Autor: Iwona Madaj

Podstawami biblijnymi tego etapu duchowego mogą być słowa św. Pawła: „żyję już nie ja, żyje we mnie Chrystus”(Ga 2,20). Też słowa proroka Izajasza:”małżonkiem twoim twój Stworzyciel”(Iz 54,5) (małżeństwo duchowe). Też słowa Jezusa:”abyście się wzajemnie miłowali tak jak Ja was umiłowałem”(J 15,12) można odnieść do tego okresu (upodobnienie się w miłości do Chrystusa).

Opis tego etapu rozwoju można znaleźć u wielu świętych. Św. Teresa z Lisieux tak pisze o tym okresie:

Rozumiem i wiem z doświadczenia, że „Królestwo Boże jest w nas”[...]czuję, że [Jezus] we mnie, w każdej chwili, prowadzi mnie i podpowiada, co winnam powiedzieć lub uczynić”.

W innym miejscu:”O tak, czuję to, że kiedy jestem miłosierna, wtedy Jezus sam działa we mnie; im mocniej jestem z Nim zjednoczona, tym bardziej kocham wszystkie moje siostry”. Proszona o pożegnalne słowo, Teresa odpowiada:”Wszystko powiedziałam...jedynie miłość coś znaczy”.

Św. Teresa niejako „przeskakuje” etapy rozwoju duchowego (oczyszczenie, oświecenie) i od razu wchodzi w etap zjednoczenia, przy czym nie ma żadnych wizji itd.

Św. Teresa z Avila opisuje ostatni etap rozwoju duchowego jako małżeństwo duchowe, kres modlitwy:

Pomyślcie, jaka musi być wzniosłość uczuć tej duszy, w której Pan zamieszka!...Jaka wzgarda czci i honorów świeckich! Jaka wzgarda samej siebie daleka od wszelkiej najlżejszej chęci pragnienia szacunku i uznania u ludzi! Bo jeśli ustawicznie jest przy Nim, nigdy nie myśli o samej sobie; wszystka jej myśl do tego zmierza, aby Mu coraz bardziej stawała się przyjemną, aby coraz to nowe wynajdywała sposoby, jak i w czym okazać Mu miłość swoją. To jest kres modlitwy.; do tego ma służyć i to małżeństwo duchowe, aby z niego rodziły się czyny, i jeszcze raz czyny.”

Matka Teresa o tym okresie zjednoczenia, o małżeństwie duchowym pisze tak:

Kim jest dla mnie Jezus?...Trędowatym, by umyć jego rany, żebrakiem, by obdarować go uśmiechem, pijakiem by go wysłuchać, umysłowo upośledzonym, by go chronić, maluczkim, by go objąć, ślepym, by go poprowadzić, głuchoniemym, by mówić za niego, kaleką by kroczyć za nim, narkomanem, by przyjść mu z pomocą, prostytutką, by uwolnić ją z niebezpieczeństwa i przyjść z pomocą, więźniem, by go odwiedzić, starcem, by mu służyć...Dałam Mu wszystko, nawet moje grzechy, a On poślubił mnie w czułości i z miłości. Teraz i na życie wieczne jestem zaślubiona memu ukrzyżowanemu Małżonkowi...

Cechą charakterystyczną tego etapu jest miłość wyrażona w czynach. Ale miłość ta jest już Boska. Stajemy się bowiem Bogiem przez uczestnictwo, jak to ujął św. Jan od Krzyża. Zjawiska nadzwyczajne (lewitacja, wizje u św. Teresy z Avila, stygmaty u o. Pio, wizje u s. Faustyny) nie są konieczne do zjednoczenia z Bogiem, np. św. Matka Teresa przez 50 lat żyła w ciemności...Mała Tereska przyznaje się do nocy wiary, też nie miała żadnych wizji…

U św. o.Pio okres zjednoczenia z Bogiem też odznacza się miłością. Tak pisze cztery miesiące po otrzymaniu stygmatów: „Mój Ojcze, czuję, że topnieję w ogromnym oceanie miłości Ukochanego. Doświadczam ciągłych niestrawności, sycąc się nią nieustannie. Mimo to słodka jest gorycz tej miłości i miły jej ciężar; to nie pomniejsza jednak faktu, że dusza nie jest w stanie unieść ogromu tych uniesień, dlatego czuję się wyniszczony i zwyciężony. Małe serce nie jest w stanie pomieścić tej ogromnej miłości. To prawda, że On jest wewnątrz i na zewnątrz. Lecz, mój Boże, kiedy wlewasz się w to małe naczynie, prowokujesz mękę nie do zniesienia: wewnętrzne ściany tego serca doznają odczucia, jak gdyby miały wkrótce pęknąć i jestem zdziwiony, że to się jeszcze nie stało. To prawda, że kiedy ta miłość nie może dostać się do środka tego małego naczynia, wypływa na zewnątrz. Jak można pomieścić Nieskończonego w sobie? Mój Boże, czuję, że umieram!”(I,524)

