku Panu Bogu. Zły duch w tym czasie zaś będzie stawiał różne przeszkody, będzie mieszał i stawiał fałszywe racje. Takie przeszkody czynił także w stosunku do św. Ignacego, któremu mówił: Czy ty będziesz w stanie tyle lat przeżyć w takich pokutach, w takich umartwieniach, w takich postach, w życiu zakonnym? Ignacy zaś odpowiadał: Nie z tobą zaczynałem i nie z tobą będę kończył, odrzucając pokusę.

Gdy w naszym życiu idziemy ku Panu Bogu, dobry duch nam pomaga, zły zaś przeszkadza. Ale kiedy idziemy w drugą stronę, kiedy czujemy, że schodzimy w dół, to możemy poczuć coś odwrotnego – zły duch będzie nas klepał po plecach i mówił: Słuchaj, jest dobrze, jest wspaniale, nie bój się, idziemy w dobrym kierunku. Dobry duch – Bóg – będzie nam uświadamiał przez prawo naturalnego sumienia, przez wyrzuty sumienia, że jest niedobrze i że nie ten kierunek obraliśmy co należało. Aby zatem rozeznać, że smutek i niepokój naszego sumienia pochodzi od dobrego lub złego ducha, musimy wiedzieć, w jakim kierunku toczy się nasze życie – do góry, czy w dół. Musimy dociec czy, to, że jest mi smutno, jest działaniem dobrego ducha, czy złego. Jest to podstawa określająca kierunek, w którym idę. Aby bowiem rozeznawać, muszę znać kierunek mojej drogi i jej cel. Idąc w górę muszę wiedzieć, czy przeszkody, które spotykam pochodzą od złego ducha. Przeszkadzają mi one i zaczynam dostrzegać, że modlitwa wówczas mniej gorliwa, a sakramenty jakby z obowiązku przyjmuję. Rodzący się wtedy wyrzut sumienia może być od dobrego ducha, ducha, który mówi: nawróć się, zawróć z powrotem na drogę ku Panu.

Następnie Ignacy daje serię reguł, które dotyczą dwóch rzeczy: pocieszenia i strapienia duchowego. Ignacy był człowiekiem konkretnym, dlatego reguły charakteryzują się matematyczną logicznością. 450 lat temu, kiedy jeszcze nikt nie używał słowa psychologia, Ignacy dokonał oddzielenia psychologii od duchowości. Rozdzielił pocieszenie duchowe od pocieszenia psychicznego, strapienie duchowe od strapienia psychicznego. Pocieszenie - mówił – jest to tendencja ku Panu Bogu, tendencja ku zasadzie szczęścia: Pocieszenie jest wtedy, gdy rozpalam się w miłości do Pana Boga tak, że kochać mogę wszystko tylko w Nim, kocham wszystko w Bogu i dla Boga. O łzach, które są nie tylko oznaką smutku, mówił: Łzy, które prowadzą mnie do tego samego – do miłości Boga, łzy, które mogą wynikać z żalu za grzechy, albo ze współczucia Jezusowi na krzyżu i które skłaniają mnie do miłości Boga to, łzy, które nie dołują, ale podnoszą do Boga. Są pocieszeniem duchowym. Wszelkie pomnożenie wiary, nadziei i miłości w życiu człowieka jest pocieszeniem duchowym, radością wewnętrzną i ukojeniem w Stwórcy. Najkrócej można powiedzieć: Chce mi się modlić, robię to chętnie. Chce mi się pomagać innym ludziom, czuję pewną lekkość w sercu, nie mam oporów co do moich obowiązków domowych, czy obowiązków w pracy. Wszystko idzie mi łatwo. Jest to pocieszenie duchowe. Poznaje się je po owocach.

Jak rozdzielić duchowość od psychologii? Pocieszenie jest wówczas, gdy rozpalam się ku Stwórcy, wskutek czego mogę kochać wszystko w Bogu. Widzę, że mogę kochać wszystko w Bogu i dla Boga, że mogę się modlić i to dosyć swobodnie, że czuję lekkość i radość wewnętrzną. Rozdzielenie psychologii od duchowości przybliży nam taki oto przykład. Jeśli umrze mi ktoś bardzo bliski jest to smutna i przykra sytuacja. Psychicznie jestem w strapieniu, ale duchowo w pocieszeniu. Kiedy odniosę problem do Boga, kiedy uwierzę głęboko, że ta osoba jest u Boga, kiedy oddam ją Panu Bogu, wówczas w strapieniu psychicznym mogę doświadczyć pocieszenia duchowego

Co to jest strapienie duchowe? Jest to tendencja ku zasadzie przyjemności, skłonność do rzeczy niskich i bezwartościowych. Czuje się tu letniość, marazm, lenistwo duchowe a czasem fizyczne. Czuje się pokusy przeciwko wierze, przeciwko ufności, przeciwko miłości i zupełny brak pociągu do modlitwy. Na samą myśl o tym, że muszę się pomodlić zaczynam nerwowo szukać, czym bym się tu zajął, co by tutaj zrobić, żeby odwlec modlitwę. Ogarnia człowieka wtedy poczucie, że jestem odłączony od Pana Boga. Oba te stany: pocieszenie i strapienie duchowe mogą nas popchnąć w różne strony. Życie duchowe jest bardzo konkretne, bardziej niż nam się wydaje. Człowiek w strapieniu, to dolina, to dół. Ale nie jest to taki dół, jaki mamy czasem w przesileniu zimowo-wiosennym, nie jest to depresja wiosenna czy jesienna. To jest coś na głębszym poziomie. Odpycha nas od modlitwy i ciągnie ku ziemi, ku przyziemnym sprawom, takim jak na przykład bezmyślne siedzenie cały dzień przed telewizorem. Skąd się bierze strapienie, skąd się bierze ten duch? Ignacy mówił o trzech jego przyczynach. Dwie pochodzą od Boga, jedna od człowieka. Ta od człowieka sprawia, że staje się on oziębły i leniwy w życiu duchowym, niedbały w życiu modlitewnym i życiu pracy Zaczyna wówczas wytracać zapał i wrażliwość na problemy religijne. I wtedy przychodzi strapienie duchowe. Niekiedy Bóg pragnie wypróbować, czy nasza wiara nie opiera się tylko na emocjach. Wtedy nakłada na nas strapienia. Jest to stan swoistej wewnętrznej pustyni której doświadczają neofici po nawróceniu. Druga przyczyna zachodzi wówczas, kiedy pocieszenie duchowe zaczynam przypisywać sobie.

