Autor: Iwona Madaj      

Dialog małżeński miejscem słuchania i dzielenia oraz podejmowania decyzji.

„Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą”. (Ps 127,1)

Dialog małżeński zwany zasiadaniem jest spotkaniem męża i żony w Bożej obecności, jest słuchaniem i dzieleniem, jest szukaniem woli Bożej dla małżeństwa i rodziny w celu jej wypełnienia w codziennym życiu.

 Wypełniając comiesięczny „obowiązek zasiadania” małżonkowie budują swoje  życie na skale, którą jest Chrystus. Motywacją podjęcia dialogu w obecności Jezusa (a więc trylogu) jest budowanie więzi między małżonkami i więzi z Bogiem, czyli komunii Osób. Więź taka wynika z prawdy,  że jesteśmy dziećmi Boga i członkami Mistycznego Ciała Chrystusa. Jest ona fundamentem zdrowia rodziny. Udany dialog małżeński zależy od dobrej woli współmałżonków, od nastawienia serca (czynne słuchanie, szczerość, akceptacja), od uświadomienia sobie sensu i celu dialogu.

Ważne jest też przygotowanie formy zewnętrznej spotkania: umówienie się co do czasu i miejsca, zajęcie pozycji siedzącej (oczywiście naprzeciwko siebie a nie np. twarzą do telewizora), wyłączenie telefonu, stworzenie ciszy zewnętrznej, ustawienie na stoliku świecy, biblii, krzyża. Można też ustawić symbolicznie krzesło dla Pana Jezusa , żeby pamiętać o Jego obecności.

Podczas dialogu dobrze jest mówić o uczuciach – prowadzą one do poznania głębszych motywacji własnego postępowania. Nie są one naszym „wrogiem”, lecz częścią nas samych a więc darem Bożym. Uczucia nie podlegają ocenie moralnej, pomagają one lepiej zrozumieć siebie w Chrystusie, pozwalają np., poznać nasze reakcje w sytuacjach analogicznych do tych, które przeżywaliśmy w dzieciństwie. Przykładowo, na odrzucenie czy brak akceptacji mogliśmy reagować gniewem czy wręcz chęcią zemsty. Taki sposób reagowania możemy zaobserwować u siebie i teraz, jednak świadomie wybieramy drogę przebaczenia, naśladowania Chrystusa w znoszeniu krzywd. Wtedy nie „trwamy” w uczuciu: gniewu, nienawiści, chęci zemsty, nie trwamy w tym, co już określamy grzechem. Taka analiza uczuć i wybór postępowania prowadzi do metanoi, czyli przemiany myślenia na sposób Chrystusowy.

Płaszczyznami dialogu mogą być następujące tematy:  ja i ty, więź seksualna, życie z Bogiem (nie należy ukrywać trudnych uczuć!), praca, wykorzystanie czasu, zdrowie, wspólnota, finanse, zamiłowania, relacje z rodziną, przyjaciółmi (nie bój się tematów trudnych!) Po to jest dialog, by podejmować niełatwe wyzwania. Sprawy proste omawiane są na codzień.

Podejmując dialog wyrażamy zgodę na podjęcie trudu, który jest naszą odpowiedzią na dar sakramentu małżeństwa. Brak dialogu sprzeciwia się miłości wzajemnej, więzi, wzajemnemu zaufaniu. „Dar udzielony podczas uroczystości sakramentalnej jest życiowym przykazaniem dla małżonków chrześcijańskich, a zarazem podnietą, by z każdym dniem zmierzali ku coraz głębszej więzi pomiędzy sobą” ( JPII FC19)

Dobrze jest na początku dialogu uzmysłowić sobie trzy zasady: słuchanie przed mówieniem, dzielenie przed dyskutowaniem, rozumienie przed ocenianiem.

 Małżeństwo chrześcijańskie budujemy jednak przede wszystkim na Słowie Bożym.  Jedyną normą postępowania i sposobu myślenia jest więc OSOBA Jezusa Chrystusa.

