Autor: ks. Krzysztof Grzejszczyk      

Proszono, żebym mówił na temat hierarchii wartości w życiu rodzinnym i małżeńskim. Hierarchia, przypomnę krótko, mówiąc po polsku oznacza porządek. A ponieważ różni jesteście z natury rzeczy, z charakteru , z wychowania, ze środowiska, zanim staliście się małżonkiem czy małżonką, stąd różne porządki życiowe wnieśliście w swoje życie małżeńskie czy rodzinne.

 Wiecie dobrze, co to znaczy borykać się z problemami stąd wynikającymi. Wielki problem stanowi np. wychowanie. Jak wychowywać dzieci, nie oddzielnie, ale razem. Jak pokazać dziecku wspólnie te same wartości. Nie mówimy tu więc o hierarchii byle jakiej, mówimy tu o hierarchii wartości. Dobrze wiecie, że życie człowieka musi być przeżyte godnie i wartościowo. Tym bardziej staje  się to ważne, kiedy staramy się przekazać dziecku wszystkie te wartości, które dla naszego życia są istotne i nakarmić nimi nasze dzieci. Musimy mieć jednak świadomość, że dziecko narażone jest na negatywne wpływy otoczenia. Te negatywne wpływy często na długie lata zostają w pamięci, zostają głęboko w duszy ze swoim destabilizującym czynnikiem i wcale nie będą budowały, wcale nie będą mobilizowały. Wychowanie to niebagatelny problem uświadomienia dziecku złożoności i różnorodności ludzkiego myślenia, określonych ideologii i poglądów.

Uświadomienie wolności wyboru, wolnej woli człowieka jako niepodważalnego prawa Bożego, ale z drugiej strony pokazanie zgubnych skutków niewłaściwych decyzji. To jest ważne zadanie i nikt was tu  nie może zastąpić.  Do was należy pokazać dziecku trwałą hierarchię wartości. Wiecie, że dziecko nie patrzy jeszcze z takiej perspektywy jak wy. Dziecko dopiero wchodzi w życie,  postrzega świat całkiem inaczej niż wy.

 Gdy stawiamy sobie dzisiaj problem, jaka ma być hierarchia wartości w waszej rodzinie, musimy dobrze przyjrzeć się najpierw jaka wasza rodzina jest naprawdę. Musimy postawić pytanie czy jest tak, jak mówi Pan Jezus. Czy w życiu na pierwszym miejscu znajduje  się Bóg.

Większość z was jeszcze niedawno sądziła, że dla małżonka najważniejsza jest małżonka, dla małżonki pierwszym jest małżonek , dla rodziców pierwszymi  są dzieci , dla dzieci pierwszymi to są rodzice. A to przecież nie tak. Przypomnę tu Sakrament Małżeństwa i słowa wypowiadane za księdzem, które nabierają szczególnego  sensu, szczególnej mocy: tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy jedyny i wszyscy święci. Przez te słowa zapraszacie do waszej miłości Boga , Boga osobowego,  Boga który jest Ojcem, Boga który jest Miłością. On zaś  prawdziwie przychodzi do was,  jako Bóg , nie tylko w majestacie, ale i w bliskości swojej. Tą bliskość przynosi wam po to, aby to co wielkie i święte mogło napełnić serca tak, by miłość między wami była możliwa, by  to ona was łączyła i ona was budowała. Ci,  którzy przeżyli nawrócenie, po latach borykania się z przeciwnościami, z nałogiem czy zniewoleniem dobrze wiedzą, że własnymi siłami człowiek naprawdę niewiele może.

A więc pierwszym w porządku wypełnienia miłości, pierwszym w porządku praktykowania miłości,  porządku kochania, musi być Pan Bóg. Jeśli się Go usunie , jeśli Go wstawi się do kąta, wtedy jest się zdanym tylko na własne siły. Rodzi się wówczas gorycz i przeświadczenie, że miłość taka, jaka była na początku: gorliwa, głęboka, trwała, miłość, która potrafiła wiele prób przetrwać, gdzieś się wypaliła.

