Autor: ks. Krzysztof Grzejszczyk      

Kiedy przychodzą do kancelarii parafialnej narzeczeni i po rozmowie z księdzem podpisują dokumenty, dochodzi do swoistego, małego sprawdzianu. Mężczyzna - dżentelmen podaje damie pióro, żeby pierwsza się podpisała. Wówczas  mówię: przepraszam bardzo, ale w Kościele pierwszy podpisuje mężczyzna. 

             Zwykle następuje lekka konsternacja i wtedy tłumaczę, że dzieje się to dlatego, ponieważ zgodnie z zamysłem Boga i nauczaniem Kościoła, mężczyzna jest tym, którego opiece Pan Bóg powierzył „słabszą” kobietę. Wtedy zwykle dama rozpromienia się, ponieważ zaczyna rozumieć, że to nie jest dla niej dyshonorem, ale, że fakt ten podnosi ją w godności.  Małżonek bowiem jest tym, który w sposób odpowiedzialny i troskliwy ma nad nią sprawować pieczę. I właśnie w takim sensie mówimy, że mężczyzna jest głową rodziny, a więc tym, który wpisuje się w porządek praw Bożych i w dzieło budowania relacji opartych na miłości. Gdy zaglądamy do Pisma Świętego,  widzimy  wyraźnie, że źródło ojcostwa jest zapisane w prawie Bożym. Pierwszym człowiekiem, którego Pan Bóg powołał do istnienia był mężczyzna. W opisie biblijnym, w Księdze Rodzaju odkrywamy  prawdę, że zarówno  mężczyznę, jak i kobietę Pan Bóg stworzył do miłości i każde z nich obdarzone zostało właściwą sobie funkcją.  Mężczyzna ma być pierwszy w miłowaniu. Jest on głową rodziny, dlatego też  ma być pierwszym w miłości. Nie chodzi tutaj o stopniowanie miłości , kto bardziej kocha, ale o dążenie do tego, by miłość coraz bardziej rosła. Sekret miłości leży między innymi we wzajemności  uczuć. Tym zaś, który ma uczyć miłości, obdarowywać nią nie tylko małżonkę, ale także dzieci, jest właśnie mężczyzna. Gdy autorytet matki kończy się, dzieci dorastają, wtedy absolutnie koniecznym staje się autorytet  ojca. Nie znaczy to , że nie jest on potrzebny w całym procesie kształtowania i wychowania młodego człowieka. Ojcostwo, to nie jest tylko obraz ojca mojej rodziny,  to jest także obraz matki mojej rodziny. Takim będziesz ojcem, jaki wzór ojcostwa otrzymałeś od swojego  ojca, ale również takim będziesz ojcem jaki dostałeś wzór autorytetu matki wobec swojego męża, a twojego ojca. Chcę tu zwrócić uwagę na dwie bardzo ważne rzeczy.  Po pierwsze, nie jest się dobrym ojcem bez odpowiedzialnie przeżywanej relacji do żony, bez szczególnej odpowiedzialności, która zasadza się na opiekuńczości wobec niej, trosce o jej dobro i dobro rodziny - opiekuńczości na wzór św. Józefa. Po drugie, ojcostwo dobrze przeżywane musi być zawsze wspierane przez współmałżonkę. Jak wszystko co święte, co piękne,  tak i ojcostwo samo w sobie zanim stanie się zadaniem, obowiązkiem do spełnienia, koniecznością, faktem, samo w sobie musi być darem.  Dar zaś trzeba przyjąć, wziąć, by go potem ofiarować. Darem trzeba się nacieszyć.  Trzeba umieć się cieszyć tym, że jestem ojcem, że jestem głową rodziny , że jestem ważnym ze względu na to co mam, czyli na  zdolność do miłości, zdolność do odpowiedzialności, zdolność do opiekuńczości, zdolność do pomocy. Takie atrybuty pozytywnie oddziałują na psychikę dziecka. Uwrażliwiają na wzorce postępowania i wpływają na kształtowanie się autorytetów moralnych, duchowych i psychicznych. Wiecie jak niespójne wewnętrznie są dzieci tam, gdzie nie ma ojca, gdzie matka sama je wychowuje.

             Byłem niedawno po kolędzie. Dobrze jest takie przykłady bezpośrednio przytaczać. Dzieci, które mnie przyjmowały (rodziców nie było , ponieważ długo pracują) mówią mi, że ich dom  jest jak hotel.