W małżeństwie są sprawy, poglądy, o których nie możemy jeszcze mówić w kategoriach „my” lecz „ja”, ale z pewnością nie możemy posądzać współmałżonka o złą wolę. I taki zdrowy dialog polegający na wymianie myśli, na szczerej rozmowie serca z sercem, powinien doprowadzić do tego ewangelicznego ideału: „jeden Duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących...nikt nie nazywał swoim tego co posiadał”(Dz 4, 32). Kiedy Jezus jest z nami, a jest wtedy, gdy Go o to poprosimy, taka zgodność poglądów i działań jest możliwa, bo miłość Boża rozlana w sercach naszych przez Ducha Świętego, którego jesteśmy mieszkaniem, uzdalnia nas do czynienia dobra zgodnego z wolą Tego, który jest tą miłością. Jezus jako dobry pasterz nie jest uciekającym przed wilkiem najemnikiem. On wykazuje błąd, napomina z miłością, wychowuje, a jak trzeba, to bierze na swoje ramiona. My też mamy być tacy w dialogu, zgodni we wzajemnych uczuciach, ale nie sympatyzujący z grzechem! Nieraz wystarczy spojrzenie pełne akceptacji i miłości, żeby pomóc wyjść z grzechu. Nieraz Bóg dopuszcza na nas jakąś słabość, nędzę, z której świetnie sobie zdajemy sprawę i gderanie na ten temat tylko może nas nawzajem na siebie pozamykać. Dokładnie przeciwnie działa otwartość, szacunek, akceptacja, nieosądzające spojrzenie, pragnienie poznania drugiej osoby. Trzeba miłości, żeby poznać współmałżonka, ale też trzeba wciąż poznawać, żeby kochać. I po to jest dialog.

Szacunek, konieczny w dialogu, czyli spotkaniu, zakłada uszanowanie świata wartości współmałżonka . Nie możemy więc zmuszać go czy prosić o rzeczy, które są wbrew jego sumieniu. Wzajemne poddanie w bojaźni Chrystusowej (por. Ef 5,21) zakłada właśnie uszanowanie sumienia, które jest ostatecznym kryterium naszego postępowania. Celem wzajemnej uległości jest zjednoczenie naszej woli z wolą Jezusa a nie wspólne „brnięcie” w grzechu, a więc tzw. wpadanie w dół na skutek prowadzenia ślepego przez ślepego (por.Mt 15,14).

Dużym zagrożeniem dla dialogu jest kpina, ironia, przerywanie mówiącemu lub tzw. „apatyczne słuchanie”, osądzanie czy pochopne uwagi spowodowane emocjami, połowiczne przebaczanie oraz brak wiary w to, że Duch Święty może zmienić mojego współmałżonka.

“Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważanie – wraz z wszelką złością” (Ef 4,31) Wyzwolenia od nieprawości szukać możemy jedynie w Bogu. Świadomość wiary i przylgnięcie do Jezusa Chrystusa pozwolą nam głębiej doświadczyć obecności Boga w  naszym życiu rodzinnym i małżeńskim. „Kto wierzy w Syna Bożego, ten ma w sobie świadectwo Boga” (1J5,10). Nasze życiowe upadki, małżeńskie   nieporozumienia nie mogą nam zaćmić obrazu Boga. Musimy pamiętać, że jest On dla nas jedynym skutecznym ratunkiem, jedynym prawdziwym oparciem i tylko na Nim może zostać odbudowane to, co z czysto ludzkiej ułomności ulega nieprawości. Rzecznikiem  najdoskonalszym wobec Ojca Niebieskiego pozostaje  zawsze Jezus Chrystus, Boży Syn, który będąc Miłością Miłosierną wskazuje nam źródło doskonałej jedności. Z tego źródła rodzi się szczególna małżeńska więź, a z niej wyrasta prawdziwe porozumienie małżonków, nazywane dialogiem małżeńskim. Dzięki temu szczególnemu powiązaniu dialog małżeński staje się „trylogiem”. W życie małżeńskie zapraszany jest Chrystus.

