Autor: Iwona Madaj      

Wychodząc na nasze spotkanie zauważyłam, że nasz sześcioletni synek w programie Ziarno oglądał spotkanie papieża z dziećmi. Jest to takie ciepłe i wspaniałe doświadczenie. Kiedy widzę gesty papieża w stosunku do dzieci myślę, że jest On dla nas osobą, która promieniuje wszystkimi owocami Ducha Świętego. Promieniuje miłością, łagodnością, cierpliwością, radością i pokojem. Jeśli ponoszą mnie emocje na dziecko, bo coś tam spsociło, to zanim zareaguję, powinnam zastanowić się jakby papież postąpił w takiej sytuacji z moim dzieckiem? Może przykryłby go swoim płaszczem, albo przytulił?

Największym darem Ducha Świętego w naszej rodzinie jest miłość, miłość wzajemna nas małżonków, z której rodzi się miłość do dzieci. To jest zdecydowanie największy dar. Podam przykład z własnego życia. Miałam wtedy 42 lata. Pojechałam na rekolekcje do Magdalenki. Podczas medytacji, mającej ujawnić w obliczu Boga moje najgłębsze pragnienie, zdumiało mnie, że było nim pragnienie trzeciego dziecka. Przyjechałam do domu i opowiedziałam o wszystkim mężowi, ale on nie odnajdywał w sobie takiego pragnienia. Pewnego dnia jednak, mąż przyszedł po modlitwie w kaplicy i – on, człowiek bardzo opanowany i spokojny, wszedł rozpromieniony i oświadczył, że taka miłość Boża ogarnęła go, że nie wie, co z nią zrobić. Musi ją komuś dać. Musimy mieć trzecie dziecko – powiedział – bo ja z tą miłością w sobie nie wytrzymam. Było to potwierdzenie moich pragnień rekolekcyjnych. W najbliższym cyklu zaszłam w ciążę i urodziło się trzecie dziecko. Doświadczyłam, że miłość Boża promieniuje w obie strony. To dziecko dla nas jest wielkim darem. Wszystkie dzieci są darem, ale to stanowi dar wyjątkowy. Kiedy jest chory i w nocy wymiotuje, mój mąż staje nad jego łóżeczkiem, kładzie mu ręce na głowę i modli się o uzdrowienie. Zawierzamy Bogu tą trudną sytuację. To daje nam pokój. Nieraz Bóg przychodził z łaską uzdrowienia. Korzystanie z charyzmatów w takich trudnych sytuacjach pozwala nam doświadczyć, że Duch Święty jest i że jest Miłością. Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który w nas mieszka. Jesteśmy świątynią Ducha Świętego!

W życiu doświadczamy także tego, co się sprzeciwia miłości. Jest to przemoc, zarówno psychiczna, jak i fizyczna. Stosujemy ją w słowach lub w geście. Przemoc blokuje w nas działanie Ducha Świętego. Wyrasta na fundamencie ludzkiej pychy. Wydaje nam się wtedy, że mamy pełną władzę nad dzieckiem, nad jego grzechem i niedoskonałością. Święty Augustyn przestrzegał: jeżeli karzesz – karz z miłości, jeżeli przemilczysz grzech, to rób to z miłości, ale także: kochaj i rób co chcesz. Miłość musi motywować się w intencji. Jeżeli zaistniała przemoc, zastanówmy się jaka była nasza intencja, bo tylko z dobrej intencji biorą się dobre czyny.

Drugim grzechem przeciwko miłości, jest brak wdzięczności. Może on wyrażać się poprzez chciwość. Święty Paweł pisze: jeżeli macie dach nad głową i macie co zjeść, to w zasadzie już macie Bogu za co dziękować ( por. 1 Tm 6, 8). Zastanawiam się, czy potrafię w duchu wdzięczności, codziennie wieczorem w rachunku sumienia, dziękować Bogu za to, że miałam co zjeść, że miałam dzieciom co dać zjeść, że mamy dach nad głową. Ile jest we mnie chciwości, która powoduje, że ciągle jeszcze pragnęłabym więcej i więcej. Chciwość jest owocem niezaspokojonej miłości. Jeżeli spotykam się z Panem Jezusem na modlitwie i odkrywam Go w sobie, to miłość Jezusa do mnie i miłość moja do Jezusa tak mnie zaspakaja, że w zasadzie już nie pragnę innych rzeczy. Chciwość może się także wyrażać w niezaspokojonej żądzy wiedzy. Święty Paweł ostrzega, że wiedza wbija w pychę, a powinna ona być po to, by budować międzyosobowe relacje w miłości, aby człowiek mógł się dzielić swoją mądrością z innymi, w przekonaniu, że jest ona darem Bożym.