Sinusoida życia  

  04 05 2
   

duchowego powoduje, że są momenty, w których będę wyżej i takie w których będę niżej. Trwać za długo w stanie pocieszenia nie da się. Jest to łaska. Trwanie zaś w stanie strapienia jest wyniszczające dla życia duchowego. Czasem jesteśmy na górze, a czasem na dole. Powodem takiego stanu może być to, że zaczęliśmy sobie przypisywać tą górkę tutaj (patrz schemat). Przypisywanie sobie ojcostwa pocieszenia czyli, tego, że ja sam sobie dam pocieszenie, jest szaleństwem.  

Warto tutaj nauczyć się rozpoznawać typowe sytuacje naszego życia. Przy pocieszeniu moje pragnienia kierują się ku Bogu, ku miłości. W strapieniu – ku światu i jego zwodniczym fascynacjom. Kiedy jestem na górze, w pocieszeniu, mam jasność postrzegania i widzenia różnych rzeczy. Kiedy jestem na dole, w strapieniu, doświadczam zaciemnienia i mgieł, unoszonych przez złego ducha, który właśnie wtedy zaczyna wiele rzeczy podpowiadać. Moja odpowiedź emocjonalna na ten stan w pocieszeniu jest radością i wewnętrznym pokojem. Odpowiedzią emocjonalną w strapieniu jest smutek i zamęt. Moje nastawienie życiowe w pocieszeniu, to odwaga – idę śmiało do przodu. Dobrze jest mi mimo ciężkiego tygodnia, mimo tylu obowiązków, trudnych rozmów z kimś, kogo nie lubię. Bóg jest ze mną, czuję moc i odwagę. W strapieniu nie będzie tego. Wtedy powiemy: och, żeby ten tydzień jak najszybciej minął. Najlepiej, żeby już był piątek wieczór, albo sobota. W strapieniu jest zniechęcenie. W strapieniu ciągnie człowieka ku gorszemu.

            Psychikę należy oddzielić od życia duchowego. Moje wewnętrzne nastawienie jest bardzo ważne. Nie jestem jednak tylko odbiorcą tego, co się dzieje w otoczeniu. Autentycznie kształtuję rzeczywistość. Przykład? Możemy modlić się w małżeństwie wspólnie, codziennie odmawiając modlitwy, ale musimy także mieć czas na modlitwę indywidualną. Modlitwa wspólnotowa karmi się modlitwą osobistą.

            Święty Ignacy wyróżniając reguły dotyczące strapienia duchowego naucza: ponieważ w pocieszeniu duchowym doradza nam duch dobry – Bóg – przyciąga nas do siebie, daje nam pocieszenie. W strapieniu doradza nam duch zły. Warto pamiętać tu, że duch zły nie ma wstępu do naszej duszy, chyba że mu na to pozwolimy. Stwórcą naszej duszy jest Bóg i tylko On może swobodnie tam wchodzić i wychodzić. Natomiast zły duch nie może wejść do niej sam, dlatego siedzi za naszymi plecami, kusi nas i nęci. W strapieniu zaś podpowiada: daj spokój modlitwie. Pójdziesz do kościoła i ksiądz znowu będzie politykę uprawiał, lepiej zostań w domu. Ignacy ostrzegał więc: w strapieniu nigdy nie podejmuj żadnej decyzji. Jeśli w pocieszeniu podjąłem decyzję, to mogę być pewny, że Pan Bóg mi doradzał, poczułem bowiem rzeczywiście wielki pokój podejmując ją. Za tydzień zaś przychodzi strapienie duchowe, które przynosi zwątpienie. Zaczynam się zastanawiać, czy dokonałem właściwego wyboru. Musimy tu zawsze pamiętać, że zły duch nigdy nie będzie nas popychał do czegoś, co jest naszym prawdziwym powołaniem życiowym. W tym stanie nigdy nie podejmujemy żadnych decyzji, a na pewno już tych najważniejszych. Trwajmy przy decyzjach podjętych wcześniej. Jeśli w pocieszeniu podjąłem decyzję, że codziennie będę modlił się pół godziny, to gdy przychodzi strapienie duchowe i myślę wtedy, że 15 minut wystarczy, to nie powinienem dokonywać zmiany. Decyzja będzie błędna, ponieważ została podjęta z podszeptu złego ducha. Niech ona dokona się z pocieszenia, a nie strapienia duchowego. Może właśnie Pan Bóg mnie tu postawił, żebym to i tamto zmienił? A ja nie mam na razie mocy, bo siedzę w dołku. Trzeba poczekać, aż wyjdę z niego i w pocieszeniu rozeznam czy mam podjąć taką czy inną decyzję.