Uczę od tego roku w szkole podstawowej. Jestem zaniepokojony bezmyślnością rodziców, którzy nie wychowują swoich dzieci. Wychowywać, to pokazać swojemu dziecku właściwy kierunek dążeń i umotywować go do właściwych wyborów. Większość dzieci szczerze mówi, że rozmowy w domu  dotyczą wyłącznie świata materialnego. Nawet jeżeli rozmawiają w rodzinie o sobie, o swoim życiu, to w kategoriach powierzchownych, w kategoriach doznań.

Hierarchia wartości w życiu rodzinnym staje się hierarchią bez ideałów. Pan Jezus powiedział do młodzieńca, który przyszedł i szukał wielkich rzeczy, że do ich znalezienia nie wystarczy tylko zachowywanie przykazań. Dla rzeczy wielkich trzeba zostawić wszystko. Wielką rzeczą jest miłość, miłość, której jedynym, prawdziwym źródłem może być tylko Bóg. Pytam was: kim jest Bóg w waszej miłości? Co On wnosi w wasze rodzinne życie? Popatrzcie na to choćby od strony prostych zwyczajów. Kwestia wspólnej modlitwy z dziećmi. Wychowanie religijne to wychowanie ku wierze. Ono jest ważne. Dziecko nie dostrzega jeszcze, że w dziedzinie studiów , w dziedzinie pracy zawodowej, w dziedzinie jakichś pozytywnych cech waszego charakteru, uzdolnień, temperamentu, darów naturalnych jesteście w pewnym sensie ograniczeni. Autorytet, na którym wasze dziecko buduje święte sprawy, na przykład wizję miłości zależy od wzoru miłości jaki w swoim domu doświadczyło.  Tak więc w waszych relacjach rozgrywa się przyszłość waszych dzieci i jeśli rozumiecie, że wasz autorytet kiedyś skończy się, to musicie sobie postawić pytanie: czyj autorytet, kiedy ja przestanę być ważny dla mojego dziecka, stanie się dla niego niezastąpiony? Czyj autorytet? Odpowiedź jest tylko jedna: autorytet Pana Boga. Nie może być on rozumiany w sposób fikcyjny. Jeśli rodzice wysyłają dziecko do kościoła, ważne jest, aby i oni byli praktykujący.

Nie można jednak na siłę zrobić z Pana Boga autorytetu wychowawczego. Tak niektóre babcie wychowują: będziesz przeszkadzał, to cię Pan Bóg ukarze. Znacie to? Ojcowie często dyspensują się od spraw wiary i nie chcą być autorytetami w tej dziedzinie. Mówią: mama cię nauczy pacierza, mama nauczy cię modlić się. Jest to błąd. Postawa ojca jest szalenie ważna dla ukształtowania się pojęcia Boga Ojca. Jaki ojciec, taka wizja Boga. Na to wszystko jednak jest lekarstwo. Nie ma beznadziejnej sytuacji, wszystko może uzdrowić miłość. Pan Jezus narodził się w  rodzinie, w której pierwszym był Bóg i  rodzinę tą nazywamy szczęśliwą i świętą.  Każdy człowiek chciałby mieć takiego ojca jak św. Józef. Umiał on Boga szanować, umiał Go słuchać, dlatego umiał także wobec Maryi wypełnić Boży plan, plan miłości.

W hierarchii wartości pierwszą troską jest to, by Pan Bóg zajmował właściwe miejsce w rodzinie. Modlitwa z dziećmi jest rzeczą niezastąpioną. Choćbyście później z dziećmi czytali Pismo Święte i wyjaśniali je, co jest też bardzo ważne, to modlitwa z dziećmi od samego początku jest szalenie istotna. Ojciec, który jest dla dziecka całym światem, matka, która jest dla niego naprawdę wszystkim, klękają ukazując dziecku swoją ogromną pokorę wobec Boga i wskazując na Boga jako na najwyższy Autorytet.

