Autor: ks. Krzysztof Grzejszczyk      

„Samuelu, Samuelu! Samuel odpowiedział: „Mów Panie, bo sługa Twój słucha” (1Sm 3,10)

             Modlitwa, podobnie jak miłość, wiara i międzyludzkie relacje jest dialogiem. Jest kluczem do przeżywania w wierze sakramentu małżeństwa. Modlitwa człowieka wierzącego jest przede wszystkim trwaniem, czy inaczej mówiąc - komunią z kimś, kto jest niewidzialny. Istotę modlitwy  stanowi kontakt, spotkanie z Bogiem Niewidzialnym i Wszechmocnym. Grzeszny, słaby, zależny od wielu rzeczy i nieporadny w świecie człowiek staje wobec pełnego nieograniczonej miłości, niewidzialnego, wszechmocnego Boga.

Kiedy mówimy o spotkaniu i jednoczeniu się, mówimy o pewnej wymienności. Dając siebie, swój czas, swoje zaangażowanie, otrzymuje się łaskę, która owocuje w życiu. Człowiek w cierpieniu, nawet w trudnych sytuacjach potrafi uwielbiać Pana. Dlaczego? Dlatego, że wciąż spotyka się z Bogiem. To spotkanie jest trwaniem w Bogu i głęboką przemianą wewnętrzną człowieka. Chcę tu zwrócić uwagę na specyficzną zbieżność zachodzącą między relacjami ludzkimi i Bożo-ludzkimi. Jeśli dziecko znajduje się w obecności rodziców, wtedy czuje się bezpiecznie, ale kiedy rodziców nie ma, nie ma oparcia i czuje się słabe. Nasze trwanie przed Bogiem daje  nam znane z dzieciństwa poczucie bezpieczeństwa, daje siłę, daje miłość. Przymioty rodziców wobec dzieci, takie jak autorytet czy miłość promieniują we wzajemnych relacjach. Dziecko o tym wie i pamięta, nawet jeśli jest daleko od domu. Ono żyje miłością. Nasze modlitewne trwanie przed Bogiem może w taki sam sposób dokonywać się zawsze i  ciągle.

Postawmy sobie pytanie: czego Bóg dokonuje na modlitwie? Aby to zrozumieć, spróbujmy odwołać się do Biblii (1Sm 3). Przeżycia Samuela, którego sam Pan Bóg uczy modlitwy mogą być tu wielką pomocą. Bóg prowadzi człowieka drogą modlitwy i ukazuje, że nie jest ona łatwa. Ukazuje także skutki modlitwy. Samuel stał się prorokiem, stał się mężem Bożym, ale jak pokazuje tekst, nauka modlitwy nie jest prosta. Nawet człowiek przygotowany duchowo nie zawsze może zrozumieć jej sens, bo nie zawsze może odróżnić to co jest wytworem wyobraźni od tego, co jest prawdą. Dopiero interwencja Boga wszystko wyjaśnia, jak miało to miejsce w przypadku Samuela. Sztuka modlitwy, czyli dialogu człowieka z Bogiem staje się wtedy zrozumiała. Dociera bowiem do człowieka to, co znajduje się w głębi jego przemienionej duszy.

Modlitwa to akt wiary, ale pierwszą rzeczą w modlitwie jest: umiejętność słuchania. Trzeba nauczyć się być człowiekiem, który nie odbiera tylko ludzkich dźwięków, ale słyszy rzeczywistość o wiele głębszą, który potrafi usłyszeć  głos Boga. Panu Bogu chodzi na modlitwie o to, abyśmy nauczyli się Go słuchać. Gdybyśmy sięgnęli do fragmentów Pisma Świętego mówiących o modlitwie, szczególnie do słów Pana Jezusa, to zobaczylibyśmy, że istotą modlitwy, tym o co tak naprawdę w niej chodzi jest przebóstwienie człowieka. Przebóstwienie, czyli uzdolnienie człowieka do przybierania takich cech, takich przymiotów, jakie miał Jezus Chrystus. Wówczas człowiek zaczyna mieć takie dyspozycje, jakie były w Osobie Syna Bożego. Zanika w nim słabość i skłonność do grzechu, a pojawia się dyspozycja do działania w łasce. Wtedy o wiele radośniej wypełnia on przykazania, tak wobec Boga, jak i bliźniego. Miłość, nawet ciężka i trudna staje się dla niego zadaniem stanowiącym zobowiązanie. Nie ma w nim strachu, zatrwożenia, pesymizmu i upadku. Jest wiara - owoc modlitwy. Gdyby nie więź modlitewna z Bogiem, przypominając sobie własną historię życia, różne życiowe sytuacje, człowiek mógłby ulegać negatywnym uczuciom, takim jak: próżność, nienawiść, zawiść. Reakcje emocjonalne brałyby zawsze górę. A ludzie, którzy się modlą i rozmawiają z Panem Bogiem często mówią: nie wiem skąd to u mnie jest. Inaczej już reaguję, inaczej pojmują wiele spraw. Ich spojrzenie jest ostrzejsze i pełniejsze, bo w ich wnętrzu działa Bóg. Celowo chcę tu ukazać aspekt dynamiczny modlitwy, czyli aspekt działania Boga w nas. Jeśli modlę się, to otwieram furtkę Panu Bogu i mówię: jesteś we mnie. A skoro we mnie, to i w moim małżeństwie. Warunkiem zaistnienia takiego stanu jest dialog. Przypomnijmy historię Samuela. W niej tkwi istota dialogowania.  On (Samuel) słucha, ale nie tylko słucha, bo co przyjdzie z samego  słuchania? - idzie do kogoś, by sprawdzić. I mówi: „Oto jestem” (1Sm 3,16). Nie zna jeszcze  głosu, ale idzie, odpowiada na jego wezwanie. Taka postawa jest postawą dialogu, postawą odpowiedzi. Trzeba to dobrze rozumieć. Trzeba sprawdzić, trzeba dowiedzieć się, trzeba rozumieć. Jest tu historia każdego małżeństwa. Historia oparta na rozumieniu  albo nierozumieniu.

