Jezus robił to, co chciał Ojciec...On objawiał Mu to w odpowiednim czasie...Miałam nogę w gipsie, potem w szynie, potem
rekonwalescencja. Wyjechałam na wieś i tam, w kosciele, w miejscowej gazecie przeczytałam wywiad z jezuitą o rekolekcjach
ignacjańskich. Postanowiłam czas samotności wykorzystać na takie rekolekcje w ciszy. Wyłączyłam komórkę (za zgodą
męża),radio (telewizji i komputera z internetem nie miałam),powiedziałam sąsiadce, że zgłszę się po rekolekcjach, więc,
żeby wstrzymała wizyty. Zrobiłam sobie plan medytacji w oparciu o Ewangelię św. Jana wg metody św. Ignacego (jestem już po
Ćwiczeniach Duchowych u ojców jezuitów). Zaplanowałam codzienną Mszę św., rekolekcyjną Spowiedź św. Jakże owocny to był
czas!Doświadczenie obecności Jezusa, Jego miłości...Wskrzesił mnie na nowo do życia (Słowo jest życiem), byłam "martwa"
przez narastający konflikt z mężem, przez depresję, lęki. Wszystko wróciło do normy!Na Spowiedzi miejscowy proboszcz
pouczył mnie wersetem z 1 Listu św. Jana. "Wstrzelił się w dziesiątkę" w moje rekolekcje! To był Jezus! Pojednałam się z
mężem, podjęłam pracę opiekunki, "zniknęła" depresja i lęki. Wróciła radość i pokój w sercu...Cała rodzina na tym
skorzystała...chwała Panu!

6 września 2017