Autor: Iwona Madaj

Wszyscy rzutujemy na Boga obraz wyniesiony z naszych wcześniejszych doświadczeń z własnymi rodzicami (poczęcie, przebywanie w łonie matki, dzieciństwo, okres dorastania). Jeżeli rodzice odnosili się do nas czule i z empatią, byli stanowczy i konsekwentni, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że rozwiniemy w sobie pozytywny obraz Boga i pełne miłości zaufanie do Niego. Z wiekiem, poznając nauczanie Jezusa (Ja i Ojciec jedno jesteśmy, Kto widzi Mnie, widzi i Ojca) będziemy utożsamiać obraz Ojca miłującego i miłosiernego z obrazem Jezusa Dobrego Pasterza. Taki obraz Ojca miłosiernego Jezus przedstawia w przypowieści o synu marnotrawnym: obraz czułego, przebaczającego grzechy, cieszącego się z powrotu Rodzica.

Po czym możemy poznać, że nasz obraz Boga nie w pełni odpowiada temu modelowi? Gdy jest w nas lęk przed karą za każde uchybienie, postawa zasługiwania na miłość, to może w nas dominować obraz Boga karzącego najmniejsze przewinienia, Boga niemiłosiernego. Może pokutować w nas tzw. agresywny ojciec, rodzic jednocześnie bliski i odrzucający. Trzeba wtedy dochodzić do obrazu Boga, który mnie stwarza i podtrzymuje, uzdalnia do pełnienia Jego woli, Boga miłującego za darmo i czułego Ojca.

Gdy obserwujemy w sobie obraz Boga pozbawionego uczuć, bezdusznie notującego ludzkie przewinienia, policjanta czy małostkowego księgowego, to żyjemy w ciągłym strachu przed grzechem, przed takim Bogiem. Wpadamy w skrupuły religijne, widzimy grzech tam, gdzie go nie ma.Wpadamy w perfekcjonizm, drobiazgowe rozliczanie się z każdej czynności, słowa, myśli. Taki obraz Boga buchaltera i strażnika przepisów mógł się w nas ukształtować przy rodzicach nadmiernie wymagających, rodzicach rygorystach skrupulatnie rozliczających z każdego zachowania, też praktyki religijnej. Trzeba w takich wypadkach dążyć do obrazu Boga wspaniałomyślnego i empatycznego, szanującego nasze pragnienia, z czułością pochylającego się nad dzieckiem, które się potknęło i upadło.

Gdy nosimy w sobie obraz Boga osiągnięć, to oceniamy siebie , swoją wartość po wykonanej pracy, osiągniętych sukcesach. Bóg wtedy łaskawie głaszcze nas po główce. Może tak być, gdy rodzice mieli dla nas za mało czasu z powodu zaangażowania w pracę zawodową, głosili kult pracy i osiągnięć życiowych. Taki model może w nas wzbudzić postawę do samozniszczenia, chorobliwego poczucia winy. Bóg władca, z góry spoglądający na człowieka jest daleki od Boga miłującego i miłosiernego.Trzeba wtedy w sobie kształtować postawe zaufania, zawierzenia mimo słabości, uświadamiania sobie bliskości Boga pełnej czułości na wzór matki przytulającej do policzka niemowlę.

Może też w nas być demoniczny bóg śmierci, który czyha na każdy błąd, żeby mnie uśmiercić. Jest obojętny i nie pozwala mi żyć. Wtedy towarzyszyć nam może uczucie opuszczenia i zdradzenia, negacji życia, lęk przed śmiercią. Trzymamy się wtedy histerycznie Boga kochając bliźniego, ale nie siebie samego. Może jesteśmy dzieckiem niechcianym, obwinianym za wszystko i stąd ukształtował sie w nas taki fałszywy obraz Boga? Trzeba się temu przeciwstawić. Bóg mówi: Nie chcę śmierci grzesznika, ale żeby się nawrócił i miał życie. Bóg stwarza, daje rozwój, jest dawcą życia.

Warto uświadomić sobie w jakiego Boga wierzę? Czy "mój Bóg" jest Bogiem prawdziwym?

Korczówka, 9 lipca 2018