Pierwszą rzeczą w dialogu, jest to, że Bóg pragnie dotrzeć do sfery intelektualnej, a przez nią do woli człowieka po to, by działania małżonków były wspólne. Określamy zatem najpierw cele i wyznaczamy je. Modlitwa daje siłę do wypełnienia  celu. Bóg  zaś wpływa na uczucia ludzkie i w ten sposób cały człowiek jest poddany łasce Bożej. Modlitwa zatem nie jest tylko jakimś formalizmem, traktowaniem statycznie Pana Boga. Trzeba nauczyć się pewnej modlitewnej wrażliwości by wiedzieć, kiedy Bóg przemawia do mnie naprawdę , a kiedy są to jedynie moje naturalne ludzkie wyobrażenia.

Wracając do historii Samuela widzimy, że Heli dopiero za trzecim razem zrozumiał, kto woła Samuela. „Rzekł więc Heli do Samuela: «Idź spać! Gdyby jednak kto cię wołał, odpowiedz: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha» (1Sm 3,9). To jest pierwszy warunek modlitwy. Owa dyspozycyjność jest  także pierwszym warunkiem dialogu.

Dialog chrześcijański jest dialogiem poniekąd potrójnym. Jest dialogiem ze sobą, bo muszę stanąć w sposób szczery przed drugą osobą, nie wykłócać się o moje racje, ale pojąć prawdę obiektywną, zrozumieć problemy, sytuację i okoliczności i  stawić się do dyspozycji. Taki ma sens  „oto jestem”. Przypomnę słowa papieża wypowiedziane do młodzieży w Częstochowie podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny: „Program życiowy zawarty jest w Apelu Jasnogórskim - mówił Jan Paweł II. Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie....pamiętam ...... czuwam”. Te trzy słowa, trzy tematy . Jeśli któryś wykreślimy, to i wiara jest spłycona, i miłość jest spłycona i  życie w konsekwencji upada. Jestem więc przed  Tobą: jak zezłoszczony, to zezłoszczony, a jak zatroskany, to zatroskany.

Istotnym staje się fakt bycia z kimś oraz uszanowanie tego stanu. Uszanowanie również tego ,że jesteśmy razem przed Bogiem. Dlatego prawdziwym dialogiem jest tylko dialog w łasce Bożej. Jeżeli człowiek chce  dialogować tylko o własnych siłach, bez uporządkowania swojego sumienia przed Panem Bogiem, to z takiego dialogowania nic nie wyjdzie.. Przeczytam wam fragment książki pt.„Gdybyśmy zaczęli od nowa” - p. Dreszerów: „Gdybyśmy zaczynali od nowa postanowilibyśmy prowadzić dialog. Nie umiemy ze sobą rozmawiać.  Kiedy próbujemy, dochodzi zawsze do spięć. Nic do niego nie dociera. Ona mnie nie rozumie ....Analizując nasze dotychczasowe pożycie stwierdzamy, że u progu naszego związku tkwił  zamiar prowadzenia dialogu. Ale zamiar tylko. Jeszcze przed ślubem bardzo lubiliśmy rozmawiać ze sobą i zwierzać się sobie. Planowaliśmy wówczas jak najwięcej rzeczy wykonywać razem, poznając się wzajemnie, coraz bardziej czekaliśmy na ślub, spodziewając się, że po nim już nic nie zakłóci naszego pożycia. Zakładaliśmy, z pewnej perspektywy czasu zbyt wiele, nie czyniąc wyraźnego, jasnego zobowiązania. Gdybyśmy zaczynali od nowa, zaczynalibyśmy od wzajemnego zobowiązania. Nie od uczucia, planów, nie od zamiarów, ale od zobowiązania. Zobowiązanie - słowo, które dzisiaj prawie doszczętnie zaniknęło, nawet wśród małżonków chrześcijańskich. Nie czyniąc wyraźnego, jasnego zobowiązania, dołączyliśmy do tych par, które w badaniach statystycznych okazały się mieć coraz większe trudności z porozumiewaniem się”.