            Zawsze należy działać przeciwko własnemu strapieniu. W jaki sposób to czynić? Ignacy mówił – przez gorliwość. Jeżeli czytam Pismo Święte, medytuję i w pewnym momencie zły duch mi mówi: kończymy już, dosyć się namedytowałeś, nie przesadzaj – to moja odpowiedź powinna być taka: nie słucham ciebie zły duchu, to jest pokusa. A dlatego, że nie chce cię słuchać, to moją modlitwę przedłużę jeszcze o kilka minut. Pozostanę w strapieniu, ale pokażę, że moim panem jest Bóg i Jego pragnę słuchać. Ignacy nazywa to zasadą agere contra (łac.), tzn. robię naprzeciw – robię dokładnie przeciw temu, do czego mnie namawia zły duch. Trzeba pamietać, kogo wybrałem  w swoim życiu, trzeba nazwać próbą to doświadczenie i rozpoznać je jako strapienie dopuszczone przez Boga. Pan Bóg często  wychowuje człowieka właśnie w strapieniu. Umiejmy to przyjąć! Bóg daje człowiekowi także siły, żeby mógł iść dalej. To nie jest tak, że Pan zostawił mnie samego. Święty Ignacy mówił, żeby przygotowywać się powoli na górkę! Do wychodzenia ze strapienia należy przygotowywać się gorliwie! Nie mogę przecież powiedzieć, że nie ma słońca tylko dlatego, że dzisiaj jest niebo zasnute chmurami.

            Jak zachowywać się w pocieszeniu duchowym. W tym czasie warto ukierunkować się na przyszłość. Należy ustawić swoją modlitwę, swoje obowiązki w pracy i w domu tak, że w momencie kiedy przyjdzie strapienie, kierunek drogi jest już wytyczony i wiem, że nie muszę niczego zmieniać. Nie należy przywiązywać się jednak w tym czasie do miłych wrażeń. Mogę doświadczać wspaniałych wrażeń. Może mi się wydawać nawet, że czuję Pana Boga. Można się tym cieszyć, ale nie należy się do tego przywiązywać. Tylko Bóg daje pocieszenie. Dlatego należy szukać nie samego tylko pocieszenia, ale Boga pocieszenia. Popatrzmy jeszcze raz na przedstawioną sinusoidę. Specjalnie ją taką narysowałem, żeby uzmysłowić ekstremalne punkty wychylenia i niwelować je.

Jeśli jestem w pocieszeniu, to nie znaczy, że chodzę roześmiany po ulicy, zaczepiam każdego i rzucam mu się na szyję. To jest takie maksymalne wciskanie gazu dla tych uczuć, które we mnie są. Nie dociskamy jednak uczuć ! One w nas są i przynoszą radość. W strapieniu podobnie: nie zamykam się w pokoju, nakrywam ciepłą kołderką, z rozpaczy na łóżeczko się rzucam i krzyczę, że już więcej nie mogę, nie dam rady. Jeśli już  muszę gdzieś wyjść, to tak, żeby mnie nikt nie widział, albo odwrotnie, żeby widzieli wszyscy, że jestem w strapieniu duchowym i jest mi źle. Tak nie należy robić. To duży błąd. Świadomość strapienia powinna niwelować w nas różne ekstrema. Dobrze, gdy w strapieniu zachowuję spokój - idę spokojnie do pracy, zajmuję się dziećmi, robię to, co w domu mam do zrobienia. Jest mi ciężko, ale zachowując te zasady, nastawiam się przeciw strapieniu.

            Po opisie strapienia i pocieszenia św. Ignacy daje trzy reguły ukazujące strategię nieprzyjaciela, strategię złego ducha wobec nas. Pierwsza reguła mówi, że zły duch podobny jest do kobiety, która siły ma tak naprawdę słabe, ale chęci szkodzenia ogromne. Przeciwstawiać się mu trzeba odwagą. Odwaga jest tutaj niezbędna, bo wzbudza ona ufność do Pana Boga. Z ciemnością, którą mam w pokoju nie walczę w ten sposób, że biorę miotłę i próbuję ją przegonić, tylko włączam światło. Nie walczę miotłą przeciwko złemu duchowi, bo nie dam rady. Zwyciężę, gdy włączę światło. Tym światłem jest Trójjedyny Bóg. Włączyć to światło oznacza chwycić się Go za rękę i iść. Kiedy zły duch zaczyna nas atakować od frontu, trzeba odwróć się do niego plecami. Nie ma nic dla niego gorszego, niż odwrócić się plecami do złego ducha.

Druga reguła Ignacego mówi, że zły duch jest podobny do uwodziciela, który kiedy chce uwieść jakąś osobę, szepcze jej do ucha tak, żeby tylko ona słyszała. Zły duch różne rzeczy szepcze do naszego ucha i serca, przekonując, by nikomu o tym nie mówić, by zachować tajemnicę. Wie bowiem, że jeśli taka osoba wyjawi jego podszepty spowiednikowi, albo kierownikowi duchowemu w całkowitej otwartości i w szczerości, to wówczas on musi odstąpić. Odstępuje zaś dlatego, ponieważ wie o bezsensowności działania, jeśli tajemnica podszeptu została ujawniona. Uwodziciel wzywa do skrytości, by je zachować dla siebie, aby mógł dalej zwodzić człowieka. Bóg tymczasem wzywa do całkowitej otwartości, do przejrzystości i klarowności postaw życiowych. Można to porównać do życia małżeńskiego. Każda osoba posiada swoje tajemnice, ma pewien zakres (sferę), do której nikt nie wchodzi oprócz Pana Boga. Ale istnieje jeszcze coś, co znajduje się wokół tej sfery, jakby druga sfera intymności, przeznaczona dla niewielu bliskich osób, na przykład dla współmałżonka, czy współmałżonki. Problemom rozchodzenia się małżeństw zawsze towarzyszy skrytość. Dlatego potrzebna jest tu klarowność i przejrzystość.