U św. Ignacego etap zjednoczenia następuje na drodze ĆD IV. Ostatnią kontemplacją jest kontemplacja dla uzyskania miłości. Kontemplujemy miłość otrzymaną i odpowiedź na tą miłość.

Na tym etapie zjednoczenia św. Ignacy miał tą łaskę, którą można nazwać zjednoczeniem przemieniającym (unio transformans), związkiem duchowym (matrimonium spirituale).” Dusza odczuwa Boga w sobie obecnego i działającego w sposób habitualny (nawykowy). Św. Ignacy nazywa to łatwością znajdowania Boga, łatwością mistycznego kontaktu z Nim. Samo zaś natężenie tego odczucia może być i bywa zmienne, nigdy jednak lub prawie nigdy nie znika całkowicie. Dusza ma świadomość uczestniczenia w wewnętrznym życiu Boga-Trójcy, a świadomość ta -jasna, pewna i darząca niezmąconym spokojem- godzi się doskonale z najbardziej nawet absorbującą działalnością zewnętrzną. Dusza w samej swej głębinie z Bogiem biernie zjednoczona, Bogu wydana i Bogiem żyjąca, jest właśnie dzięki temu zdolna do podejmowania najcięższych trudów i ofiar w służbie dla chwały umiłowanego ponad wszystko Boga”. (Pisma wybrane, t.I, s.283nn)

św. Ignacy odnajdywał Boga we wszystkich rzeczach, nie tylko w sobie. W duchowości karmelitańskiej podkreśla się obecność Boga w sobie. Bł. Elżbieta od Trójcy Świętej doświadcza obecność całej Trójcy w sobie. Odkrywa swoje powołanie jako bycie „uwielbieniem Chwały”. To doświadczenie ostatniego etapu rozwoju duchowego człowieka ma swoje podstawy biblijne. Jezus obiecuje tym, którzy Go miłują (wypełniają przykazania), że zamieszka w nich razem z Ojcem. Natomiast w rozmowie z Nikodemem obiecuje Królestwo tym, którzy narodzą się z Ducha. Na tym etapie rozwoju człowiek staje się całkowicie posłuszny prowadzeniu Ducha Świętego (Jego natchnieniom). Towarzyszy temu pokój i radość.

„Radość duchowna-owoc całych ćwiczeń, bo owoc zgodności z wolą Bożą (wola Boża naszym pokojem, hasło Jana XXIII), jest szczególną łaską IV tygodnia. Jest to radość dobrego wyboru, radość z Jezusem zwycięskim i szczęśliwym, z Maryją i apostołami, radość z całym światem odkupionym za cenę Męki. Radość duchowna, pocieszenie, odgrywało w życiu Ignacego ogromną rolę. Była mu siłą, wyrazem i dowodem namacalnym miłości Bożej ku niemu i jego miłości ku Bogu, potwierdzeniem w trudnych wyborach i decyzjach.”(Pisma wybrane)

Można więc powiedzieć o tym okresie, że osoba jakby wychodzi z siebie, żeby przejść w swego Stwórcę i Pana, żyje w ciągłym skupieniu, pocieszeniu duchowym. Bóg sam w niej i przez nią wypełnia swoją wolę. Człowiek może wtedy powtórzyć za Chrystusem, że jego pokarmem jest pełnić wolę Ojca.

Na tym etapie zjednoczenia można już mówić o doświadczeniu mistycznym rozumianym jako doświadczenie obecności Boga i Jego poznanie( też doświadczalne). Św. Jan od Krzyża pisał, że Bóg jest obecny w duszy przez istotę (też w grzeszniku), łaskę(w duszy bez grzechu ciężkiego) i odczucie duchowe. Na etapie zjednoczenia mamy do czynienia z pełnią obecności Bożej w duszy. Dusza może w sposób doświadczalny poznać Boga, Jego np. Bóstwo, Wszechmoc, ale nigdy nie w sposób pełny. Całkowite poznanie Boga nastąpi bowiem w życiu przyszłym. Takie doświadczalne poznawanie Boga może się odbywać na drodze kontemplacji wlanej. To Bóg się udziela duszy, podczas gdy ona pozostaje bierna.