Darem Ducha Świętego jest także radość. Istnieje różnica miedzy radością zwykłą, a radością cieszenia się Bogiem. Podam przykład. Jest czas świętowania, czas niedzieli. W Piśmie Świętym jest napisane, że jeżeli człowiek nie będzie przekraczał Szabatu, jeżeli nie będzie w tym czasie załatwiał swoich spraw, to Pan obdarzy go radością ( por. Iz 58, 13n). Pan Bóg obiecuje radość tym, którzy potrafią dla Niego zostawić wszystko. Na pewno w naszych rodzinach przeżywamy radość z przyjmowania Sakramentów. Daje to nam wewnętrzny pokój w sercu. Chrystus jest naszym Pokojem. On jest pełen radości, która napełnia nasze serca. Umieć przyjąć tę radość jako dar, zobaczyć ją w Chrystusowej prawdzie, powinno stać się naszym nieustannym pragnieniem i dążeniem. Chrystus jest pełen radości. Jest pełen radości nawet na Krzyżu, kiedy cierpi i umiera za grzeszników. Radość Jego wyraża się bowiem w pełnieniu woli Ojca. Sprawdzianem naszej prawdziwej radości chrześcijańskiej jest więc radowanie się w cierpieniu, bo cierpienie łączy nas z Krzyżem Chrystusowym, a z Krzyża płynie radość.

Aby jednak owoc radości mógł w nas promieniować, bo on jest darem Ducha Świętego, musimy zachowywać Przykazania Boże.

Przeciwstawieniem pokoju jest niepokój. Gdy jesteśmy na drodze Bożej, to pochodzi on od szatana i wiele razy go doświadczamy. Dzieje się tak dlatego, ponieważ z chwilą poznania Chrystusa i oddania Mu swojego życia, toczy się w nas walka duchowa. Jezus zwyciężył szatana i On zwycięża w nas. Jeżeli będziemy blisko Jezusa, to szatan nam nic nie zrobi. Wprowadzi zamieszanie do naszej duszy i uczucie niepokoju. Trzeba to jednak umieć zobaczyć i właściwie ocenić. Oczywiście, jest też dobry niepokój, pochodzący od Ducha Świętego! To jest wołanie do nawrócenia. Należy więc przyjrzeć się swoim grzechom, nie lekceważyć takiego świętego niepokoju.

Po piętnastu latach małżeństwa, w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że tak naprawdę to odrzucam swojego męża. Pojechaliśmy wtedy na rekolekcje do Magdalenki. Przed Komunią świętą uświadomiłam sobie (myślę, że to właśnie przyszło od Ducha Świętego), że nie mogę przyjąć Chrystusa, dopóki nie przyjmę swojego męża jeszcze raz, dopóki go na nowo nie wybiorę. Myślę, że ten wybór był wtedy bardziej świadomy, niż przed laty, w dniu ślubu. Na początku małżeństwa przeżywamy pierwszy zachwyt, pierwszą miłość. Nie znamy jeszcze dobrze tej drugiej osoby, bo tak naprawdę poznajemy ją dopiero po latach. Chodzi o to, żeby małżonkę lub małżonka zaakceptować i ukochać w sytuacji kiedy nie ma już tych pierwszych emocji. W ten sposób rodzą się głębsze uczucia: bezpieczeństwo, miłość i wdzięczność. One decydują o trwałości relacji małżeńskiej, o stosunku do męża, czy do żony. I jeżeli wtedy dostrzegamy grzech w drugiej osobie, musimy jak lekarz, oddzielić chorobę od chorego. Trzeba tak ukochać chorego, żeby on z tej choroby wyszedł. Tak czynił Jezus, który umiłował grzesznika tak, że dał się za niego ukrzyżować.