            I trzecie porównanie Ignacego: Nieprzyjaciel zachowuje się jak wódz na wojnie. Gdy w czasach św. Ignacego wojsko podchodziło pod mury miasta czy fortecy, wysyłało zwiadowców, którzy obchodzili mury i sprawdzali, z której strony jest on najsłabszy, gdzie można zrobić wyłom najszybciej i zaatakować w tym miejscu z całą siłą. Nie uderzano w kilku miejscach naraz. Nie rozpraszano sił niepotrzebne. Podobnie szatan, uderza w jedno miejsce naszej duszy, ale w najbardziej czułe miejsce. Szuka naszych słabych punktów, słabych miejsc, takich, o które mało dbamy w naszym życiu duchowym i uderza tam z całą mocą. Najpierw czyni pęknięcia, potem robi wyłom w murze, przedostaje się do środka i zaczyna tam działać. Przy rachunku sumienia warto badać siebie i patrzeć, które miejsca w moim życiu są najsłabsze, gdzie najczęściej upadam, gdzie się daję zwieść, gdzie wpadam w pułapki.

            Wiele pułapek, których nie udaje nam się w życiu ominąć, wiele iluzji, w które wchodzimy i tkwimy w nich wynika z tego, że nie udaje nam się powyższych reguł zastosować w życiu.

            Na koniec chciałbym powiedzieć o trzech rodzajach iluzji, które możemy spotkać w naszym życiu. Pierwsza z nich to iluzja sentymentalna. Oznacza ona przekonanie, że Pana Boga muszę czuć. Należy czuć Go w swoim wnętrzu. Miłość redukuje się tu do przyjemnego uczucia, a Podmiot tej miłości, czyli Boga, czyni się zbiorem pozytywnych wrażeń. To niebezpieczeństwo rodzi się wówczas, kiedy jesteśmy w stanie pocieszenia duchowego. Chyba najczęściej dotyka ono neofitów, ale nie tylko ich. Boga traktuje się wtedy emocjonalnie, nie dostrzegając w Nim Osoby, z którą nawiązuje się relacje. Bóg staje się wspaniałym, pięknym uczuciem. I oczywiście występuje tutaj duża niestabilność, bo uczucia są niestabilne. Jak czuję Pana Boga, to jest wszystko w porządku, ale jak Go nie czuję to wtedy zaczynam się buntować. Może się okazać, że Pan Bóg dokładnie jest tam, gdzie był,  tylko my zredukowaliśmy Go do własnych wyobrażeń i zobaczyliśmy Go w krzywym zwierciadle. Jest to nierzeczywisty obraz. Jest to iluzja, w którą wpadamy najczęściej.

Druga iluzja to iluzja moralna. Oznacza to, że moja wola i moje chcenie stają się absolutem. Aby doświadczyć Pana Boga, muszę coś zrobić, muszę przestrzegać kodeksu, muszę walczyć, muszę pracować nad sobą ( Dziesięć Przykazań to jest absolut ), muszę celebrować dzieła ascezy i kultu. Pan Bóg zostaje zredukowany do predyspozycji mojego działania. Jest to postawa swoistego egocentryzmu: sam dojdę do świętości. Będę chodził na Mszę świętą, do Spowiedzi, do Komunii, będę robił to, będę robił tamto i na końcu, gdy Święty Piotr otworzy mi bramę, powiem: popatrz na tę misę, to jest moje życie. Zobacz, czego się dorobiłem. Nie masz wyjścia, musisz mnie wpuścić do nieba. W takiej postawie człowiek nie potrafi dziękować Bogu, nie ma za co Mu dziękować. Sam się dorobił wszystkiego. Ten ludzki perfekcjonizm w podejściu do życia, także życia wiary staje się tylko iluzją. Nazywamy go iluzją moralną.
            Trzecia iluzja, to iluzja intelektualna. Niektórzy twierdzą, że poznanie Boga jest rzeczą czysto teoretyczną, dokonuje się bowiem poprzez ludzki intelekt. Jest to typ myślenia racjonalistycznego, który odrzuca argument woli i serca, swoiste wyczucie sacrum i nie posiadając wyczucia transcendencji, nie uznaje niczego co nie daje się pojąć rozumem. Jeśli czegoś nie obejmuję rozumem, to tego nie ma. Na ile uda mi się Pana Boga zrozumieć, to wierzę w Niego, czy raczej w to, co sobie stworzyłem. Wierzę że Bóg jest, ale tak na prawdę, to nie potrafię Mu zawierzyć, bo zawierzenie jest aktem głębszym niż tylko intelektualizm.
Są to trzy najczęstsze iluzje, z których biorą się różne inne iluzje pomniejsze, w które wpadamy, może nawet bardziej subtelne od tych, o których mówiłem. Dla ludzi wyrobionych duchowo takie iluzje są widoczne, choć czasem nie na pierwszy rzut oka. W miarę szybko jednak są oni w stanie określić stan w którym się znajdują.

Pytania

Jaka jest różnica między prawdziwym a fałszywym żalem za grzechy?