             Potrzeba mądrości i rozwagi w  planach małżeńskich, aby tak zorganizować życie rodzinne, żeby naprawdę być przy dzieciach. Relacja ojciec-dziecko to jest relacja więzi, bliskości, kontaktu, spotkania. Wszystkie konflikty jakie się potem pojawiają, wynikają z braku kontaktu. Oczywiście ten kontakt może być różny. Ojciec może być zajęty w tygodniu, ale jeśli go i w weekend nie ma, albo wciąż są tylko goście, to już klęska totalna. Ojciec musi mieć czas, by zapytać dziecko o jego lekcje, o jego przyjaźnie   (chodzi o przyjaźnie dobrze przeżywane), by  porozmawiać z nimi  (ojciec, nie tylko matka), o całej sferze życia emocjonalnego i seksualnego (do którego trzeba dziecko przygotować, aby uniknąć trudności i patologii). To ojciec ma o tym rozmawiać. Pamiętam taką cudowną książkę. Jest tam tłumaczone, że to ojciec ma z chłopakiem podjąć ów rzeczywisty dialog dotyczący płciowości przeżywanej dojrzale. Dzieciak stawia dużo pytań i lepiej jeżeli stawia pytania w domu niż poza domem, bo wiadomo jakie odpowiedzi poza domem usłyszy. Jeśli ktoś z was ma ambicje i aspiracje, a myślę że macie je  wszyscy, to ojcostwo należy przeżywać w takiej postawie szacunku dla męskości i godności swojej, jak czynił to Jezus Chrystus.

             Bóg jest Ojcem i trzeba się wczytać w Pismo Święte, żeby zobaczyć jaka jest Jego miłość ojcowska. Nie jest to miłość karząca, tylko stanowcza, ale zarazem pełna delikatności i tkliwości. Źle się dzieje, jeżeli  funkcję ojcostwa rozumie się jako  stan reakcji, gdy matka już nie daje rady. Często tak bywa, że matka rozpieszcza dziecko i ojciec musi wtedy reagować. Źle jest jeśli dziecko widzi ten konflikt. Trzeba patrzeć nieustannie na Chrystusa, dla którego miłość to nie ckliwa emocjonalność, tylko realizująca się w czynie postawa ukierunkowana poprzez gotowość obecności i uczestnictwa, na wspólnotę, na swoiste communio. Apostołów  wychowywał Jezus Chrystus słowem, ale przede wszystkim obecnością. Przez trzy lata  był z nimi obecny. Patrzyli, kiedy uczył ich modlitwy. Zanim to pytanie padło „ naucz nas modlić się”, widzieli jak szedł się modlić i patrzyli, podglądali jak On to robi. Jeśli chcecie być ojcami, także tymi, którzy prowadzą dziecko do Boga, to musicie podjąć kwestię modlitwy.  A kiedy już chcecie dziecko nauczyć modlitwy, to niezależnie od tego, czy dzieciak się kręci, wierci, bo nie wszystko dobrze rozumie, istotny staje się fakt, że  na modlitwie zaczyna być wtajemniczany, wprowadzany niejako w sferę wiary. A ponieważ Bóg jest tajemnicą, to nie da się Go pojąć tylko rozumem, ani też uchwycić emocjami. Nie da się od razu uaktywnić woli, potrzeba żeby wasz dzieciak nasiąkł wiarą, żeby zmysł wiary rozbudził w sobie. Trzeba ponadto żebyście do modlitwy klękali. Aby dziecko widziało was przed Bogiem na kolanach. Ten wzór przeniesie ono kiedyś w dorosłe życie.

Przykro, kiedy słyszę  (na przykład po kolędzie ), że dziecko modli się tylko z matką. To nie jest dobrze, bo zostanie w nim błędny obraz, że  Kościół to tylko kobiety. Autorytet rodziców, jak wiecie, z konieczności kiedyś będzie zakwestionowany. Lepszy będzie profesor, który was zdystansuje, jakaś gwiazda czy idol. Autorytet wasz czasowo skończy się, choćbyście byli mistrzami. Jest to naturalne. Ważne staje się więc to, czy dziecku dacie tylko swój autorytet (on ze względów wychowawczych jest szalenie ważny, jedyny, niezastąpiony), czy doprowadzicie go do spotkania z  kimś kogo autorytet jest prawdziwy, niezmienny, trwały. Waszym zadaniem zatem jest ukazać dziecku autorytet absolutny, czyli Boga. W imię miłości jest  to konieczność, wynikająca z prawdy.

