Autor: Iwona Madaj      

         "...chlubimy się także z ucisków, wiedząc, że ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość – wypróbowaną cnotę, wypróbowana zaś cnota – nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany." (Rz 5, 3-5)

Ucisk, który przeżywamy w wierze, w zaufaniu Panu Bogu, ucisk, który przeżywamy razem z Nim, prowadzi do dobra. Bóg wyprowadza z niego dobro, którym jest cnota wytrwałości Ta z kolei rodzi nadzieję, a nadzieja, która w naszym sercu mieszka, nie może nas zawieść. Mamy bowiem w sobie dar, dar miłości, dar, który pochodzi od Ducha Świętego.

W zasadzie mamy samego Ducha Świętego, Boga w sobie. Ta miłość rozlana jest przez Niego w naszym sercu, dlatego właśnie nadzieja stała się naszym życiem. Życie Trójcy Świętej, która w nas zamieszkuje od Chrztu Świętego jest fundamentem, z którym wchodzimy w doświadczenia trudne. Na pewno takim doświadczeniem jest konflikt w małżeństwie, w rodzinie, w pracy. Wchodzimy w to doświadczenie z wiarą i przyglądamy się jak Bóg chce nas przez to przeprowadzić, jakie dobro chce z tego wyciągnąć.
            Tematem tegorocznych naszych spotkań jest rozważanie takiego prowadzenia nas, jako małżeństwa, jako rodziny, do świętości. Prowadzi nas tą drogą Duch Święty także przez doświadczenia trudne, przez konflikty zewnętrzne, wewnętrzne, psychiczne. Zaufajmy Jego miłości! Przyjrzyjmy się, co jest tym konfliktem w rodzinie, zobaczmy jakie muszą być fundamenty naszej postawy w czasie trwania takiego konfliktu, jakie są  Boże drogi wyjścia z tej sytuacji.
            W konflikcie stoją naprzeciw siebie wykluczające się sprzeczne potrzeby: sprzeczne interesy, sprzeczne życzenia, sprzeczne uczucia, sprzeczne działania. I takie właśnie sprzeczne interesy, życzenia, uczucia mają też miejsce w naszym życiu wewnętrznym. Może to być konflikt z samym sobą, może to być konflikt z idealnym obrazem siebie, jaki sobie wytworzyliśmy w historii naszego życia. Natomiast konflikt zewnętrzny, na przykład w rodzinie, często pojawia się na płaszczyźnie: wydawania pieniędzy, wychowywania dzieci, pożycia intymnego małżonków. Konflikt pozwala nam na sprecyzowanie, o co nam tak naprawdę chodzi, jakie są nasze oczekiwania, pragnienia. Czy są one zgodne z tym, co Pan Bóg dla nas planuje, z tym co Pan Bóg dla nas chce? Taki konflikt prowadzi nas do szukania woli Bożej w naszych pragnieniach. Czy to są pragnienia, których się wstydzimy, które tak naprawdę są tylko pożądliwością serca, czy też są to pragnienia pochodzące od Boga, na przykład pragnienie przebaczenia, większego od pragnienia nienawiści itd.
 

            Przyjrzyjmy się Świętej Rodzinie w tej scenie, kiedy 12-to letni Jezus w Świątyni  rozmawia z faryzeuszami w domu Ojca Swojego. Maryja ze Św. Józefem szukają Go i w końcu znajdują po trzech dniach. Właśnie wtedy wyrażają swoje niezadowolenie słowami: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie(łk 2,48). Mamy tu obraz takiego nieporozumienia, braku komunikacji: Oni Go szukali przez trzy dni, nie znaleźli Go, On siedzi w Świątyni i rozmawia z faryzeuszami, Maryja i Józef mówią o swoich uczuciach. Zauważcie, że to sprecyzowanie swoich uczuć jest w takiej formie:  ... z bólem serca szukaliśmy Ciebie (Lk 2, 48). Nie robili Mu zarzutów typu: „A Ty jesteś taki...!”Nie była to forma napadu, agresji psychicznej, tylko wyrażanie siebie w tym konflikcie, nieporozumieniu. I Jezus odpowiada : Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? (łk 2,49). Zauważmy, co mówi o tym Ewangelia dalej. Ewangelia mówi, że Maryja nie zrozumiała tych słów, czyli w zasadzie to nieporozumienie nie zostało rozwiązane w ten sposób, żeby Maryja odeszła z tego wydarzenia usatysfakcjonowana. Ona zachowała to w swoim sercu z zaufaniem Bogu, że tak ma być, że tak jest dobrze, ale nie zrozumiała do końca.
            Często nasze  konflikty małżeńskie, rodzinne wynikają z braku komunikacji, z powodu nieumiejętności wyrażania swoich uczuć, swoich życzeń, swoich pragnień. Dochodzi wtedy do nieporozumienia, bo druga strona dzieli się z nami swoimi racjami, swoimi poglądami, których  nie rozumiemy. Pozostaje nam wtedy trwanie w ucisku z wytrwałością, z miłością, z nadzieją. Nie rozumiemy, ale trwamy.
 