Poczucie autorytetu wynosimy z domu rodzinnego. I jest to sprawa szacunku. Pamiętam moich  rodziców. Gdzieś we mnie tkwi obrazek , kiedy moja mama i ojciec modlą się razem.  Nie wiem jakie wy macie obrazki ze swego dzieciństwa. Jako ksiądz często słyszę naprawdę dramatyczne apele i skargi od starszych, którzy mówią: proszę księdza moje dziecko mnie nie słucha.  I matka ma rację, bo dzieciak idzie opaczną drogą.

Wielkim problemem jest więc nauczyć dziecko takiego przeżywania życia, żeby odniesienie do Boga nie było czymś z zewnątrz, nie było wolą rodziców tylko, ale żeby było wewnętrznym pragnieniem, żeby było prawdziwą Odnową w Duchu Świętym. I ona jest możliwa w przypadku dzieci. Zaczyna się, kiedy klękacie z dziećmi i modlicie się. Jeśli nie umiecie modlić się spontanicznie to naprawdę wystarcza zwyczajna modlitwa, ale przeżywana w sposób poważny. Warto dodać intencje modlitewne i dziecko wtedy nabywa przekonania, że wszystko to jest kwestią relacji między mną a Panem Bogiem.

Albo kwestia dziękczynienia. Trzeba umieć Bogu dziękować za wiele rzeczy. Wiecie, że życie ma swoje tempo i często biegniemy, biegniemy i biegniemy wciąż dalej i dalej wyznaczając sobie cele bez końca.  Nie potrafimy się już zatrzymać i uświadomić, że już tyle rzeczy osiągnęliśmy i że jest za co Bogu dziękować, jest za co mieć wdzięczność. Kiedy skarżycie się, że dziecko nie potrafi pomyśleć samo , jeśli w szkole mu nie przypomną, że kwiatka wam nie przyniesie , to uderzcie się najpierw w piersi i pomyślcie, czy wy pokazaliście dziecku szkołę wdzięczności. Taką szkołę, w której trzeba dziękować za wszystko. Brat Chmielowski w  Powstaniu Styczniowym stracił nogę.  Kiedy umierał, zgromadził wszystkich swoich braci przy łożu i powiedział: za wszystko Bogu dziękuję, także za tę wojnę. Bóg musi znaleźć miejsce w waszym życiu.

Mądrzy ludzie rozpoczynają swoje zajęcia od modlitwy, od znaku krzyża. Jest to kwestia wiary,  jest to kwestia zaufania Panu Bogu, a nie kupczenia z Panem Bogiem. Pamiętacie żydowską Paschę? W ruchu neokatechumenalnym położony jest akcent na to, że na Paschę przychodzą rodzice z dziećmi. Jest taki moment, gdzie obrzędy muszą być wyjaśniane. I to nie kapłan je wyjaśnia. Dzieci odsyłane są do rodziców i to oni w tym momencie tłumaczą, co to jest Pascha, co to jest uroczysty chrzest, wyznanie wiary, co to jest Pismo Święte. Rodzice wtedy stają się dla dziecka kapłanami, nauczycielami i prorokami. Spotykam takie małżeństwa które w niedzielę , nie wiem czy was to nie zaszokuje , starają się w ogóle nie włączać telewizora. Chcą mieć ten dzień dla siebie, przynajmniej raz w tygodniu mieć radość bycia razem.