            Osobiście rozróżniam żal za grzechy i poczucie winy. Inaczej mógłbym to nazwać – żal ze skruchą i żal bez skruchy. Żal bez skruchy jest fałszywym poczuciem winy. Jest iluzją moralną. Oznacza, że sam chcę się zbawić. A ponieważ widzę, że co miesiąc chodzę do spowiedzi, i co miesiąc wyznaję te same grzechy, nie potrafię z tego kołowrotka wyjść. Wściekam się na siebie, jestem zły, że znowu mi się nie udało. Nie ma tu prawdziwego żalu za grzechy. Nie ukierunkowuję się ku Panu Bogu tylko ku sobie samemu i ubolewam, że znowu mi się nie udało. Żeby bardziej unaocznić ten problem, chciałbym przywołać spotkanie św. Piotra z Chrystusem po Zmartwychwstaniu. Chrystus pyta Piotra: Czy ty mnie miłujesz? ( por. J 21,16 ) Święty Piotr odpowiada: Panie, Ty wszystko wiesz. Ty wiesz, że Cię kocham ( por. J 21,16 ). Ten fragment Pisma Świętego nie przypomina faktu zaparcia się Piotra i mimo, że Piotr niczego Panu Jezusowi nie obiecał, już więcej się Go nie zaparł. Piotr mógł powiedzieć Chrystusowi: Panie, ja Ci udowodnię, że ja Cię kocham. Zobaczysz. Ja to teraz robię to i to... Ja Ci udowodnię, że Cię kocham. Już więcej nie popełnię takiego błędu. Kto jest w centrum takiej wypowiedzi? Oczywiście, że ja sam i moja czystość moralna. Piotr zaś niczego Panu Jezusowi nie obiecuje. Z głębi serca mówi: Ty wiesz... Ty jesteś w centrum, ty sam wiesz, jaki ja jestem. I nigdy więcej się Go nie zaparł. Kojarzy mi się tu Wielki Post z postawą fałszywego poczucia winy. Wielu ludzi Wielki Post traktuje jako kuźnicę swojego charakteru. Nie ma to często nic wspólnego z życiem duchowym, raczej z wykuwaniem charakteru. Odmówię sobie cukierka, ciastka i innej jeszcze rzeczy. Doskonale, tylko jaka jest racja takiego czynu, jaka podbudowa? Na czym stoję? Na samym tylko odmawianiu sobie? Wykształcę sobie charakter, a potem zaraz w niedzielę Zmartwychwstania wszystko sobie zrekompensuję. Nic się nie zmieniło – jestem taki, jaki byłem. Tymczasem Wielki Post, jak to przepięknie mówi pierwsza Prefacja Wielkiego Postu – jest czasem oczyszczenia i radosnego oczekiwania na święto Zmartwychwstania. Jest czasem oczyszczenia, a nie wykuwania swojego charakteru, mocnego, słabego, czy jakiegokolwiek. To jest fałszywa ścieżka.

Co to jest pocieszenie fałszywe?  Jak należy rozumieć określenie: „anioł światłości”?

Przedstawiłem reguły rozeznawania pierwszego stopnia. Ignacy daje także reguły rozeznawania drugiego stopnia. Celowo je tu pominąłem, bo św. Ignacy nie wszystkim dawał te reguły. Twierdził, że nie wszyscy mogą je zrozumieć. Trzeba najpierw przejść pewien etap życia. Najlepiej jest je dawać w kontekście ćwiczeń duchowych, kiedy jest milczenie, kiedy jest wejście w siebie, kiedy jest większa relacja z Bogiem, jakby większe oczyszczenie wewnętrzne. I ta reguła jest pierwszą regułą drugiego stopnia, regułą subtelną, która mówi, że zły duch potrafi się przemienić w anioła światłości. To nie jest nic nowego. Święty Paweł pisze o tym tak: Sam bowiem szatan podaje się za anioła światłości ( 2 Kor 11,14 ) i działa pod pozorem anioła światłości. Poznaje się go po owocach, po tym, do czego prowadzi człowieka. Sprawdzam najpierw stan, w jakim jestem. Dobrze jest jeśli jestem w stanie pocieszenia duchowego, bo kiedy zaczynają w nas pulsować negatywne emocje i przygniatają nas wewnętrznie, wtedy dobry duch nie będzie dawał nam smutku, ponieważ (por. Gal 5,22 ) jego owocem jest miłość, radość, pokój, cierpliwość i łagodność. Tutaj nie ma dowolności w interpretowaniu. Są konkretne owoce. Jeśli ich nie ma, wtedy jest to fałsz. Jeśli Słowo z Pisma Świętego powoduje we mnie zamieszanie, bunt, veto, to zaczynam się pytać, co to jest za Słowo.

Czasem mamy ochotę otworzyć Pismo Święte mimo, że nie czujmy wyraźnie, że tego chce Bóg. Warto pamiętać, że w takich momentach zły duch wchodzi dosyć rzadko. Bardzo często jest to po prostu nasze odczucie. Dostrzeżemy je, bo będzie w nas budziło zamieszanie, niepokój i zaciemnienie.

Czy czas pocieszenia można przedłużyć?