Za każdym razem, kiedy kogoś odrzucam, widzę siebie samą odrzuconą w różnych sytuacjach z dzieciństwa, czy w latach późniejszych. Każde odrzucenie jest jakby szczeliną dla szatana, którą on wchodzi, aby w duszy człowieka siać niepokój. Czuje się wówczas wewnętrzną ociężałość i przygnębienie. Dlatego potrzeba myśli odrzucającej sprawcę duchowego chaosu, potrzeba refleksji: odrzucam, nie chcę tego, Panie. I wtedy wraca pokój.

Następny dar, to dar cierpliwości. Wyraża się on w łagodnej perswazji, w delikatnym upominaniu czy nakłanianiu prośbą. Ostatnio miałam spór z moim z tatą, o „wyższości” Świąt Wielkanocy nad Świętami Bożego Narodzenia. Na samym początku rozmowy stanowczo stwierdziłam, że chrześcijanie nie powinni takiego sporu prowadzać, dlatego, że jedna i druga tajemnica jest ważna i dotyczy tej samej Osoby Syna Bożego. Na to mój tata odpowiedział: nie można nieświadomego dziecka porównywać ze zmartwychwstałym Chrystusem. Zareagowałam na te słowa dość nerwowo i zaczęliśmy się kłócić. Skończyło się to nie najlepiej. Potem przyszła refleksja i przypomniałam sobie, że w Piśmie Świętym jest napisane: starszych wiekiem nie strofuj, ale nakłaniaj prośbą ( por.1Tm 5, 1). Zobaczyłam wówczas, że ja tego mojego tatę ciągle tylko strofuję. Zaczęłam powoli, choć z pewnymi oporami stosować się do powyższego wskazania. Efekt był taki, że po pewnym okresie czasu prośbą nakłoniłam tatę do odbycia sakramentu spowiedzi, co było cudem, ponieważ jego argumenty nie były łatwe do podważenia. Wiem teraz, że w duchu miłości naprawdę można wszystko. W sporze zaś, bez cierpliwości, kiedy bierze górę zacietrzewienie, można bardzo wiele popsuć i zniszczyć. Cierpliwość w sporach jest swoistym zawierzeniem Bogu całej skomplikowanej sytuacji. Antidotum więc na brak cierpliwości, to zawierzenie, to ufność. Ufność, że nad tą drugą osobą, nawet jeżeli w jakimś czasie jest pochłonięta kłamstwami szatana, Bóg ma moc. Jeżeli nakłaniamy ją prośbą, aby odwróciła się od szatana i czynimy to z miłości, wtedy Bóg sprawia przemianę w sercu tej osoby.

Owoce płynące z uprzejmości dostrzegam w mojej rodzinie. Szczególnie uprzejmą osobą jest mój mąż. On ma taki wielki szacunek dla drugiej osoby, że gdy się nad nią pochyla, czyni to z prawdziwą prostotą i miłością.

Wystarczy być posłusznym natchnieniom Ducha Świętego, a owoce w nas rozkwitną.

Takim owocem jest dobroć. Widzę ją przede wszystkim w rodzinie, w dawaniu sobie nawzajem tego, co się ma najlepszego. Jeżeli ja dam dobrą zupę mężowi, cieplutką, to jest to dobroć. Jezus mówi: byłem głodny, a nakarmiliście mnie ( por. Mt 25, 35). Dobroć jest w tym, że ubiorę dziecko, a mąż zarobi na te ubranka. Jezus mówi: byłem nagi, a przyodzialiście mnie (por. Mt 25, 36), że pochylimy się razem nad chorym dzieckiem i będziemy się modlić, że pojedziemy z nim do szpitala czy do lekarza. To jest dobroć. Ważne jest aby w takich najprostszych gestach zobaczyć dobroć Jezusa i dostrzec naszą dobroć w stosunku do Niego.