             Proszę więc was, byście zwrócili uwagę na temat modlitwy. Ważne jest, żeby dzieciak widział was modlących się. Kiedy dziecko zacznie się buntować , to ważne jest, żeby widziało was klęczących, modlących się. Żeby naprawdę widziało, że Pan Bóg jest dla was ważny. Przecież sztuką życia i sztuką wychowania  dziecka  jest ukazywanie ofiary jako cierpienia przynoszącego oczyszczenie, jako trudu, który pokonany, staje się czymś co raduje serce,  staje się zbawczym trudem. Trzeba wam drodzy ojcowie pamiętać, że wasze  dobrze przeżywane ojcostwo przywraca godność macierzyństwu. Dobrze przeżywane ojcostwo przywraca godność macierzyństwu, przywraca godność waszych żon. Kiedy stajecie wobec swoich dzieci i swojej małżonki ciesząc się tym darem, że mężczyznami jesteście, że ojcami jesteście, to wtedy wasze żony przez to są podniesione w szacunku i w  autorytecie. Jeżeli dzieci widzą szacunek w was do obowiązku, wobec zadań w rodzinie i wobec relacji do żony, wtedy wpływa to w sposób naturalny na klimat w waszej rodzinie. I żona jest prawdziwie nie tylko gospodynią domową, ale przede wszystkim małżonką i matką.

              Nawiasem mówiąc, strzeżcie się (są takie szkoły współczesne psychologiczne, które mówią, że to naturalne) takiej sytuacji, żeby wasze dziecko mówiło do was po imieniu. Mówi się dużo o partnerstwie. Trzeba jednak dobrze zrozumieć czym ono jest. Partnerstwo wcale nie oznacza równości. Bo nie ma jej między ojcem a dzieckiem. Bo on jest ojcem, a ono jest dzieckiem i  w samym odniesieniu naprawdę już widać, czy dziecko traktuje ojca jak ojca, czy jako jeden z autorytetów. Dla dobrze przeżywanego ojcostwa szalenie ważną rzeczą jest  właściwa hierarchia wartości w rodzinie. Pamiętajcie, że prawdziwa hierarchia wartości w rodzinie chrześcijańskiej to postawienie najpierw Boga jako najważniejszego autorytetu. Nie umniejsza to w niczym wielkości miłości żony, wręcz ją podnosi na wyższy i głębszy poziom małżeńskiej relacji. Pewna matka i żona mówiła, że jej niewierzący mąż ciągle stawiał zarzuty , że tak dużo czasu poświęca na spotkania w grupie modlitewnej, na modlitwy jakieś tam - jak to określił. Ona zaś tłumaczyła mu : zobacz Zdzisiu, dzięki temu, że Pan Bóg jest tak ważny dla mnie, ty zyskujesz, bo ja przychodzę ze spotkania całkiem inna - lepsza.

Źle byłoby, gdyby w grupach modlitewnych w Kościele były tylko same kobiety, bo to by znaczyło, że tylko kobieta pracuje nad tym, żeby być lepszą. Bóg jest pierwszy i ta definicja musi być wpisana w praktykę życia obydwu małżonków.  Czy tak jest w waszym życiu?Czy modlicie się przed posiłkiem? Kto rozpoczyna modlitwę? Przypomnijcie sobie ostatnią Wigilię. Kto czytał Ewangelię, kto przemawiał, czy to nie wasze małżonki albo babcie? A gdzie ojciec? Król? Przecież to jest funkcja królewska. . Bóg jest pierwszy i ta definicja musi być wpisana w praktykę życia obydwu małżonków.  Czy tak jest w waszym życiu? Czy modlicie się przed posiłkiem? Kto rozpoczyna modlitwę? Przypomnijcie sobie ostatnią Wigilię. Kto czytał Ewangelię, kto przemawiał, czy to nie wasze małżonki albo babcie? A gdzie ojciec? Król? Przecież to jest funkcja królewska. Król to jest on, ona jest ważna w miłości i podniesiona w niej, jeszcze bardziej ważna, bo kochana przez męża, ale on jest tym który ma być królem. A przecież tak niewiele - należy tylko odczytać Ewangelię i być tym, który sprawuje liturgię życia rodzinnego. Jeśli jest jakaś uroczystość, na przykład jubileusz waszego małżeństwa, urodziny dziecka, trzeba, żeby ojciec przemówił. Żona może też powiedzieć, ale jako ta druga. Nie dlatego, że ona zawsze jest jako ta druga prawda i ostatnia, ale właśnie dlatego, że mąż jest ojcem rodziny, że taki jest porządek rzeczy, którego nie przekroczymy. 1W życiu rodzinnym niezbędne staje się więc zachowanie hierarchii. Zawsze i bezwarunkowo Bóg ma być na pierwszym miejscu, później dopiero rodzina, żona, mąż, dzieci. A dopiero potem, praca, która ma być dostosowana do potrzeb rodziny i do osobistych  aspiracji. Praca, która jak pamiętamy, ma uświęcać człowieka, ale także ma prowadzić do miłości. Analizując problem nie chciałbym powiedzieć, że życie jest tylko czarne i białe. Jest ono skomplikowane, dlatego w rodzinie, w małżeństwie konieczny jest dialog, aby pewne rzeczy ze sobą ustalać, popatrzeć na nie z dwóch stron, z dwóch odmiennych spojrzeń.