Nie. Czas pocieszenia i czas strapienia nie są czasami rytmicznymi. Czas pocieszenia jest łaską, którą daje Pan Bóg. Jeśli pocieszenie zaczniemy przypisywać sobie, niechybnie znajdziemy się w strapieniu. Nie jesteśmy rodzicami naszego pocieszenia. Jest to łaska, którą możemy przyjąć. Odwołam się tu do porównania. Mianowicie, żaden samolot nie startuje, ani nie ląduje z wiatrem, bo naraża się na niebezpieczeństwo turbulencji. Startowanie i lądowanie pod wiatr, jest pewniejsze. Jest trudniejsze, ale pewniejsze. Z wiatrem pocieszenia łatwo się wszystko robi. Jest jednak niebezpieczeństwo, że przestaniemy sobą kierować i wpadniemy w pułapkę. Dlatego pocieszenie jest ważnym okresem w życiu człowieka, daje nam odwagę, daje nam moc, daje nam siłę. Ale Pan Bóg wychowuje także poprzez strapienie. Tak mówią znawcy życia duchowego. Można to przeczytać u św. Ignacego, u św. Jana od Krzyża. Wszystkie noce ciemne sprzyjają wychowywaniu człowieka. To jest praca na całe życie. Święty Paweł naucza, że ludzie, którzy posłuszni są w życiu Duchowi Świętemu, którzy kierują się Bożą miłością, nie potrzebują Prawa. Prawa potrzebowałem przy nawróceniu. Teraz żyję miłością. Przywołujemy tu słynne augustiańskie powiedzenie: Kochaj i rób co chcesz. To nie znaczy, że nie przestrzegam prawa. Prawo jest dla mnie tak naturalne, że nie muszę martwić się, czy przekroczyłem przykazanie. W strapieniu Pan Bóg uświadamia nam, że proces wychowawczy człowieka trwa prawie całe życie. Jako dobry Tatuś musi nad nami długo pracować.

Chciałem nawiązać do przysłowia – „dobre jest wrogiem lepszego”. Funkcjonuje także „lepsze jest wrogiem dobrego”. Jak to rozumieć?

            Osobiście nie rozróżniam co jest pierwsze: dobre, czy lepsze. Podałem ogólną zasadę, czyli słynne ignacjańskie magis – staramy się robić coś więcej, coś bardziej – nie w znaczeniu ilościowym, ale jakościowym. Chodzi o pełne zanurzenie, wchodzenie w głąb, a nie rozpraszanie się na rzeczach zewnętrznych. Natomiast o przegięciach mówiłem na samym początku, zarówno przy niwelowaniu ekstremów, podczas tematu pocieszenia i strapienia, a także, kiedy mówiłem o ogólnych zasadach walki duchowej. Rozeznawanie odbywa się na poziomie uczuć, w momencie, kiedy coś zaczyna się dziać. Mam impuls uczuciowy, żeby coś zrobić, ale rozum mi podpowiada: stop, rozeznaj, zobacz, nie idź za tym od razu. Kupię sobie coś, albo zrobię coś, albo zapiszę się na coś, albo zmienię pracę – Impuls! Wydaje się, że to będzie dobre. Nie musi być jednak dobre. I wtedy rozum mówi stop. To nas chroni przed pułapkami. Droga ma pewne granice. Bardzo często mamy tendencję by wchodzić w skrajności. Przegięcia są złe, natomiast jeśli zostaniemy tylko w dobrym (a nie lepszym), to przestaniemy się rozwijać. Stwierdzimy, że pół godzinki modlitwy dziennie nam wystarczy. Inny przykład. Wielu katolików zatrzymało się na poziomie dziecka z pierwszej Komunii Świętej. Jeśli zatrzymałem się na tym i wystarcza mi, że zmówię pacierz, przyjmę Komunię, po Komunii pomodlę się z książeczki i będzie dobrze, to na tym właśnie zatrzymało się moje życie duchowe. Nie można powiedzieć, że to jest złe, ale mogę podejrzewać, że dokona się tu duchowy regres, a nie wzrost. Na to zwraca uwagę św. Ignacy, kiedy mówi: lepiej – oznacza, że przychodzi czas, w którym musisz wyrosnąć z tego i iść ku innej modlitwie, a sam Duch będzie cię do tego popychał. Praktyki religijne wyrażają niekoniecznie więcej, ale głębiej. To wejście w relacje z Panem Bogiem, to rozmowa z Nim, a nie klepanie pacierza. Tu chodzi o Ducha. Czy te modlitwy widzę i odczytuję, czy tylko je odklepuję. Czy naprawdę wkładam w nie siebie samego i traktuję modlitwę jako moją rozmowę z Bogiem, moją relację z Nim i moją prośbę do Niego.

Czy decyzje podejmowane w pocieszeniu należy weryfikować i czy każda decyzja, którą podejmuję w pocieszeniu jest dobra i trzeba ją utrzymać?

            A w jakim stanie będziemy ją weryfikować? Pocieszenie duchowe nie oznacza, że niwelujemy krzyż z naszego życia. W krzyżu, w trudnościach, w tych kłodach, w tym, co nas spotyka podczas realizacji postanowień czy wyborów z pocieszenia – znajdziemy radość, spokój, miłość i łagodność. Pocieszenie nie jest ucieczką od krzyża. W pocieszeniu nie będziemy doznawać stanu, że nie ma krzyża, nie ma cierpienia, nie ma trudności. Moją decyzję życia zakonnego podjąłem w pocieszeniu. Kapłan potwierdził moje powołanie, rozeznając według tych wszystkich reguł, które dał Ignacy. Ledwo jednak wyjechałem z rekolekcji, od razu miałem masę problemów: jak tu się zwolnić z pracy? Pracowałem wtedy w policji. Co tu zrobić? Jak zareaguje środowisko? Od czasu podjęcia pierwszej decyzji, do czasu wstąpienia do zakonu upłynął rok. Jeśli coś idzie po grudzie, to nie znaczy, że teraz mam się wycofać. Wracajmy, szukajmy takiego kanału, którym rzeczka przepłynie prosto. Jeśli coś podejmujemy w pocieszeniu, to nie znaczy, że zaraz to pójdzie łatwo, bo Pan Bóg temu błogosławi. Wspomniałem Abrahama. Jego postać jest świetnym przykładem. Bóg mu się objawia i mówi: wyjdź z ziemi rodzinnej do kraju, który ci ukażę, uczynię z ciebie wielki naród (por. Rdz 12,1n ). Abraham dostaje dwie obietnice: dostanie ziemię na własność i potomstwo. Przez następne parę lat Pan Bóg jakby znika. I czytając dalej jego historię widzimy, że znów Pan Bóg mu się objawia i mówi: potwierdzam wszystko, co ci mówiłem. A potem znika. Abraham działa i myśli po ludzku. Jest człowiekiem nawróconym, ale styl jego życia nie zmienił się przez to, że Bóg mu się objawił. Walczy z kimś i zabija, przechodzi przez ziemię egipską oszukując faraona, że jego żona nie jest żoną, tylko siostrą, bo się boi, żeby jego nie zabili. Posługuje się kłamstwem. A Pan Bóg znów za kilka lat pojawia mu się i mówi: potwierdzam wszystko. Mało tego, im częściej mu się objawia, tym bardziej mu konkretyzuje: nie z Hagar, ale z Sary będziesz miał syna, będę błogosławił tamtemu. Po tylu latach oczekiwania Abraham zdenerwował się i mówi: Nie, to już może niech wystarczy ta niewolnica. Niech Izmael będzie moim potomkiem. Niech będzie tym, który to odziedziczy. Panie Boże, już 20 lat czekam na tę obietnicę, muszę więc wziąć inicjatywę w swoje ręce. A Pan Bóg mu się objawia i mówi: spokojnie, czuwamy nad sytuacją.