Mądrze trzeba pokazać dziecku świat wartości. Nie chodzi o to, by wszystko nazywać Bożym, ale żeby pokazać dziecku, że świat jest sam w sobie Boży, że człowiek sam w sobie jest dobry, bo jest dziełem Boga i stworzony jest na Jego obraz. Ma więc kochać tak jak Bóg. Ta miłość musi być wyrażona w codziennym życiu, w rodzinnych rozmowach, w pokonywaniu trudnych sytuacji i w podejmowaniu decyzji. Ważną rzeczą jest, aby umieć Pana Boga traktować w sposób rzeczywisty. A drugim po Bogu jest kto? Po Bogu jest oczywiście rodzina. Znamy to z Objawienia, znamy także z rzeczywistości naszego życia, ponieważ miłość wypełnia się nie gdzie indziej, jak w rodzinie. Tak więc druga wasza troska, to pokazanie wartości rodziny. Jest to ogromna odpowiedzialność, by pokazać dziecku, że razem z wami jest rodziną. Nawet jeżeli nie macie czasu dla dziecka, to bardzo was proszę, rozmawiajcie z nim, dlaczego nie macie dla niego czasu , że nie jest to wasza ucieczka, że nie jest to wasz egoizm, że to nie jest wasza wygoda. Pokazujcie dziecku to jak rozumiecie życie, co jest w nim wartością. Dziecko musi nauczyć się nie tylko wynosić śmiecie, bo o to najczęściej jest proszone, ale rozumieć, że ono nie tylko stanowi rodzinę, ale także tworzy jej oblicze. Ważne więc jest to, byście we własnej rodzinie umieli tak działać, by w tym działaniu odnajdywać wolę Bożą. Pan Bóg jest jedyną osobą, która, jeżeli czegoś od nas chce, to pragnie tego bezinteresownie dla nas, nigdy dla siebie. Jeżeli Pan Bóg chce dobra, to nigdy dla siebie. To my mamy z tego dobra korzystać. Jako Bóg błogosławi wszystkiemu.

Istotną wartością, trzecią po Bogu i rodzinie, jest to, bez czego nie można sobie wyobrazić egzystencji rodziny. Jest to praca, albo ściśle mówiąc jakość waszej pracy. Praca w rozumieniu Kościoła jest zadaniem, dzięki któremu człowiek  staje się bardziej sobą. W relacjach małżeńskich praca nie może was dzielić. I nie jest kwestią, ile kto przynosi do domu pieniędzy, tylko z jaką motywacją pracuje. Nie jest kwestią, ile pracuje, tylko ile miłości wkłada w pracę, by rzeczywiście była ona darem dla rodziny. Ale z drugiej strony pamiętajcie, praca nigdy nie może stać się bożkiem. Nie może stać się celem samym w sobie. Znam wiele małżeństw, które zapowiadały się dobrze. Startowały z różnych grup modlitewnych, z dobrych środowisk i w pewnym momencie wszystko wygasło. Coś się zagubiło. Zrodziły się niezdrowe ambicje. Ludzie gonią za praca, a nie pasjonują się tym, co robią. Gdzieś po drodze gubi się etos pracy. Potrzeba zatem wielkiej mądrości, by wasza praca była  przez dzieci i przez całą rodzinę zrozumiana i akceptowana.

Potrzeba umiejętności sprawiedliwego i dobrego podziału dóbr zapracowanych. Wielką sztuką jest także nauczyć dziecko dzielić się tym, co ma, nawet jeśli ma mało. Jest wiele okoliczności w szkole, żeby innym dzieciom pomóc, żeby dziecko z tych swoich kilku złotych umiało dać komuś potrzebującemu lub na jakiś dobry cel odłożyć.

Ważne jest, żeby u dziecka wypracować tą specyficzną wrażliwość, by w dorosłym życiu nie skąpiło, nie kalkulowało, kiedy pomoc jego staje się niezbędna, by własnych upodobań nie przedkładało nad dobro taty czy mamy, którzy w swojej starości nie potrafią sobie poradzić, a ambicja posiadania nie przesłaniała mu potrzeb, niekiedy bardzo podstawowych, własnej rodziny.