W dialog małżeński wprowadzamy Boga  od samego  początku spotkania. Dokonuje się to  na modlitwie wstępnej. Pamiętamy bowiem o obietnicy Chrystusa, “gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20). Pamiętamy również i te słowa  “gdzie dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec” (Mt 18,19 ), dlatego dialog kończymy zawsze modlitwą prośby, dziękczynienia i uwielbienia.

 Modlitwa wstawiennicza usprawnia człowieka do zerwania z grzechem, do  porzucenia tego wszystkiego, co prowadzi do zła i degradacji. Człowiek odnawia się duchem (por. Ef 4,23), a ta odnowa w Duchu tworzy  “człowieka nowego, stworzonego według Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości” (Ef 4, 24).

Owocem dialogu chrześcijańskiego staje się zawsze wielkie duchowe dobro, wyrażające się wzajemną miłością, radością i pokojem.

Każde prawidłowo przygotowane spotkanie – dialog (trylog) wymaga pewnych działań czysto organizacyjnych. Trzeba wybrać miejsce i czas spotkania. “Usunięcie się” od świata, które jest  istotnym warunkiem takiego spotkania wymaga zabezpieczenia bytu rodziny i zapewnienia opieki dzieciom na czas spotkania. Ale najistotniejszym problemem dialogu jest wola małżonków. Od ich  woli, od ich niczym nieskrępowanej zgody zależny jest często efekt  spotkania.

Tematykę dialogu stanowią różnorodne problemy, zarówno te, z pozoru najprostsze sprawy życia codziennego, jak i te  sięgające głębi przeżyć metafizycznych. Przeżywane uczucia, emocje, a nawet rozterki, stać się mogą swoistym egzystencjalnym przynagleniem do podejmowania tematyki budowania “kościoła domowego”, czyli wspólnoty rodzinnej na Bożych przykazaniach, Bożym prawie i na Bożych podstawach. Pamiętamy, co nam mówi psalmista  „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą” (Ps 127,1).

Na czas dialogu nie bójmy się oderwać od tego, co dla nas stało się nieomal niezastąpione. Wyłączmy telewizor, radio, telefon. To się po prostu opłaca! Tylko w wyciszeniu odnaleźć można myśl Bożą odnośnie mojej rodziny, mojego małżeństwa, hierarchii spraw i obowiązków rodzinnych, zawodowych czy społecznych i podejmować właściwe decyzje, tak by ich urzeczywistnianie stawało się naszym fundamentalnym zadaniem na drodze życia zgodnego  z wolą Bożą. A wtedy Jezus powie o nas: “...kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” (Mk 3,35). I wtedy już możemy powiedzieć o sobie, że należymy do najbliższej rodziny Jezusa, że mieszkamy w Jego domu. Nie bójmy się trudności, różnych wizji spraw, często wynikających z różnicy wartościowania, wyniesionych z rodzinnego domu. Nie bójmy się negatywnych emocji, uczuć lecz szukajmy ich źródła.

Bójmy się natomiast braku dialogu, albo “pustych pól dialogowych” (np. więź seksualna, życie z Bogiem na sposób Chrystusa, wychowanie...), bo takie świadome ucieczki można nazwać grzechem przeciwko jedności małżeńskiej. Wtedy milczenie staje się wrogiem miłości.

Podsumowując: dialog to dłuższa chwila czasu (przynajmniej półtorej godziny), spędzona przez małżonków w spokoju (ciszy zewnętrznej!), co miesiąc, razem, w szczerej rozmowie, w celu usunięcia wszystkiego, co zagraża jedności małżeńskiej, w celu umocnienia ich ogniska domowego, chwila spędzona pod okiem Bożym i przy Bożej pomocy.

A jakie jest twoje nastawienie do dialogu? Jakie masz wątpliwości? A może praktykujesz go i chciałbyś własnym świadectwem  wewnętrznie zbudować siostry i braci w Chrystusie, na wspólnej drodze do domu Ojca ?

Przygotowano na podstawie: Zeszyt 1 Domowego Kościoła, wyd.2, 1986