Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, [...]żeś Ty ich umiłował, tak jak Mnie umiłowałeś” (J 17,23)

Budowanie jedności w naszym małżeństwie jest dla nas znakiem Bożej miłości, jest spełnieniem modlitwy arcykapłańskiej Jezusa. To On jest obecny w naszej rodzinie i usuwa podziały, wynikające z różnicy wyznań. Jesteśmy małżeństwem mieszanym wyznaniowo. Mąż wychował się w Kościele Ewangelicko - Metodystycznym, a ja w Kościele Rzymsko - Katolickim. W sierpniu będziemy obchodzić 39 rocznicę naszego ślubu kościelnego. Mój mąż deklarował się wtedy jako praktykujący-niewierzący. Łaskę wiary otrzymał w Kościele katolickim w czasie rekolekcji ewangelizacyjnych organizowanych przez Odnowę w Duchu Świętym.

Za moją namową i z miłości do mnie pojechał na te rekolekcje, ale ja wiem, że to Bóg go pociągnął do siebie. Mąż czuł się z nami trochę nieswojo, bo codziennie była Msza Święta. Szedł wtedy na spacer do lasu.

I zabłądził. Trafił na groby malutkich dzieci. Bardzo nim to poruszyło. Zaczął zadawać sobie pytania egzystencjalne, co dzieje się z tymi niewinnymi istotkami po śmierci? Postanowił przyjść do kaplicy. Trwało nabożeństwo adoracyjne. Każdy na głos wyznawał swoją wiarę. Mąż zrobił to samo… Byliśmy w szoku. Potem powiedział,że miał silne doświadczenie obecności Boga jako światłości w sobie. Potem dostał potwierdzenie swojej wiary przez słowo z Ps 72, gdzie przeczytał o zapowiedzi Mesjasza ratującego krzyczącego ubogiego od śmierci. W tym dniu uratował życie człowiekowi porażonemu prądem i krzyczącemu o ratunek.

Moje najsilniejsze przeżycie duchowe jest związane z Adoracją Eucharystyczną.

W klasie przedmaturalnej byłam na dniach skupienia u sióstr urszulanek. Tam przeżyłam moment osobistej modlitwy przed najświętszym Sakramentem. Byłam sama w kaplicy. Miałam silne skojarzenie, że Jezus Eucharystyczny jest moją drogą życiową. Z tyłu kaplicy leżały Pisma Święte. Zostałam silnie „pociągnięta” do codziennego rozważania Pisma Świętego. Ta łaska towarzyszy mi od 44 lat.

Później jeszcze raz miałam doświadczenie duchowe związane z Eucharystią. Miałam już wtedy dwoje malutkich dzieci jak poszłam święcić jajka wielkanocne. Przy grobie doświadczyłam bardzo mocno Bożej obecności w Najświętszym Sakramencie. Jezus objawił mi się jako Wszechmogący, bardzo bliski zarazem. Skojarzyła mi się scena, jak matki przyprowadzały dzieci do Jezusa. Zdałam sobie sprawę, że o cokolwiek nie poproszę, to On to spełni. Moja wiara była wtedy bardzo mocna. Poprosiłam wtedy o uzdrowienie rocznego synka, który był po szpitalu z powodu zapalenia płuc i nie do końca go wyleczono. Moja prośba została spełniona choć nie od razu. To doświadczenie duchowe ma wciąż bardzo duży wpływ na mój rozwój duchowy. Przedtem żyłam od grzechu ciężkiego do grzechu ciężkiego. Teraz weszłam na drogę codziennej, pogłębionej modlitwy. Odkryłam modlitwę brewiarzową, którą do dziś praktykuję. Żyłam Słowem, Sakramentami, lekturą duchową. Znalazłam wspólnotę, która wspierała mnie na drodze wiary i miłości. Skończyłam teologię na Papieskim Wydziale Teologicznym w Warszawie (Sekcja Św. Jana Chrzciciela).Z lektury największe wrażenie zrobił dziennik duchowy Małe Tereski. Lektura ta pokazała mi drogę miłości, drogę małą, pełną ufności i pokory, drogę zażyłej relacji z Jezusem. Potem czytałam inne książki, do których wciąż powracam: dzieła Teresy od Jezusa, Jana od Krzyża. Książki te pomogły mi na drodze ku dojrzałości chrześcijańskiej, drodze modlitwy, drodze nocy ciemnych. W międzyczasie zaczęłam służbę w Kościele jako animator, katecheta. Pisałam też zeszyt formacyjny dla małżeństw, modliłam się wstawienniczo w diakonii modlitwy, prowadziłam spotkania modlitewne itd….