             Też musimy się z takimi sytuacjami liczyć w naszym dialogu małżeńskim, w którym dochodzi do takiego zdrowego stanięcia w prawdzie, w obecności Bożej. Szukamy woli Bożej dla naszego małżeństwa, dla naszej rodziny. Możemy wtedy doświadczyć braku ulgi, pokoju wewnętrznego z tego powodu, że nie jesteśmy w stanie się na jakiś temat dogadać. Też i to trzeba umieć przyjąć. Na przykład mała Tereska od Dzieciątka Jezus powiedziała, że więcej męstwa jest w znoszeniu przeciwności, niż w ich przezwyciężaniu. Może to jest właśnie taki moment, kiedy cnota męstwa w nas wzrasta przez to, że znosimy jakąś przeciwność. Tak jak Maryja nie dążymy za wszelką cenę do tego, żeby nasze racje zwyciężyły, żeby konflikt był ostatecznie rozwiązany. Musi tu być taka doza zaufania Panu Bogu.

            Pierwszym krokiem w konflikcie jest zastanowienie się na modlitwie, o co tak naprawdę mi chodzi i szukanie odpowiedzi w Słowie Bożym, w Bożej Mądrości. Św. Jadwiga, królowa, która przyjechała do nas z Węgier, wyszła za Jagiellończyka, miała trudną sytuację, bo przyjechała na wielkie konflikty polsko-krzyżackie, trzeba było ochrzcić Litwę i.t.d. Matka dała jej taki piękny krucyfiks, który możecie odwiedzić w Katedrze Wawelskiej. Pod tym krucyfiksem właśnie spoczywa ciało św. Jadwigi. Ona pod tym krzyżem podejmowała wszystkie decyzje trudne, też te decyzje, które dotyczyły sporów, które dotyczyły konfliktów narodowych. Myślę, że możemy pamiętać o tym obrazie i prosić ją o pomoc w takim stawaniu pod Krzyżem w momencie konfliktu. Często bowiem konflikt zaczyna się w nas samych, często jego podłoże wynosimy z domu rodzinnego.Na przykład, jeżeli doświadczaliśmy w domu rodzinnym przemocy psychicznej czy fizycznej, na które reagowaliśmy agresją, to na przemoc dziś doświadczaną będziemy reagowali też agresją, kłótnią.

            Takie stanięcie pod Krzyżem, na przykład przyjrzenie się Chrystusowi w scenie, kiedy Szymon Cyrenejczyk pomaga Mu nieść Krzyż, pomoże nam zmienić nawykową reakcję. Zauważmy, że Szymon Cyrenejczyk wracał z pola i był to dla niego przymus – on nie chciał nieść tego Krzyża. Często my jesteśmy też w takiej sytuacji, że zajmujemy się swoimi sprawami, swoim polem, swoją rodziną, swoją pracą, a tu nagle przychodzi nam nieść czyjś krzyż . Jest napisane: Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe (Ga 6,2 ). Przyjęcie tego krzyża nawet z takim trochę wewnętrznym przymusem, w takiej uległości Bogu, daje nam wolność wewnętrzną. Robimy to dla Chrystusa i wychodzimy z takiego uzależnienia z dzieciństwa, kiedy reagowaliśmy na przymus złością, agresją czy wręcz zemstą.