Jeżeli chcecie, żeby w waszym małżeństwie było  szczęście, to istotne staje się zobowiązanie do dialogu. Chcę powiedzieć jasno, że zawsze ten dialog trzeba zaczynać na nowo.  Usiąść razem, rozstrzygnąć problemy. Nie jest ważne to, czy potrafimy rozstrzygnąć problem natychmiast. Ważne jest , by usiąść i rozmawiać , by próbować go rozwikłać, by na nowo zacząć rozmawiać o sprawach życia małżeńskiego i rodzinnego, dostrzegać problemy i nazywać je po imieniu. Nie uciekać od nich, nie zrażać się tym, że nie ma na nie odpowiedzi. Najważniejsze, aby umieć zobowiązać się i wyraźnie to zobowiązanie nazwać.  Dialog małżeński to jest owo <oto jestem >. Jestem w prawdzie, jestem współmałżonkiem, jestem ojcem, jestem matką, jestem z tobą - chcę prowadzić dialog i to dialog w modlitwie.

Pragnę pokazać wam taki prosty splot, mianowicie: nie będziecie dialogować dobrze, jeżeli nie będziecie nad sobą pracować. Dialog chrześcijańskich małżonków związany jest z ogromną pracą nad sobą, z ogromnym wysiłkiem i dlatego nie uzyskacie efektów bez modlitwy. Nie da się prowadzić uczciwego dialogu małżeńskiego bez modlitwy, niekiedy bardzo trudnej. Jeśli nawet będzie to „ciemna noc” waszego małżeństwa - musicie iść za głosem Bożym, bo tylko On poprowadzić was może do pełni miłości. Więc, żeby wytrwać, nie tylko w postanowieniach, zobowiązaniu, w dialogu, w rozwoju, konieczna jest modlitwa. Inaczej okopiecie się na pewnych stanowiskach i powiecie sobie: on już taki jest, ona już taka jest, nic tu już nie zmienimy. Taka postawa to  rezygnacja ze szczęścia. To jest rezygnacja z miłości. To jest formalizm, który wkrada się w małżeństwo i w dużym stopniu determinuje  jego rozpad.

Drugą książką, którą wam polecam jest to praca p. Grzybowskich pt. „W dialogu z tobą” Pierwszy rozdział brzmi: „spotykamy się, czy rozmijamy?” Dialog jest sprawą fundamentalną. Na płaszczyźnie komunikacji werbalnej rozumiemy się: Rozumiem, co ty do mnie mówisz, chociaż nie muszę się z tym zgadzać. Dialog jest od tego, aby zwyciężyły racje, aby zwyciężyło dobro, a nie siła, która może mieć różne synonimy. Rozumieć się coraz bardziej i bardziej - oto istota dialogu.  Zawsze startuje się z jakiegoś punktu i dialog sprawia, że porozumienie staje się głębsze.

 Dialog, tak jak u Helego, jest też waszą funkcją proroczą. Funkcję proroczą małżonków chrześcijańskich stanowi wychowanie. Rodzice mają być przekazicielami Słowa Bożego, przekazicielami prawdy.

Natura ludzka wymaga nieustannego uświęcania, czyli takiego podniesienia - jak stwierdza teologia, aby myślenie i ludzkie działanie było podobne do Chrystusowego. Abyśmy szukali prawdy i  z radością chcieli ją wypełniać. Byśmy szukali dobra, odkrywali dobro i je w swoim życiu realizowali.

Kiedy klękacie i macie wątpliwości co do sensu modlitwy, stawiajcie sobie pytanie: czego Pan Bóg może we mnie dokonać?. Po co potrzebny jest Bogu kontakt ze mną przez modlitwę? I wtedy wiele w naszych umysłach rozjaśni się, bo coraz głębiej zrozumiecie istotę relacji, to znaczy, komunikacji z Bogiem poprzez modlitwę. W modlitwie nie chodzi więc o to, że przeczytam fragment Pisma Świętego, i będę je próbował zrozumieć, ale o to czym naprawdę jest Słowo Boże czytane, czym jest Liturgia Słowa i do czego ona w konsekwencji prowadzi. A prowadzi ona na wyżyny, na sam szczyt - do Liturgii Ofiary, do Liturgii Dzieła Zbawczego.  Bóg mówi do człowieka: to co słyszałeś jest ponad twoją miarę, jest święte. I dlatego, że święte - potrzeba, aby człowiek  swoje życie, swoje pragnienia, które się w nim rodzą, nadzieje, która nie wygasa, swoje plany, zamiary i zobowiązania umieścił w Sercu Pana Boga. To jest ludzka droga na szczyt. To jest łaska Przybytku Świętego, którą człowiek przeżywa. To jest działanie Boże we mnie, w tobie, w nas!