Wydaje się, że mogą być różne „zjednoczenia z Bogiem”: na drodze kontemplacji ewangelicznej i działania – służby dla Boga (św. Ignacy), na drodze poufałego kontaktu z Bogiem („mój Miły jest mój a ja jestem Jego”(Pnp) czy św. Jan Ewangelista spoczywający na piersi Jezusa), na drodze zjednoczenia w sakramentach świętych, szczególnie w Eucharystii. Miłość służebna będzie się zawsze objawiać w doskonałym wypełnianiu obowiązków stanu i heroiczności cnót (kryterium świętości).

Wydaje się, że łaski mistyczne mogą być obecne na wcześniejszych etapach rozwoju duchowego (np. oczyszczenia) i pomagać w tym rozwoju. Nie są to wizje, słowa nadprzyrodzone, ekstazy tylko doświadczalne poznanie przymiotu Boga i odczucie Jego obecności( Wszechmocy i Bóstwa; odczucie obecności w Eucharystii podczas adoracji, uszczęśliwiająca relacja).

Etap zjednoczenia można przeżywać na drodze modlitwy (VII mieszkanie Twierdzy...św. Teresy od Jezusa), małych uczynków miłości („w sercu Kościoła będę miłością”-Mała Tereska), zjednoczenie przez miłość u św. Jana od Krzyża -wiara, nadzieja, miłość, pokorna pewność zbawienia i miłość służebna, pełna uszanowania u św. Ignacego.

Często etap zjednoczenia poznajemy po tym, że dusza jest zdolna do najcięższych trudów i ofiar, jednoczy się w tajemnicach bolesnych tak głęboko, że cierpienie daje jej już tylko radość (dopełnia udręk Chrystusa dla dobra Ciała Mistycznego, jakim jest Kościół). Zwieńczeniem takiego krzyża może być śmierć męczeńska. Przykładem takiego zjednoczenia z Bogiem może być św. Edyta Stein, która przeżyła odrzucenie przez rodzinę, przyjaciół, współpracowników, naród (jak Jezus).

Cierpienie ekspijacyjne na etapie zjednoczenia obserwujemy też u św. Ojca Pio, Małej Tereski czy u św. Faustyny Kowalskiej.

Podsumowując, ostatni etap rozwoju duchowego człowieka, którym jest zjednoczenie z Bogiem, można domniemywać, że najważniejsza jest MIŁOŚĆ, bo „Bóg jest miłością”. Miłość ta wyraża się w czynach i jej źródłem jest sam Bóg. Miłość miłosierna wyraża się w uczynkach miłosierdzia co do duszy i co do Ciała w sposób natychmiastowy i z przyjemnością (heroiczność cnót). Odbywa się to pod natchnieniem Ducha Świętego, co można poznać po owocach: miłość, radość, pokój, dobroć, cierpliwość, uprzejmość, wierność, łagodność, opanowanie (por. Ga 5,22).

Do etapu zjednoczenia dochodzi się dzięki łasce Bożej, ale też dzięki współpracy z tą łaską.

Nie wydaje mi się, żeby to była łaska tylko dla wybranych, gdyż powołanie do świętości jest powszechne. Faktem jest jednak, że nie wszyscy na tą łaskę odpowiadają.

Etapu zjednoczenia nie należy mylić z fenomenami nadprzyrodzonymi typu lewitacje, ekstazy, stygmaty itd, choć mogą tej łasce towarzyszyć. Przeważnie życie na tym etapie jest proste, pokorne, zwyczajne. Może być jednak nadzwyczajne jak w przypadku Teresy Wielkiej (liczne fundacje klasztorów, reforma klasztoru wraz ze św. Janem od Krzyża) czy św. Ignacego Loyoli (Ćwiczenia duchowe owocujące od wieków itd.). Życie na etapie zjednoczenia z Bogiem zawsze łączy się z misją.Na tym etapie mogą pojawiać się grzechy lekkie, takie jak zdenerwowanie (VII mieszkanie Twierdzy wewnętrznej), ale szybko się z nich wychodzi, bo nie mają korzenia. Chociaż św. Jan naucza, że „każdy, kto się narodził z Boga, nie grzeszy, lecz Narodzony z Boga strzeże go, a Zły go nie dotyka”.(1J 5,18)

Warszawa 13 stycznia 2017 roku