            Stanięcie w prawdzie, zobaczenie tego konfliktu w sobie, u podłoża  którego leży często nieakceptacja siebie, nieakceptacja swojej historii życia  wyzwala. Postawa, kiedy nie czuję się kochany, albo myślę, że nic nie potrafię,  wynika często z fałszywego obrazu Boga,  który wymaga, który karze. Nie widzimy tej miłości Bożej w naszym życiu. Często właśnie taki konflikt wewnętrzny leży u podłoża tych konfliktów zewnętrznych:  z małżonkiem, z rodziną. Próbujemy zaspokoić potrzebę budowania dobrego obrazu siebie.

            W Odnowie w Duchu Świętym proponowane są rekolekcje w Magdalence, które prowadzą do uzdrowienia. Bóg ofiaruje ci uzdrowienie tych twoich zranień, tego twojego, chorego obrazu Boga, chorego obrazu siebie  na rekolekcjach ewangelizacyjnych, potem na rekolekcjach uzdrowienia wspomnień, potem na rekolekcjach prowadzących do akceptacji siebie. Dlatego warto z tych rekolekcji w okresach wakacyjnych korzystać.

            Przypatrzmy się fundamentowi rozwiązywania takich konfliktów w rodzinie i w małżeństwie. Fundamentem jest podejście do małżeństwa.Małżeństwo tradycyjne,potoxcznie rozumiane to takie, w którym mąż, pan i władca, jest dominujący i podejmuje wszystkie decyzje, żona się na wszystko zgadza, no bo tak powinno być. Niektórzy się tu jeszcze powołują na naukę Kościoła. I tutaj chciałam was uczulić na to, że ten fragment w Liście do  Efezjan, w którym jest napisane: Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – Głową Kościoła: On – Zbawca Ciała (Ef 5, 22n) trzeba prawidłowo rozumieć. Interpretuje ten tekst bardzo dobrze papież w swojej książce „Teologia małżeństwa”. Stan pierwotny, kiedy Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, był przeżywany w takim duchu poddania się wzajemnego, takiej otwartości na siebie, takiego daru z siebie nawzajem. Adam mówi: Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!  (Rdz 2,23). Jest tam taka właśnie miłość wzajemna, jest takie oddanie, ale potem następuje grzech. Faktycznie, po tej rzeczywistości grzechu Bóg mówi do pierwszych rodziców: ...on zaś będzie panował nad tobą (Rdz 3,16). Może stąd właśnie wzięło się to pojęcie małżeństwa tradycyjnego, gdzie mąż dominuje nad żoną. Św. Paweł o tym mówi już po Zmartwychwstaniu, po Zesłaniu Ducha Świętego, po tym jak Chrystus nas zbawia z grzechu : Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej! Żony niechaj będą poddane swoim mężom, jak Panu!(Ef 5,21). Autor nie chce przez to powiedzieć, że mąż jest panem żony, że właściwy dla małżeństwa układ międzyosobowy, jest układem panowania męża nad żoną – wyraża natomiast inną myśl – żona w swym odniesieniu do Chrystusa, który jest dla obojga małżonków jedynym Panem, może i powinna znajdować pokrycie dla takiego odniesienia do męża, które wynika z samej istoty małżeństwa i rodziny. Odniesienie to nie jest jednakże poddaniem jednostronnym. Małżeństwo, wedle nauki Listu do Efezjan, wyklucza układ, który ciążył i nieraz jeszcze ciąży nad tą instytucją – mąż i żona, bowiem, są sobie wzajemnie poddani, wzajemnie podporządkowani. Źródłem tego wzajemnego poddania jest chrześcijańska pietas. Pietas to jest bojaźń Boża, czyli takie uszanowanie, uznanie tego, że Bóg jest źródłem tej miłości wzajemnej,  że Bóg jest nad nami, że z Niego wywodzi się nasza miłość małżeńska. Papież pisze tak: „żony niechaj będą poddane mężom, to oznacza, że miłość wyklucza wszelki rodzaj poddaństwa, przez który żona stanowiłaby sługę, czy niewolnicę męża, przedmiotem jednostronnej zależności. Miłość sprawia, że równocześnie i mąż jest poddany żonie, poddany w tym samym Panu, podobnie jak żona mężowi[1].