Warto także kontemplować postawę Maryi zasłuchanej w Swoim Synu, zasłuchanej w Jezusie i jak Ona, w czasie codziennych obowiązków trwać w miłosnej Jego obecności. Trwać w obecności Jezusa. Myślę, że z Jego obecności, szczególnie z obecności w Eucharystii możemy czerpać dobroć, miłość, radość i pokój. On tego wszystkiego będzie nam udzielać, tak byśmy coraz bardziej stawali się ludźmi duchowymi. Nie potrzeba specjalnych praktyk, by być Bogu wiernym. Wierność wykuwa się w modlitwie i wierze. Sprawiedliwy z wiary żyć będzie (Habakuk podaje: z wierności) ( por.Ha 2,4). W modlitwie ma być wierność. Nie może być ona magiczna. W niej bowiem wyraża się prawdziwa relacja osobowa – człowiek spotyka się z Bogiem. W płaszczyźnie wertykalnej jest to spotkanie Stwórcy i stworzenia w miłości. Takie spotkanie zawsze buduje wewnętrzny ład w człowieku i wyznacza jego życiowe priorytety.

Przypominam sobie, jak przy dość skomplikowanym porodzie naszego trzeciego dziecka, na głos modliłam się cały czas: Jezu, pomóż. Wierzę w to, że wzywanie imienia Boga sprawia Jego obecność przy nas. Jest to napisane w Katechizmie, Kościół tak naucza, ja w to wierzę (por.KKK2666). Dlatego w sytuacjach, kiedy się zdenerwuję, wychodzę do drugiego pokoju i mówię: Jezu, pomóż i czuję jak rzeczywiście emocje ze mnie wychodzą. Między reakcją, a tym, że powstały jakieś emocje, jest więc czas wołania do Jezusa i ja nazywam to wiernością.

Ważnym darem jest łagodność. Jest ona uświadomieniem sobie, że w naszym małżeństwie jesteśmy sobie wzajemnie podani w bojaźni Chrystusowej i że tak naprawdę to naszym Panem jest Jezus. Z tego bierze się łagodność. Nie ma panowania jednego małżonka nad drugim, bo to sprzeciwia się łagodności i rodzi grzech władzy i pychy. Święty Paweł powiedział: żonie przewodzić nad mężem nie pozwalam ( por. 1Tm 2,12), a także trudne słowa: żony, bądźcie poddane mężom (por. Ef 5, 22). To poddanie widzę jednak jako wspólne pochylenie się nad tym, co jest Wolą Bożą dla naszego małżeństwa, a więc wzajemne poddanie w bojaźni Chrystusowej.

Absolutnym źródłem wierności w naszym małżeństwie, źródłem łagodności i opanowania jest dialog. Wszystkie rzeczy, które są ciężarem, które mąż czuje jako ciężar, ja czuję jako ciężar, przestają istnieć w momencie kiedy siadamy do dialogu. Nieraz ciężar pozostaje. Nie przeczę. Nieraz sprawy są nie załatwione i długo się ciągną, ale dialog sprawia, że widzimy je już w innych proporcjach i oceniamy z innej perspektywy.

Na koniec podam przykład jak Duch Święty uczył mnie opanowania. Dziecko jadło obiad. Na stole stała butelka z mlekiem, którą niechcący przewróciło. Reakcja moja była taka: natychmiast go za to skarcić, uderzyć. Ale w tym właśnie momencie, przez nieuwagę sama zrzuciłam śmietanę, która stała na szafce. Zaczęłam się wtedy śmiać, bo zobaczyłam w tym zdarzeniu palec Boży. Pan Bóg w ten właśnie sposób mnie wychowywał.

Jeśli otwieramy nasze wnętrze na Ducha Świętego, to On faktycznie w nas działa i powoli wychowuje. Myślę, że mamy wiele przykładów na to, że Duch Święty jest w sercu każdego z nas, że jest w naszych małżeństwach i rodzinach. Ważna jest świadomość wdzięczności za dar, za owoce Ducha Świętego. Z drugiej strony jednak, trzeba także uświadamiać sobie to, co blokuje owoce Ducha Świętego w nas, grzech, który powoduje, że Duch Święty nie może nas tak wypełnić, jak wypełniał papieża. Dlatego zachęcam do stanięcia w prawdzie i do modlitwy o to, żeby owoce Ducha Świętego były dojrzałe i dorodne, żeby każdy z nas mógł się nimi karmić.