             W przedstawionej wyżej hierarchii wartości rodzinę postawiłem na drugim miejscu, zaraz po Bogu. Uczyniłem to z pełną świadomością, bo faktycznie, rodzina jest czymś bardzo ważnym. Ona staje się pochodną właściwych relacji między małżonkami. Ale jej cel na tym się nie kończy.  Wy kiedyś umrzecie, a wasze dzieci pozostaną. To, jakie dacie im wychowanie, rzutować będzie na ich życie, a w dalszej perspektywie na kondycję etyczną społeczeństwa, czy narodu, w którym egzystują. Możecie dzieciom zbudować „chatę”, a jeśli ich nie wychowacie, to ta chata czy gniazdo rodzinne szybko zostanie zniszczone.

             Zakończę najprościej. Ludzie niedojrzali, w sytuacji rozwodu,  mówią najczęściej o niedotartych charakterach małżonków.  Już dawno zostało stwierdzone, że to nie chodzi o niedotarte charaktery, chodzi o zdolność małżonków do aktywnej miłości. Wcale nie o charakter, ale o to, co nazywamy elastycznością, plastycznością człowieka, umiejętnością modelowania swojego życia, dyspozycją do nieustannej wewnętrznej przemiany (metanoi) i świadomością, że życie naprawdę jest tajemnicą. I dopiero wtedy posiądzie się wiedzę, która wskaże motywy stawiania Pana Boga w hierarchii wszystkich ludzi i spraw najwyżej. I wówczas, kiedy nauczy się człowiek oddawać Panu Bogu pierwszeństwo, nauczy się także Pana Boga pytać o istotę, o sens życia, aby było ono naprawdę lepsze, godniejsze i szczęśliwsze.  

Przypis redakcji:

   Należy tu dobrze zrozumieć funkcję królewską małżonka. Jezus jest naszym Królem, jest Głową Kościoła-Swojego Ciała dlatego, że jest jego Zbawcą. “Mąż jest głową żony jak Chrystus głową Kościoła. On-Zbawca Ciała” (Ef 5, 23). Funkcja głowy polega tu na miłowaniu i oddaniu życia: “Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie  (Ef 5, 25). Natomiast poddanie żony względem męża jako głowy należy rozumieć jako “poddanie wzajemne w bojaźni Chrystusowej”...Mąż i żona są bowiem sobie “wzajemnie poddani”, wzajemnie podporządkowani. Źródłem tego wzajemnego poddania jest chrześcijańska pietas (bojaźń Chrystusowa – przyp. red.) , a wyrazem – miłość”. Jezus jest jedynym Panem obojga małżonków, mąż nie jest więc “panem żony”. Mąż i żona jako odkupione dzieci Boże są równi co do godności przed Bogiem, ale różni co do funkcji pełnionych w małżeństwie. (por. Jan Paweł II, Katechezy Ojca Świętego...Teologia małżeństwa, wyd. “m” 1999, s.310-314.)

Ojciec rodziny przewodnicząc w domowej liturgii bierze udział nie tylko w funkcji królewskiej Chrystusa, ale przede wszystkim w funkcji kapłańskiej i prorockiej. Do udziału w tych trzech funkcjach Chrystusa powołany jest każdy chrześcijanin, a nie tylko Głowa rodziny. (przyp.red.)