Pocieszenie nie oznacza, że wszystko pójdzie prościutko i łatwo – tego nikt nie obiecuje. Bóg mówi: Ja jestem z tobą. Ja będę. I to jest pewne. Nie jest jednak pewne to, że On wszystkie kłody będzie usuwał nam spod nóg, że nie wpadniemy w pułapkę łatwego życia duchowego. Jest taka pokusa, żeby wszystko działo się prosto i łatwo, że Pan Bóg to jest takie Coś, co usuwa problemy z mojego życia.

Myślimy z dumą o naszym chrześcijaństwie, o tym, że niechrześcijanie mają się gorzej, bo nie mają Pana Boga, a ja Go mam i On mi pomoże. Pozałatwia różne rzeczy, ja się tylko pomodlę, mniej lub bardziej charyzmatycznie, otworzę Słowo, proroctwo, itd. Żyć – nie umierać! Po co nam raj? Nic z tego nie będzie! Mało tego, możemy nawet mieć więcej krzyży niż ludzie, których spotykamy obok. Ale bynajmniej nie oznacza to, że powinniśmy być smutni i przygnębieni z tego powodu.

            Jak odróżnić krzyż, który jest od Boga, który ma mnie wychowywać, od krzyża, który nas przestrzega przed złem? Rozeznaliśmy coś i teraz pojawiają się trudności, które przechodzimy. Czy mamy wtedy myśleć jeszcze raz nad rozeznaniem, czy  mamy to pokonywać  siłą charakteru?

Warto wracać do tego, aby zobaczyć w jakim stanie jestem. Wiedzieć kto mi podpowiada. Jeśli uznam, że moje życie idzie w jakiś sposób ku lepszemu, to może oznaczać, że jestem w pocieszeniu duchowym. I jeśli określę dobrze swój stan, to zobaczę wówczas, że rzeczywiście wszystko idzie w górę. Pamiętajmy jednak, że zły duch do krzyża nas zachęcał nie będzie. On będzie stawiał trudności, będzie mieszał tak, że przestanę widzieć jasno i nie będę wiedział co mam wybrać. Jeśli jestem w pocieszeniu od Pana Boga, wiem gdzie mam iść. Mam iść ku powołaniu zakonnemu – mówię tu o moim konkretnym przypadku – a to, że są kłody, to dobrze. Pokonuję je jednak nie siłą charakteru, ale zaufaniem Panu. On mi pomoże, albo da mi takie światło, które wskaże drogę. Da mi jasność celu, abym mógł rozpoznać i nie poddawać się iluzji. Krzyż to jest ciężar, to jest trud. Oczywiście, trzeba podjąć trudne decyzje, trudne rozmowy przeprowadzić, ale jeśli jestem w pocieszeniu nie boję się tego zrobić. Idę, wchodząc w to bez lęku przed światem i przed sobą samym. A jeśli będzie działał zły duch, to będzie zamieszanie na takim poziomie, że w ogóle nie będę pewny co mam robić. Będzie mnóstwo fałszywych znaków zapytania – a może tak, a może tak – rozdroże kompletne spowite mgłą.

            Rozumiem, że św. Ignacy opracowywał metodę rozeznawania duchów w momencie, kiedy jeszcze nie było zgromadzenia, nie było zakonu. Później dostosował ją do rozeznawania we wspólnocie. Jesteśmy małżeństwami, czyli także małymi wspólnotami, a poza tym spotykamy się i jako małżeństwa także tworzymy swego rodzaju wspólnotę. Czy można powyższe reguły odnieść do codzienego podejmowania decyzji? Mam na myśli ważne decyzje, które dotyczą obojga bądź grupki.

            Reguły pierwszego stopnia, jeśli nie wszystkie, to w dużej części aplikowane są do wspólnoty. Pocieszenie we wspólnocie rozeznaje się podobnie. Można zobaczyć, czy wspólnota jest w pocieszeniu, czy w strapieniu. Wspólnota musi badać swoje słabe punkty. Musi wiedzieć, że szatan chce uderzyć po to, żeby rozbić jedność, żeby skłócić małżeństwa czy wspólnoty. Będzie się zachowywał jak uwodziciel, pragnący pewne rzeczy zachować w skrytości. Mogą się na przykład tworzyć jakieś grupki adoracji wzajemnej, nie mówię o grupach dzielenia.