To jest w zasadzie fundament rozwiązywania wszystkich konfliktów. Musimy sobie uświadomić, że ta nasza wzajemna miłość, która jest darem Boga, uzdalnia nas do takiego wzajemnego uszanowania siebie, do czci i do wzajemnego poddania. Miłość Chrystusa do Kościoła jest oblubieńcza, jest to miłość do oddania życia za tą drugą osobę, jest to też miłość służby.  Jezus w scenie umywania nóg Apostołom uczy nas tej wzajemnej miłości, miłości służby, takiego wzajemnego poddania się sobie. Nie jest to miłość despotyczna takiego ziemskiego króla, który wszystkimi rządzi i który wszystkich zniewala.

 Jezus także mówi o tym, że w pewnym momencie trzeba się przeciwstawić złu – nie człowiekowi drugiemu, tylko złu. I to wzajemne poddanie się sobie, właśnie w miłości, pozwala nam na takie przeciwstawienie się temu złu w drugiej osobie, pozwala nam na taką odwagę w stanięcie w prawdzie.
Ostatnio przeżywaliśmy 20-lecie śmierci ks. Jerzego Popiełuszki i zapamiętałam takie jego słowa: „Ja nie walczę z ofiarami zła tylko ze złem”. On nie wymieniał po imieniu szefów reżimu, ale walczył ze złem,  walczył prawdą. I taki rozłam, taki spór jest sporem Chrystusowym.
 
 Są też konflikty, które są po prostu grzechem. Jest taki spór, o którym mówi św. Paweł w Liście do Galatów: Jest zaś rzeczą wiadomą, jakie uczynki rodzą się z ciała (...) nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy (por. Ga 5,19n). Dlatego też trzeba umieć nazwać to, co się w nas dzieje, jaki rodzaj sporu to jest, czy przypadkiem nie jest on grzechem. Nie bójmy się przyjrzeć temu sporowi, bo na przykład Apostołowie też się spierali ze sobą. Jednak ich spór prowadził do zaufania Bogu i do szukania woli Bożej. Na przykład na I-szym Soborze Jerozolimskim, kiedy był spór, czy poganom nawróconym na chrześcijaństwo można nakładać Prawo Żydowskie? Zauważmy, że oni doszli do porozumienia, właśnie w dialogu. Taki dialog proponowany jest dla małżeństwa jako droga szukani woli Bożej. Też pokazany jest spór między Piotrem a Pawłem. Zauważmy, że Piotr – głowa Kościoła – też zrobił błąd w momencie, kiedy wstydził się zasiąść do jednego posiłku z poganami nawróconymi na chrześcijaństwo, kiedy przyszli judaizujący chrześcijanie ze stronnictwa Jakuba. Wtedy Paweł mu odważnie zwraca uwagę. Słowo Boże może tu więc być dla nas przykładem, jak mamy zachowywać się w czasie konfliktu.
 
 Bóg nieraz sam zachęca do sporu, mówi: Chodźcie i spór ze Mną wiedzcie! Choćby, wasze grzechy choćby były jak szkarłat,  jak śnieg wybieleją (Iz 1, 18). Zauważcie, że nawet kiedy oskarżamy samych siebie i kiedy sobie nie chcemy przebaczyć,  kiedy nie potrafimy się pojednać z Bogiem, Bóg zachęca nas do dialogu z Sobą i obiecuje nam wielkie miłosierdzie – odpuszczenie grzechów.
 

            Dlatego nie bójmy się konfliktów, ponieważ one często prowadzą do więzi, do lepszego poznania, do zrozumienia drugiej osoby. Jest to taki moment, kiedy chcemy się wsłuchać w małżonka, w małżonkę. Najgorsze w konflikcie jest zamykanie się nawzajem na siebie, takie zniechęcenie:  już nie ma miłości, już  nie ma możliwości wyjścia – takie chowanie tego wszystkiego pod kołdrę. Tak zrobił syn marnotrawny, który zamknął się na miłość ojca, zamknął się na miłość rodziny, odszedł z domu, zamknął się na innych ludzi. I to właśnie przed czymś takim niech Bóg nas broni! Właśnie na modlitwie będziemy się cały czas otwierać na tą miłość Boga, która pomaga nam w rozwiązywaniu wszystkich konfliktów.

[1]Por. Katechezy Ojca Świętego Jana Pawła II, Teologia małżeństwa pod red.W. Zega, wyd. m, Kraków 1999, s.310