Zaczęłam troszczyć się o osobistą formację, najpierw na rekolekcjach zamkniętych w Magdalence, potem na Górce w Zakopanem i w Czechowicach – Dziedzicach. Odnalazłam się w Ćwiczeniach duchowych św. Ignacego. Medytacje i kontemplacje pomogły mi na drodze poznania, pokochania i naśladowania Jezusa. Odkryłam , że jestem grzesznikiem, ale odkupionym.

Potem korzystałam z kierownictwa duchowego u jezuity, który był asystentem kościelnym naszej wspólnoty małżeńskiej. Bóg prowadził nasze małżeństwo w wierze i w miłości, budował jedność między nami opartą na Chrystusie.

Pan Bóg prowadzi nas razem, w miłości wzajemnej w Sakramencie małżeństwa. Mamy udział w Jego dziele stwórczym. Urodziliśmy i wychowaliśmy trzech synów.

Najstarszy jest szafarzem Eucharystii i wzorcowo, z pomocą Bożą, prowadzi swoją pięcioosobową rodzinkę.

Razem z mężem uczestniczyliśmy w wielu rekolekcjach zamkniętych, w tym jezuickich. Bóg cały czas nas wspiera na drodze wiary, jednoczy w tym, co nasze kościoły mają wspólne, Chrzest Święty w Imię Trójcy Przenajświętszej.

Byliśmy razem na spotkaniu ekumenicznym z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Tam papież powiedział do braci w Chrystusie:”Nie przyszedłem was tolerować, ale miłować.” Zrozumiałam, jak wiele brakuje mojej miłości do rodziny protestanckiej męża. Bóg wychowywał mnie do miłości braterskiej.

Bóg pomógł mi pojednać się z teściową, z którą miałam zaognione stosunki. Wzbudził we mnie litość do niej z powodu bardzo ciężkich doświadczeń życiowych, jakie przeszła.

Bóg dokonywał cudów w mojej duszy, np. cudu przebaczenia i pojednania po krzywdach, po zdradzie. Wiem, że licząc tylko na ludzkie siły, skończyłabym na sali sądowej. Bardzo odczuwam miłosierdzie Boże i wsparcie w czasie chorób. Mając 44 lata urodziłam dziecko niepełnosprawne. Zrezygnowałam z pracy zawodowej i zaopiekowałam się synem. Opieka ta była związana z częstymi pobytami w szpitalach, ciągłą walką o przeżycie. Moje serce „rozszerzało się” do coraz większej miłości. Dziecko czuło się przez nas bardzo kochane. Dyżury przy szpitalnym łóżku bardzo nas z mężem jednoczyły. Kolejny cud w naszym życiu, to ten, że dziecko żyje, choć lekarze nie dawali mu większych szans.

Teraz moje serce jest wyczulone na ludzi chorych, potrzebujących, emigrantów, grzeszników, ludzi innych wyznań, ludzi umierających. Idziemy z mężem drogą uczynków miłosierdzia. Razem ustalamy, komu i jak pomóc. Szukamy wspólnie woli Bożej. Staramy się na codzień widzieć Jezusa w potrzebujących:”byłem głodny, a daliście mi jeść, byłem spragniony, a napoiliście mnie, byłem nagi, a przyodzialiście mnie, byłem chory , a przyszliście do mnie… (por. Mt 25…). To Bóg sam przygotowuje nam dobre uczynki, abyśmy je pełnili… Nasza pobożność jest Eucharystyczna (szczególnie moja) i oparta na Słowie Bożym (wspólne umiłowanie Biblii). Dlatego mąż-protestant uczestniczył w Fundamencie ĆD a ja we wszystkich Tygodniach. Moje pragnienie ciągłego poznawania Boga, pełnienia Jego woli, wyraża się w podjęciu studiów z duchowości, za które bardzo jestem wdzięczna Bożej Opatrzności. Szczęśliwie już je zakończyłam.