Św. Ignacy rzeczywiście bardzo długo rozeznawał, czy ma założyć zakon. Później jeszcze dłużej rozeznawał, jak już ten zakon założył, czy ma mieć on konstytucję czy nie. Ignacy stwierdził, że jeśli człowiek odprawi trzydziestodniowe rekolekcje, tą malutką książeczkę ignacjańską, to konstytucje ma wypisane w sercu. Książeczka ćwiczeń duchowych jest malutka, a konstytucje stanowią gruby tom. I ten tom, można by powiedzieć, stanowi komentarz do Książeczki Ćwiczeń Duchowych. Nasze Konstytucje są komentarzem do Książeczki Ćwiczeń Duchowych, na co prawnicy się zżymają, bo tam nijak prawnego języka nie można znaleźć i nie wiadomo co z tym zrobić.

            Jeżeli jest sytuacja, w której jedno z dwojga małżonków odczuwa niepokój podczas rozeznania, to czy to jest znak, że należałoby się wstrzymać od jakichś decyzji?

Intuicyjnie mogę powiedzieć, że zanim się zacznie we wspólnocie małżeńskiej rozeznawać, to warto jest określić, w jakim stanie ducha znajduje się aktualnie każde z małżonków. Jeśli jedno z nich znajduje się w pocieszeniu, a drugie w strapieniu, to trzeba brać poprawkę na to strapienie. Nie oznacza to, że tę osobę się wyłącza, ale trzeba szukać, gdzie zły duch będzie chciał zrobić podstęp, ponieważ osoba taka ma zamieszanie i zaciemnienie. Nie znaczy, że jest ona gorsza, czy lepsza, ale zaciemnienie powoduje zamieszanie wewnętrzne i czasem mogą rodzić się pomysły nie do końca dobre. Tu po owocach trzeba rozpoznać i pewnie lepiej się wstrzymać z rozeznaniem do czasu, kiedy oboje będą w stanie pocieszenia.

            Czy wszystkie decyzje muszą być podjęte w pocieszeniu? A co zrobić, kiedy jestem w strapieniu i muszę podjąć szybką decyzję?

            Nie należy robić z pocieszenia bożka, bez którego nic nie mogę rozeznać. Jasną rzeczą jest, że chcę podjąć decyzję z Panem Bogiem. Muszę dostrzec swoją duchową stronę, czyli patrzeć jak wygląda modlitwa i mój zapał do obowiązków. Jeżeli trzeba podjąć jakąś decyzję na pniu, wtedy trzeba często się kierować rozumem. Myślę, że jedną z dobrych reguł rozeznawania jest to, że kierujemy się rozumem. Skoro duchy działają na uczucia i pchają impulsywnie do czegoś, a ja nie jestem w stanie szybko tego rozeznać, to próbuję patrzeć:  co na to rozum? Czy to co chcę zrobić jest rozsądne, czy jest to pomysł szalony? Jak to jest szalony pomysł, to może czasem lepiej powiedzieć stop. Zaczekajmy dwa dni, trzy dni, zobaczymy, może się to wyczyści. I Pan Bóg, myślę, da tu mądrą odpowiedź. Bardzo szybko odpowie, jeśli zwrócimy się w Jego stronę.

            Czy dla małżeństw jest jakaś propozycja odprawienia ćwiczeń duchowych, żeby się nie zamykać w klasztorze na osiem dni i nie zostawiać małżonka z małymi dziećmi?

            Takimi propozycjami są rekolekcje w życiu codziennym, które odbywają się przeważnie w jezuickich parafiach i trzeba by taką parafię znaleźć. One trwają kilka tygodni, forma jest bardziej rozwlekła, ponieważ pozostajemy w życiu. Raz w tygodniu przychodzimy na Mszę świętą, słuchamy konferencji i dostajemy materiały do pracy na najbliższy tydzień. Konieczne jest zobowiązanie, że codziennie odprawię medytację ignacjańską, której sposób jest wykładany. Jeśli ktoś zaczyna robić fundament czy wprowadzenie w modlitwę, otrzymuje instrukcję jak ma robić medytację. Wybiera sobie czas, wybiera sobie miejsce do tej medytacji w ciągu dnia i codziennie ją robi. Są też rozmowy z osobą towarzyszącą. To są rozmowy z kierownikiem duchowym – taki towarzysz kieruje mnie do Pana Boga – i na te rozmowy jestem umówiony w któryś dzień w tygodniu. I wtedy mówię o tym, co się dzieje na modlitwie, jak to się ma do mojego życia, jak to się przekłada – nie po to, że tam ktoś jest wścibski i chce wiedzieć, jak to tam u ciebie w życiu jest, tylko żeby wychwycić pewne pułapki, które zły duch zastawia, żeby zobaczyć drogę, którą Pan Bóg ciebie prowadzi w tym momencie. Jest to taki skuteczny sposób popatrzenia na swoje życie oczami kogoś innego, jakby z zewnątrz, kogoś, kto mi pokaże: modlitwa tak, życie tak. Parafia na ul. Narbutta prowadzi rekolekcje w życiu codziennym.

Można też na przykład w swoich wspólnotach małżeńskich spróbować popatrzeć, jak my jako małżeństwo wpadamy w pułapki. Czy dajemy się zwieść, jak reagujemy na swoje stany duchowe. Myślę, że czasem warto się tym dzielić, zwłaszcza na modlitwie wspólnej. Pomaga to później też drugiej stronie dostosować swoją modlitwę w taki sposób, żeby ona nie była ciężarem. Warto to sobie przedyskutować. Usiąść razem, we dwoje lub w szerszym gronie i te sprawy omówić.